We współczesnej sztuce piszemy HERstorię – wywiad z Zuzanną Boyke

fot. Zuzanna Boyke

Moja dzisiejsza gościni – Zuzanna Boyke – to prawdziwa pasjonatka historii sztuki. A raczej powinnam napisać HERstorii. Na co dzień prowadzi ona swój profil na Instagramie, na którym dzieli się ciekawostkami, technikami, dziełami, a przede wszystkim piękną energią emanującą z wszelkich dokonań człowieka. Dziś opowie nam o tej wyjątkowej miłości do obrazu i czytania z niego, studiach i roli kobiecości na przestrzeni dziejów. 

„Sztuka nie ma żadnego celu, jest celem sama w sobie, jest absolutem, bo jest odbiciem absolutu – duszy” – Stanisław Przybyszewski. Zgadzasz się z tym? Tym jest dla ciebie sztuka? 

To zależy z jakiej perspektywy czasowej się na to patrzy. Spojrzenie na sztukę przecież bardzo się zmieniało. Chociaż dla mnie obecnie faktycznie jest ona odzwierciedleniem samego artysty. Mam wrażenie, że współcześni artyści właśnie bardzo na to stawiają. Przekazują na płótno swoje emocje, cząstkę duszy. 

Co lub kto sprawił, że zakochałaś się w sztuce?

Dla mnie sztuka jest interesująca sama w sobie, ciekawią mnie jej wszystkie spektra. Nie było w moim życiu jednego momentu, artysty czy dzieła, które to zainteresowanie obudziło, sprawiło, że chciałam wiązać z tym przyszłość. Uważam jednak, że sztuka jest ważnym elementem otaczającego nas świata, dlatego warto dowiadywać się na jej temat więcej. Wiele rzeczy, które pozornie wydają nam się nieciekawe, po zgłębieniu okazują się niesamowite. Tak jest ze sztuką, przecież ona jest wszędzie, dobrze jest więc, nauczyć się ją podziwiać. 

Tworzysz coś też sama? Może przyglądasz się artystom? 

Lubię na pewno obserwować. Tworzyć to duże słowo. Nie jestem typową artystką, ale czasem faktycznie sama także coś wykonuję, maluję. Szczególną przyjemność sprawia mi na przykład robienie w glinie. Ale nie w celu stworzenia jakiegoś niesamowitego dzieła, po prostu dla samej siebie, czysto hobbistycznie. Może się tak wydawać, bo kierunek historia sztuki kojarzy się często z tymi, którzy nie dostali się na ASP. W moim przypadku tak nie jest. Od początku był to mój pierwszy wybór. Chciałam poznać sztukę z zupełnie innej, teoretycznej strony.

Ale ta sztuka w szerokim znaczeniu zawsze gdzieś zawsze ze mną była. Rodzice od małego chcieli, bym poznawała świat, zabierali mnie do muzeów, pokazywali różne strony kultury.  Dużą rolę w moim życiu odegrała także muzyka. Grałam na wiolonczeli. 

To jakie perspektywy zawodowe daje Twój kierunek studiów?

Pierwsza myśl większości ludzi to muzeum, ale wbrew pozorom taką pracę wcale nie jest łatwo zdobyć. Tam stanowiska są stale zajęte, rzadko ktoś się po prostu wykrusza. Poza tym dla nas, młodych ludzi nie jest to szczególnie atrakcyjna możliwość zatrudnienia. Wiele absolwentów decyduje się założyć swoje działalności, prowadzi kursy. Historia sztuki w połączeniu z innymi kwalifikacjami może być jedynie atutem na rynku pracy. 

Opowiedz w takim razie coś więcej o samym kierunku. 

Nie należymy do licznych grup, szczególnie w porównaniu do psychologii czy prawa. Poza tym dość łatwo się na niego dostać. To wszystko jest jednak atutem. W naszych studiach liczy się zrozumienie historii sztuki, wszystkich okoliczności, tego, co działo się wokół niej. Prócz nauki samych dziejów cywilizacji, sztuki, uczymy się sposobów jej badania, konserwowania. A i oczywiście wcześniej wspomniane muzealnictwo. Są języki – łacina na pierwszym roku i potem niemiecki, czyli język dziedziny. 

Klasyczna czy nowoczesna? Bo trochę mam wrażenie, że wśród artystów i koneserów są dwa obozy.

Tematem mojego licencjatu co prawda jest sztuka dawna, ale to głównie dlatego, że kwestię tę łatwiej jest zgłębiać. Obecna sztuka też jest fascynująca, ją jednak znacznie trudniej jest usystematyzować. Ja nie mam konkretnej preferencji. Cenię to, co dawane, równocześnie otwierając się na nowe. Nie sądzę, że obecne dzieła są mniej wartościowe, pozbawione idei. A wielu tak przecież uważa. Jestem gdzieś pośrodku tych obozów. 

Jak czytać sztukę, interpretować ją i czerpać z tego przyjemność? W końcu wielu ma z tym problem. 

