Oddawanie pamięci – album „Ginczanka (tęskno gra poezję)”

Zuzanna Ginczanka źródło: wikipedia

Zuzanna Ginczanka, poetka okresu dwudziestolecia międzywojennego, jest jedną z wielu pomijanych przez historię literatury twórczyń. Joanna Longić próbuje zmienić ten stan rzeczy. Album „Ginczanka (tęskno gra poezję)” jest próbą oddania pamięci tej wyjątkowej poetce. 

„Tęskno” oddaje głos Ginczance

Najnowszy album muzyczny Joanny Longić (tworzącej pod pseudonimem Tęskno) czerpie z twórczości Zuzanny Ginczanki, poetki okresu dwudziestolecia międzywojennego. „Ginczanka (tęskno gra poezję)” to muzyczna aranżacja tekstów Ginczanki, w której piosenkarka odsłania przed słuchającym interpretację wierszy tej poetki. Mamy tu do czynienia z wrażliwością do kwadratu – płynącą z emocjonalności materiału źródłowego oraz uczuciowości artystki.

Joanna Longić powiedziała w wywiadzie dla Polskiego Radia, że chciała oddać głos Ginczance, żeby jak najwięcej osób się o niej dowiedziało. Nie mogę nie docenić tej motywacji, ponieważ ją podzielam – uważam, że Zuzannie Ginczance wciąż nie poświęca się tyle uwagi, na ile zasługuje. Jej pozycja wzrasta w ostatnich latach, między innymi za sprawą zainteresowania badaczy, takich jak Izolda Kiec, która w 2019 roku wydała zbiór wierszy Ginczanki. Joanna Longić dołącza do grona popularyzatorek tej poezji.

Dziwne dzieje Zuzanny Ginczanki

Los Zuzanny Ginczanki i jej twórczości wpisuje się w smutną tradycję marginalizowania twórczyń w historii polskiej literatury. Ginczanka obracała się wśród krakowskiej elity literackiej dwudziestolecia międzywojennego – tworzyła w grupie poetyckiej Skamander, o której uczymy się w szkole, obok osób tak znanych jak Julian Tuwin, Anotni Słonimski czy Jarosław Iwaszkiewicz. Mimo to jej obecność jest zupełnie pomijana – ja usłyszałam o niej dopiero na studiach, i to tylko w ramach dodatkowego referatu.

Nietuzinkowa poetka

Pokuszę się o stwierdzenie, że Zuzanna Ginczanka jest pod wieloma względami ciekawsza od znanych nam poetów ze Skamandra, oczywiście niczego im nie ujmując. Jej wyjątkowość polega na połączeniu niewątpliwego talentu poetyckiego z powiewem młodzieńczej świeżości, czasem wręcz naiwności. Dotyczy to zwłaszcza wczesnych tekstów poetki, które tworzyła mając zaledwie piętnaście lat.

Śledząc jej poetycki rozwój, zakończony dramatycznie przez śmierć z ręki nazistów w 1945 roku (Ginczanka była osobą pochodzenia żydowskiego), czujemy, jak rozwijała się dojrzałość poetki. I to jest w Ginczance najbardziej ujmujące – że w swoim skromnym dorobku poetyckim ma wiersze tak figlarne jak choćby „Myśli zayoyane” oraz dramatycznem, jak jej ostatni wiersz „Non omnis moriar”.

Ginczanka według Joanny Longić

Sądząc po wywiadach, w których Joanna Longić wypowiada się o najnowszym albumie, widać, że ona również dostrzega to wszystko w poezji Ginczanki. Słuchając albumu, czuć, że wrażliwość piosenkarki dopełnia się z wrażliwością poetki. Obie artystki wchodzą ze sobą w relację, która daje magiczne efekty.

„Tęskno” z wielkim powodzeniem przeniosła plastyczność słów Ginczanki na język muzyki. Melancholię wynikającą z użycia środków poetyckich podkreśliła doborem odpowiednich instrumentów. W piosence „Ogień” mieszanina nadziei i rozczarowania jest uwydatniona przez fortepian, z kolei w „Zza barykad” dramatyzmowi służą instrumenty smyczkowe.

Jest coś wzruszającego w świadomości, że w 2021 roku piosenkarka stworzyła album, który ma oddać zapomnianej twórczości Zuzanny Ginczanki sprawiedliwość, jakiej odmówiła jej historia. Myślę, że trudno pomyśleć o lepszym sposobie, by to osiągnąć, niż właśnie przez muzyczną aranżację poezji. Nie ma nic przyjemniejszego niż zasłuchać się w tekstach, które są mieszaniną wrażliwości dwóch uzdolnionych artystek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

sześć − 1 =