Miłość na tle skandalu, czyli „Bridgertonowie” po raz drugi

źródło: filmweb.pl

Kiedy ponad dwa lata temu ogłoszono jego premierę, nikt nie spodziewał się sukcesu. Jak zdecydowana większość produkcji kostiumowej miał swoją grupę docelową. Nie sądzono, że spodoba się tak wielu. A jednak „Bridgertonowie” porwali tłumy, stając się jedną z ciekawszych i najchętniej oglądanych seriali Netflixa. Teraz przychodzą do nas z nowym sezonem.

Szybko po sukcesie pierwszej serii ogłoszono, powstanie kolejnej.  Zapowiedziano także, że  ponownie na ekranie nie zobaczymy już kluczowej postaci – księcia Simona. Tematyka też miała mocno się zmienić i skupić na losach innego Bridgdertona niż Daphne. Fani obawiali się więc znacznego spadku jakości. Wróżono, że okaże się typowym jednosezonowcem. Już wam jednak powiem – nic z tych rzeczy. 2 sezon jest tak samo dobry jak poprzedni, a nawet odrobinę lepszy.

Pytano, co jeszcze w strefie dworskich miłostek może zaskoczyć widza. Jak widać scenarzyści mają jeszcze wile asów w rękawie. Najnowszy sezon skupia się na Anthonym, którego po pierwszej serii zapamiętaliśmy jako zadufanego i zbyt zgorzkniałego jak na swój wiek lorda. Postanawia się on w końcu ożenić, ale matrymonialnym planom przyświeca jednak jedynie poczucie obowiązku. Chce, by jego wybranką został diament sezonu. Startuje więc w konkury do panny Edwiny Sharmy. Na drodze do szybkiego mariażu stoi mu tylko konflikt z zaborczą starszą siostrą wybranki. Jak się szybko okazuje, bohaterów połączy nie nienawiść, a inne (również głębokie) uczucie.

źródło: filmweb.pl

Trafił swój na swego

Upartość i obowiązek to dwie najważniejsze cechy dwójki głównych bohaterów. Na marginesie mówiąc, rewelacyjnie dobrano aktorów. Anthony zyskuje przy bliższym poznaniu. Trauma po śmierci ojca, ciężar, jaki matka w żałobie zrzuciła na barki młodego chłopca, sprawiły, że lord zbyt szybko stał się dorosły i odpowiedzialny. Nie dał sobie czasu na radość życia. Bez reszty oddał się rodzinie i obowiązkom pana domu. Presja, jaką sam sobie narzucił, sprawiła, że nieustannie czuł się niewystarczający. A to wszystko chował pod płaszczykiem arogancji i wyższości. Kate zaś została wychowana przez macochę, która związała się z jej ojcem po niemałym dworskim skandalu. Ma poczucie długu wobec dobra, jakie w życiu otrzymała. Dlatego właśnie chce zapewnić dobrobyt swojej małej rodzinie. A żeby to osiągnąć, jest gotowa na wszelkie poświęcenie i ustępstwa. Oboje są więc zakompleksionymi duszyczkami z nieprzepracowaną traumą i niezwykłymi pokładami upartości. Ich pierwsze spotkanie podczas jazdy konnej wróży katastrofę. A jednak – od miłości do nienawiści jeden krok. Jak widać działa to też na odwrót.

„Ktoś mnie pokochał” – bajkowy erotyzm

Drugi sezon tym różni się od pierwszego, że tu nic nie wypowiada się wprost. Wszystko pozostaje w sferze domysłów i wyobrażeń. Niczym najsłodsze tajemnice. Zakochani za wszelką cenę przeciwstawiają się uczuciu i próbują przekonać wszystkich dookoła, a przede wszystkim siebie, że nic ich nie łączy. Frustracja, jaka w ten sposób się w nich rodzi, odbija się najbardziej na tych, których ci za wszelką cenę starają się chronić. Mimo że większych zbliżeń doczekujemy się dopiero na koniec, to przez wszystkie odcinki panuje napięcie seksualne, które daje się ciąć nożem. Poza tym każde zbliżenie zostało ukazane z wyjątkowym smakiem. „Bridgertonowie” wychodzą nam naprzeciw z nową definicją erotyzmu. Nie budowanego poprzez gorące sceny łóżkowe, a głębokie, pożądliwe spojrzenia. Zakazana miłość uwodzi widza sama w sobie. Wszystko za sprawą dobrego scenariusza, przemyślanych dialogów i znakomitej grze aktorskiej.

źródło: filmweb.pl

Niepowtarzalny klimat

Bridgertonów nie powinno oceniać się na tle innych seriali, nawet tych kostiumowych. Żeby to zrobić trzeba wejść w ich bańkę. Ta bańka to bowiem piękna mieszanka okresu regencji, dworskiego obyczaju i nuty współczesności. W poznawaniu tego świata towarzyszą nam klimatyczne covery muzyczne. To najpopularniejsze kawałki ostatnich lat przełożone na instrumenty smyczkowe. Mimo że sezon powstawał w czasie pandemii, nadal widać w nim rozmach i wyszukaną estetykę. Oko cieszą malownicze scenerie i bogate wnętrza posiadłości londyńskiej arystokracji. Kostiumy przeszły lekką metamorfozę, ale nadal są reprezentatywne dla bohaterów, które je noszą. Panny Bridgertonów noszą pastelowe kreacje rodem z powieści Jane Austin, Featheringtonowie jaskrawe, rażące suknie. Do innej przestrzeni przenosi ubiór pań Sharma, w których króluje styl bollywoodzki. Serial nie trzyma się w 100 procentach historii. To dobrze, jest przez to po prostu wyjątkowy i znacznie ciekawszy.

źródło: fimweb.pl

Feminizm w wersji light

Mimo że serial ma być przyjemną dla oka historyjką o miłości, to scenarzyści pozwolili sobie na wplecenie kilku idei. Oczywiście z wyczuciem i wrażliwością estetyczną. Twórcy uczą nas przede wszystkim, jak ważna w życiu człowieka jest rodzina. I to właśnie wartości rodzinne zostały w „Bridgertonach” cudownie ukazane. Poza tym nośnikiem nowoczesnych poglądów są dwie bohaterki. Pierwszą jest Eloise. Poprzez dystans, intelekt i cięty dowcip wyraża niezgodę wobec krzywdzących konwenansów tamtego wieku. To buntowniczka pokazująca, że kobiety nie są towarem na rynku dla mężczyzn. Chcą się uczyć, działać i osiągać. Reprezentowane jest to także w odwadze Penelope – ukrywającej się Lady Whistledown, która za pomocą sprawnego pióra wywołuje burze wśród londyńskiej wyższych sfer. To subtelne zapowiedzi rewolucji przyszłych czasów i nauka dla nas, by nie zapominać o wdzięczności za to, co osiągnęła ludzkość i ciągłym rozwoju.

„Bridgertonowie” to uroczy świat bajki rodem z Disneya z domieszką lekkiej pikanterii. Dostajemy od nich miłość dla rozmarzonych nastolatek. Idylliczną wersję przeciwstawiającą się dzisiejszym prostym przygodom z Tindera. Koniecznie dajcie wciągnąć się do tej bajki. A ja wypatruje już ciągu dalszego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

czternaście − 8 =