Myślę, że kluczem jest właśnie to, by na siłę nie próbować wyczytać z obrazu czegoś więcej. Idąc na wystawę, patrząc na obraz, nie zastanawiajmy się za bardzo, nie doszukujmy. Często nam się wydaje, że na pewno coś jest tam ukryte, że musimy coś tam specjalnego zobaczyć. A wcale tak nie jest. Odpowiedni obraz sam do nas przemówi. Podziwiajmy to, co naprawdę nam się podoba i może wtedy, w sposób naturalny coś tam odkryjemy. Warto też zwracać uwagę na małe elementy – kreski, grubość farby. Ważne jest także to, co z obrazem jest związane. Ciężko dywagować nad intencją artysty, nic o nim nie wiedząc, nie znając okoliczności twórczych. Warto więc po prostu zgłębiać temat i wtedy pewne myśli przyjdą same. Moim zdaniem interpretacja nie jest najważniejsza, istotą sztuki jest po prostu czerpanie przyjemności z samego jej piękna. 

Ty jednak tej sztuki się trochę uczysz. Nie sądzisz, ze studia sprawiają, że pasja staje się obowiązkiem, a ona sama traci w Twoich oczach swoją esencję? 

Coś w tym niestety jest. Na pewno zdobywana na studiach wiedza jest dla mnie ważna, pozwala widzieć w sztuce więcej niż inni, patrzeć na nią w wyjątkowy sposób. Idę do muzeum i wiem, czego się spodziewać, co tam zobaczę, skąd się to wzięło, więc może to jakoś odbierać emocje. Ale zależy to od nas samych. Nadal przecież mogę iść na wystawę z otwartą głową, nie myśleć, dla rozrywki samej w sobie. 

Co robisz, żeby się nie wypalać? 

Pomaga w tym sam program nauczania na studiach. To, że nie wałkujemy w kółko tego samego tematu. W jednym semestrze przerabiamy kilka epok, kilka nurtów. Ta różnorodność właśnie stymuluje moją ciekawość. 

A miałaś kiedyś moment znudzenia?

Oczywiście. Po którymś kolokwium ze sztuki średniowiecznej. Studia są fascynujące do momentu sesji. Ale potem to wraca. 

Zarażasz swoją pasją swoje otoczenie? A może nie musisz, bo powiela ono Twoje zainteresowania? 

Moi bliscy są trochę do tego zmuszeni. Lubię ciągać ich ze sobą, pokazywać. Jestem dla nich trochę przewodnikiem. Nie wszyscy za tym szaleją. Zależy to od osobowości. Zabrałam np. moich rodziców ostatnio na Fangora i byli zachwyceni. Z kolei mój chłopak, który faktycznie najwięcej musi ze mną chodzić, nie przepada za obrazami. Ale lubi za to podziwiać architekturę, budynki, więc gdzieś się w tym wszystkim spotykamy. Poza tym mam jedną koleżankę, która naprawdę lubi słuchać moich opowieści o sztuce. Udało mi się nawet niedawno wyciągnąć ją do Wiednia na zwiedzanie.

Generalizując, czy w takim razie jest to popularna pasja?

Teraz studiując, wydaje mi się, że ten temat jest wszędzie, że wszyscy o tym rozmawiają. Z tej perspektywy mogłabym więc powiedzieć, że jest popularna. Wszystko jednak zależy od tego otoczenia. 

 A masz jakiegoś swojego ulubionego artystę, dzieło, epokę? Co pierwsze widzisz, jak słyszysz sztuka?

Chyba David Hockney. Jego obrazy to miłość od pierwszego wejrzenia. Poza tym większość moich ulubionych twórców wywodzi się z baroku czy renesansu. Sztuka jest dziedziną tak obszerną, że ciężko wybrać w niej jedną rzecz. 

To co sprawia, że obraz Ci się podoba? 

Uwielbiam szczegóły. Malutkie elementy, niewielkie postaci, zwierzątka, piękne kwiaty w martwych naturach. Z kolei w abstrakcji lubię fakturę, jej charakterystyczne zakończenia, ślady pędzla na niej. Cieszy mnie, jak jestem w muzeum i mogę to z bliska dostrzec. 

Czy nadal w pełni sama interpretujesz sztukę czy kierujesz się jakimiś wyuczonymi na studiach schematami? 

Szczerze mówiąc, są już takie rzeczy, które rozpoznaje na pierwszy rzut oka. Na przykład w ikonografii, gdzie pojawiają się powtarzalne aspekty. Ale nie staram się na siłę zastanawiać się, dlaczego dany artysta namalował to tak, a nie inaczej. Nie rozważam tego krok po kroku jak na uczelni. 

Opowiedz mi coś koniecznie o swoich podróżach, bo są one na pewno ważne w obcowaniu i poznawaniu sztuki. Co zrobiło na Tobie w świecie największe wrażenie? 

