W rzeczywistości wszystko sprowadza się do uczucia wdzięczności – recenzja „Nie ma jak przyszłość” Michaela J. Foxa

źródło: booktime.pl

Od komedianta, świetnego aktora do człowieka z realnymi problemami. Nikt chyba jeszcze w tak szczery sposób nie pisał o chorobach, słabościach i sile, jaką można z nich wyciągnąć. O tym, jak Marty McFly stał się Michaelem J. Foxem. Przez wdzięczność do optymizmu w książce „Nie ma jak przyszłość”.

My ludzie bardzo często nie potrafimy żyć tu i teraz. Albo w nieskończoność rozpamiętujemy przeszłość, albo dajemy się zbyt mocno porwać marzeniom na przyszłość. Chcemy, by nasze życie było idealne, a my zawsze bezgranicznie szczęśliwi. Ale ono nigdy nie jest usłane różami. Nie sprawia to jednak, że nie możemy być prawdziwie szczęśliwi. Bo radość kryje się w ludziach, którzy nas otaczają, pragnieniach, pasjach, a przede wszystkim we wdzięczności. To właśnie pokazuje książka „Nie ma jak przyszłość” Michaela J. Foxa.

Aktor szczególnie kojarzy nam się z nastolatkiem podróżującym w czasie z serii „Powrót do przyszłości”. Słynny Marty McFly. Jego historię chyba każdy choć raz oglądał przy świątecznym stole, bo wtedy też stacje lubią powtarzać ten stary hit. Jego kariera nabrała rozpędu, występował zarówno w filmach jak i serialach.

Często my zwykli „Kowalscy” mamy swój określony obraz ludzi z show biznesu. Co prawda doceniamy ich pracę czy kunszt, ale wiemy, że moglibyśmy wcale nie polubić tych ludzi personalnie, tak bardzo jak do gustu przypadły nam odgrywane przez nich postaci. Działa to też odwrotnie oczywiście. O branży krąży wiele plotek. Od pijaństwa, narkotyków, po po prostu zbytnie zadufanie w sobie. Ile razy czytając nagłówki artykułów zadawaliśmy sobie pytanie, co ci ludzie w ogóle wiedzą o życiu, jakie oni mają problemy. No właśnie, ludzie. Często zapominamy, że to też są ludzie. I o dziwo ich życie też nie jest bezrefleksyjne i sielankowe.

I don’t wanna life like this… but I don’t wanna die.

Michael J. Fox dowiedział się, że choruje na Parkinsona, zanim ukończył 30 lat. Ta choroba najczęściej kojarzy nam się z osobami w podeszłym wieku. Prawda jest taka, że zachorować może na nią każdy. Aktor wspomina pierwszy okres po diagnozie. Nie mógł uwierzyć, że dzieje się to naprawdę. Potem starał się udawać, że schorzenie nie istnieje. Następnym etapem była chęć zupełnego odcięcia się, zapomnienia, popadnięcie w pijaństwo. Ale Fox to klasyczny przypadek nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dzięki miłości i wsparciu rodziny godzi się z Parkinsonem, uczy się go. Rozumie, że choroba jest jego częścią, ale nie znaczy to, że ma mu wszystko odebrać. Przekuł słabość w siłę. Stanął na życiowym polu golfowym. Po latach ukrywania się i wyparcia wyznał światu prawdę. Z czasem zasłynął już nie tylko jako świetny aktor, ale także filantrop. W 2001 r. założył The Michael J. Fox Foundation for Parkinson’s Research. Jego fundacja dziś jest pionierem w branży, pomaga setkom ludzi i niewiele dzieli ją od wynalezienia leku na Parkinsona.

