Czy Gwiezdne Wojny potrafią jeszcze zaskoczyć?
4 min przeczytania
Fot. Disney/użyto na podstawie prawa cytatu
Mandalorian i Grogu powracają! Ikoniczne duo musi zmierzyć się z przeróżnymi trudnościami oraz wykonać ciężką misję. Kontynuacja serialu The Mandalorian przylatuje z hukiem jak seria laserów ze statku Imperium.
Mandalorian & Grogu to film z uniwersum Gwiezdnych Wojen, który swoją polską premierę miał 22 maja tego roku. Imperium upadło, a Nowa Republika stara się chronić wszystko, o co walczyła Rebelia. Din Djarin i jego uczeń Grogu ponownie zostają wysłani na misję.
Czy rzeczywiście nic się nie dzieje?

Wielu widzów po obejrzeniu filmu zarzuca, że tej produkcji nie da się zaspoilerować, bo nic ważnego się w niej nie dzieje. Czytałam też opinie twierdzące, że Gwiezdne Wojny kiedyś opowiadały bardziej złożone i warte opowiadania historie. Mam mieszane uczucia co do tego, czy w filmie rzeczywiście nie ma nic ciekawego. Mandalorian (Pedro Pascal) podejmuje się misji odnalezienia tajemniczego wodza – Komandora Coina. Jednakże, aby otrzymać informacje o miejscu jego pobytu, najpierw na zlecenie bliźniaków Huttów musi odnaleźć syna Jabby – Rottę (głos: Jeremy Allen White). Jak się później okazało, Rotta (przebywający na planecie Shakari) stał się wojownikiem walczącym na arenie. Życie w chwale bardzo mu się spodobało, biorąc pod uwagę złą reputację jego ojca-tyrana, która na niego przechodzi. Mandalorian – mimo niechęci Rotty – chce zabrać go na rodzinną planetę. Din wplątuje się w różne zawiłe sytuacje i musi zmierzyć się z wieloma osobami, nawet tymi, którzy mieli z nim współpracować. Uważam, że pomimo przewidywalności filmu, prawie ciągle coś się dzieje.
Słaby odbiór od widzów
Recenzje niestety nie schlebiają produkcji. Widzowie raczej chwalą tylko występ Pedro Pascala oraz (jak zwykle) świetną muzykę skomponowaną przez trzykrotnego laureata Oscarów – Ludwiga Göranssona. Oprócz tego Grogu ciągle urzeka odbiorców, ale nie jest to zadziwiające. Muszę zgodzić się z tym, że film daje odczucie połączenia ze sobą dwóch odcinków serialu. Mniej więcej w połowie seansu mamy wrażenie, że dobiega on końca, aż zdajemy sobie sprawę, że przed nami kolejna godzina. Nie brzmi to dość zachęcająco, chociaż mimo wszystko dobrze było zobaczyć jak Mandalorian radzi sobie nie tylko w akcji, ale również z dalej uczącym się mocy Grogu. Zaskakujący i zabawny był również występ Martina Scorsese – podkładał on głos dla sklepikarza na Shakari. Urocze było to, że postać została wykreowana na jego podobiznę.
Jakie powinny być Gwiezdne Wojny?
No właśnie, „jakie powinny być Gwiezdne Wojny” to pytanie, które ktoś może zadać sobie po obejrzeniu nowego filmu czy serialu z tej franczyzy. Trudno jest nie zgodzić się z tym, że od kiedy Gwiezdne Wojny podlegają pod Disneya, zmienił się standard produkcji. Nie oddają już tego samego klimatu, jaki odczuwamy przy oglądaniu prequeli czy oryginalnej trylogii. Z jednej strony Mandalorian & Grogu ma w sobie sporo akcji, ale z drugiej – jest ona schematyczna i przewidywalna. Bardzo spodobał mi się późniejszy wątek z Embo – łowcą nagród, który miał schwytać Dina. Myślałam, że zobaczymy więcej tej postaci, ale niestety tak jak szybko się pojawił, tak szybko zniknął.
Chyba większość z nas chciałaby, żeby Gwiezdne Wojny były takie, jak sprzed ponad 20 lat. Niestety, wątpię w taki powrót, więc musimy postarać się przestawić na nowe „normy” produkcji. Jednakże zdarzają się spore pozytywne zaskoczenia (dla mnie np. serial Ahsoka).

Podsumowanie
Odczuwam wrażenie, że jednocześnie piszę pozytywnie i negatywnie o tym filmie. Niestety wciąż, po kilku dniach od seansu, ciężko wybrać mi, po której stronie stoję. Są widzowie świetnie bawiący się podczas tej produkcji, ale są też tacy, którzy żałują, że ją zobaczyli. Chyba odpowiada mi bycie pomiędzy. Rzeczywiście widzę wady tego filmu, ale mimo wszystko bardzo cieszę się, że zobaczyłam produkcję ze świata Gwiezdnych Wojen na dużym ekranie. Oczywiście ogromnie podobała mi się muzyka i rola Pedro Pascala. Czułam także rozbawienie oraz napięcie w niektórych scenach. Nikt nie powinien zrazić się negatywnymi opiniami, a samemu obejrzeć ten film. Kto wie, może jednak znajdzie się w nim coś, co zdecydowanie przekona widza? Tak naprawdę nie jest on taki okropny, jak niektórzy go opisują.