Zdecydowanie pierwszym, co przychodzi mi do głowy to pałac w Knossos na Krecie. Zabrałam tam ze sobą moich znajomych i oczywiście musiałam ich po swojemu oprowadzić. Największą przyjemność sprawiło mi powiedzenie im, że duża część tego, co tam widzą, jest nieprawdziwe, zostało stworzone przez archeologa. Ich zaskoczenie było cudowne. 

Co jeszcze jest na Twojej liście rzeczy do zobaczenia?

Chciałabym na pewno zwiedzić Akropol, żeby zobaczyć to świadectwo starożytności oraz całkowite przeciwieństwo Museum of Modern Art, gdzie jest pełno wielkich artystów sztuki nowoczesnej. Ale tych moich marzeń jest wiele więcej, na świecie jest przecież tyle imponujących dzieł. Można coś znaleźć w każdym mieście. Może gdzieś w małym kościółku na końcu świata czeka na nas obraz, który bez reszty nas zachwyci. I pomyśleć, że wszystko to stworzył człowiek!

Mogłabyś o sobie powiedzieć, że jesteś romantyczką? 

Myślę, że tak. Jest we mnie dużo wrażliwości na szeroko pojęte piękno. 

A sztuka jest dla Ciebie raczej ucieczką od życia czy inspiracją do życia? 

Życie artysty i sztuka się przenikają. Mi bliżej jest do odnajdywania w sztuce inspiracji, nie potrzebuję uciekać. W końcu dookoła nas jest tyle unikatowych dzieł. 

Skąd pomysł na założenie profilu na Instagramie poświęconego historii sztuki? Sama go realizujesz czy ktoś Ci pomaga? 

Stwierdziłam, że chcę się sprawdzić. Zweryfikować to, czy umiem przekazywać dalej swoją wiedzę. Poza tym obserwowałam moje otoczenie i zauważyłam, że moi bliscy czy znajomi nie mają skąd czerpać ciekawych informacji na ten temat. Chciałam zrobić coś kreatywnego i przy okazji dzielić się tym z większym gronem osób. Jeśli chodzi o część teoretyczną moich postów, to realizuję ją sama, w oprawie graficznej pomaga mi koleżanka ze studiów. Jest to dla mnie teraz fajna zajawka, przestrzeń, w której, gdy najdzie mnie wena, mogę sobie pogadać. 

Z jakim odbiorem się  spotykasz?

Głównie z pozytywnym. Raz zrobiłam serię o technikach artystycznych i napisał do mnie wtedy pewien artysta. Wyznał, że nie znał wcześniej takiego sposobu i z chęcią dzięki mnie spróbuje czegoś nowego. To super uczucie, patrzeć na dzieła, które powstały na fali inspiracji moim profilem. 

Bardzo zainteresowała mnie seria Sztuka Kobiet. Opowiesz trochę więcej o niej. Jaka jest historia tych kobiet w sztuce, z czym się borykały, o czym piszesz? 

Ta kobiecość to bardzo gorący temat w historii sztuki. W ogóle mówi się, że teraz piszemy HERstorie, a nie HIStorię. W sztuce, jak w wielu innych dziedzinach płeć piękna niestety długo była pomijana, nie dostawała głosu. Do któregoś wieku panie nie mogły zarabiać na swoich dziełach, więc często nie miało dla nich sensu podążanie tą drogą. Albo po prostu nawet kiedy się tego podejmowały, gdzieś o nich zapominano. Dlatego obecnie prowadzimy proces odszukiwania kobiet w sztuce. I to się udaje. Dziś wiemy, że najwcześniejsze znane z imienia i nazwiska artystki wywodzą się z renesansu. A tych znanych postaci zaczyna być mnóstwo. W naszych czasach kobiety tworzą na równi z mężczyznami. W sztuce już płeć nie ma znaczenia. Tę serię prowadziłam rok temu właśnie w marcu, czyli takim kobiecym miesiącu. Każdego dnia opowiadałam o innej artystce. Sądzę, że jest to ciekawa wiedza, warta tego, by przekazywać ją dalej w świat. 

To jak na przestrzeni lat zmieniało się postrzeganie kobiecości w sztuce? 

Przez pierwszy okres rozwoju sztuki kobieta była obiektem kultu. Na przykład popularne figurki Wenus wiązane z magicznymi właściwościami. Pewnie nie bez powodu. Potem długo mieliśmy do czynienia z kobietą jako modelką, inspiracją. Dziś już jest to pełnoprawna artystka. 

Filozoficzne pytanie w ramach puenty. Czy świat jest dla Ciebie piękny? Taki jaki jest? Czy coś byś zmieniła?

Nie mogę się doczekać wiosny. Ona właśnie sprawi, że świat ponownie stanie się cudowny. Chociaż nawet bez tego, mogę stwierdzić, że wszystko, co nas otacza jest piękne. I to nie tylko dzięki wszelkim przejawom sztuki, tego, co stworzył człowiek. Nie ma nic tak inspirującego jak przyroda.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

14 − dwa =