Tylko głupi optymista może zaprzeczyć mrocznym realiom chwili

„Nie ma jak przyszłość” to nie typowa autobiografia. Autor nie gloryfikuje się w żaden sposób, nie stara się też nikomu nic udowodnić. Odziera się przed czytelnikiem ze wszystkiego, co ma. Staje nagi ze swoimi wspomnieniami, uczuciami, małymi trumfami i porażkami. Widzimy w nim prawdziwego człowieka z krwi i kości, a nie wykreowaną na potrzeby książki tragiczną postać. Michael J. Fox opowiada o początkach walki z Parkinsonem, jego aspektach i ciężarach, jakie wnosi do jego życia. Pokazuje, jak przez ułomności zmienił się jego zawód i spojrzenie na sztukę. Przywołuje podróże, rehabilitacje i wizyty w szpitalach.

Ta książka to także siła miłości rozpisana na kartki papieru. To, w jaki sposób aktor pisze o żonie, dzieciach i przyjaciołach, jest piękne i wręcz wzruszające. O każdym z nich mówi miłe słowo, opisuje moc i istotę każdej z relacji. Wszystkie są bowiem inne i inną energię wnoszą do jego egzystencji. Dziękuje z osobna każdej osobie, która choć w minimalny sposób dołożyła cegiełkę do odbudowy jego ducha.

Aktor nie jawi się przed czytelnikiem jako bohater noszący na barkach trudy tego świata. Podkreśla na każdym kroku, że są osoby cierpiące znacznie bardziej niż on. Możemy przeczytać o jasnych i ciemnych obliczach schorzenia, o tym, jak bardzo wyniszcza go fizycznie, jednocześnie ciągle czyniąc go silniejszym psychicznie. Nie skupia się na dokonaniach i samym celu, a na procesach, by pokazać, że każdy krok w życiu jest walką o siebie. Jesteśmy świadkiem jego różnych nastrojów, ciągłych metamorfoz. Z czasem zaczynamy widzieć w nim przyjaciela, bliską osobą, a nawet mentora. Fox w nawet najgorszych momentach, jakie opisuje, stara się zachować optymizm. Nawet jeśli w danej sytuacji graniczy to z cudem, jak np. wtedy gdy dowiedział się, że prócz Parkinsona, ma także guza rdzenia kręgowego. Nie przypomina to nadmuchanych gadek coachów, tylko pamiętnik normalnego człowieka o niesamowitej wierze. Aktor to szczęściarz w swoim nieszczęściu, który ze wszystkiego wychodzi obronną ręką. A kluczem do stanu ducha, w którym obecnie jest to po prostu wdzięczność.

Oprócz fantastycznej historii silnego człowieka i pięknego przesłania „Nie ma jak przyszłość” daje nam po prostu świetną lekturę. Lekturę, którą można pochłonąć autentycznie w dwa dni. Mnie przynajmniej tyle to zajęło. Nie mogłam się od niej oderwać, kiedy nie czytałam, ciągle wracałam do niej myślami. Jest także lekko napisana. Pełno w nich humoru i zabawnych anegdot charakterystycznych dla Foxa. Całość skąpana jest w dużej dawce pozytywnej energii. Opisy są niezwykle sugestywne i obrazowe. Wszystko autor stara się zwizualizować w przykładach, dzięki czemu nawet terminy medyczne stają się dla nas zrozumiałe. Michael nie rozdrabnia się, nie tworzy poematów, chce, byśmy mieli wrażenie rozmowy z nim.

„Nie ma jak przyszłość”, której sam tytuł jest mrugnięciem oczka do fanów, zdecydowanie trafia na listę rewelacyjnych autobiografii. Mamy w niej prawdziwego człowieka, jego słabości, naukę, siłę, miłość i niepowtarzalny humor. Książka daje niezwykłą przyjemność czytania, jednocześnie pokazując, że to my jesteśmy kowalami swojego losu. I to my zdecydujemy, jak odbiją się na nas nasze problemy i jakimi ludźmi się przez to stajemy. Przyszłość należy do nas. Czuję się przez Foxa szczerze zainspirowana i wam życzę tego samego. Koniecznie przeczytajcie „Nie ma jak przyszłość”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *