Reprezentant Grecji w Stali, Sharma pod sopockim koszem – Ruchy w bezruchu #8

Vangelis Mantzaris | Fot. Wikimedia Commons

Nowy sezon Energa Basket Ligi (EBL) już coraz bliżej. W ostatnim tygodniu na rynku transferowym doszło do intrygujących ruchów. Mistrz Polski pozyskał 2-krotnego zwycięzcę koszykarskiej Euroligi. Wow, mocny ruch jak na naszą ligę. Trefl Sopot pozyskał dwóch byłych koszykarzy Startu Lublin, który co ciekawe również dokonał wzmocnienia składu. Czas więc na ósmą część serii „Ruchy w bezruchu”!

Poprzednie części:

Stal odpala bombę – reprezentant Grecji na pokładzie Mistrzów Polski!

Reprezentant Grecji. Dwukrotny mistrz Euroligi. W przyszłym sezonie zagra na polskich parkietach. Tak, te wszystkie trzy zdania łączą się w całość i nie są żartem. Stal Ostrów Wielkopolski w ubiegłym tygodniu ogłosiła transfer Vangelisa Mantzarisa. Trzeba przyznać, że jest to chyba najbardziej sensacyjny i najlepszy transfer tego lata w Energa Basket Lidze. Najbardziej doświadczony zawodnik, który będzie grał w drużynie Igora Milicicia w przyszłym sezonie. Ponad 200 spotkań w Eurolidze w barwach wielkiej greckiej firmy w koszykarskim świecie, jaką jest Olympiakos Pireus. Robi wrażenie. Ostatnie lata spędził, grając w rozgrywkach EuroCup, ale to też są silne rozgrywki. Ubiegły sezon zaczął w barwach Promitheas Patras, a zakończył w Peristeri Ateny. W Promitheas osiągnął w jednym meczu w Eurocupie triple-double w postaci 12 punktów, 10 zbiórek i 10 asyst. Duże osiągnięcie, zwłaszcza że Grek jest dopiero dziewiątym zawodnikiem, który tego dokonał w tych rozgrywkach.

Ostatni sezon skończył ze zdobyczami na poziomie 7,2 punktów, 7,5 asysty i 5,5 zbiórek na mecz. Miał też 41% w rzutach za 3 punkty. A zatem świetnie sprawdza się zarówno w roli kreatora gry drużyny, jak i strzelca. Co prawda najlepsze lata ma już za sobą, ale swoim olbrzymim doświadczeniem powinien dać sporo dobrego ostrowskiej ekipie. Jeden z najciekawszych transferów tego lata. Tylko oby ostrowian nie wykończyła gra na dwóch frontach (EBL + Liga Mistrzów), co w ostatnich latach zdarzało się klubom piłkarskiej ekstraklasy (choć w tym roku, aż szok, jest całkiem dobrze). Tutaj jest jednak jedna różnica — kiedy polskie zespoły futbolowe kończą zazwyczaj przygodę z europejskimi pucharami, koszykarskie dopiero zaczynają (he, he).

Trefl ryzykuje – tylko czy to da grę w półfinale?

Trener Trefla Sopot Marcin Stefański ma upodobanie do graczy, którzy grali już wcześniej w EBL (kiedyś Medlock, Ayers czy Paliukenas). Teraz stawia na dwóch graczy, którzy co prawda szybko opuścili naszą ligę, ale mimo wszystko w miarę znają jej realia. Są to: obwodowy Yannick Franke i center Josh Sharma. Co ich łączy? Obaj grali w poprzednim sezonie dla… Pszczółki Start Lublin, ale nie dograli tam rozgrywek do końca. Powody jednak są diametralnie inne — Sharma grał świetnie i dostał ofertę z ligi hiszpańskiej, a Franke zawiódł oczekiwania lubelskich działaczy i trafił na Litwę. Teraz ponownie grając w jednej drużynie, mają ekipę znad morza zaprowadzić do najlepszej czwórki ligi. Tylko czy to się uda?

Zacznijmy najpierw od Holendra. Ma on spore umiejętności ofensywne — tuż po przylocie do naszego kraju, potrafił w debiucie rzucić 25 punktów Anwilowi Włocławek. Nawet jeśli włocławianie zagrali najgorszy sezon od lat to i tak jest to wynik warty docenienia. W EBL rzucał średnio 9,9 punktów na mecz przy 37% skuteczności w rzutach z gry. Te statystyki nie powalają na kolana, jeśli mówimy o zawodniku, na którym będzie spoczywać odpowiedzialność za zdobywanie punktów. W Lidze Mistrzów było lepiej — średnio 17 „oczek” na mecz (jednak tylko 3 rozegrane spotkania) i na Litwie, gdzie rzucał blisko 14 punktów na spotkanie.

Zawodził jednak w obronie, co irytowało trenera Dawida Dedka. Sporo ryzykuje tym transferem też trener Stefański. Jednak Trefl ma już dobrego defensora na obwodzie (Michał Kolenda), a pod koszem para Davis-Sharma powinna naprawiać błędy popełnione wcześniej w rotacji przez kolegów w obronie. Może więc uda się przykryć wady w defensywie holenderskiego zawodnika? Zobaczymy. Na razie w sparingach jest świetnie — w wygranym meczu derbowym z Asseco (70:68) rzucił 23 punkty, będąc najlepszym strzelcem sopocian. W sparingu z Czarnymi (72:63) rzucił 22 punkty. Na razie jest dobrze, oby tak dalej.

Sharma pod koszem – wersja Foulland 2.0?

Wszyscy sopoccy kibice z pewnością dobrze pamiętają Nanę Foullanda. Jest to center, który dwa sezony temu grał w Treflu Sopot i był jednym z czołowych podkoszowych naszej ligi. Dodatkowo jeszcze warto dodać, że… był drugim wyborem sopocian na tę pozycję. Pierwszym był Jack Salt, ale przez jego problemy zdrowotne kontrakt nie wszedł w życie.

Teraz do Sopotu trafił Sharma, który z dobrej strony pokazał się w barwach Startu (śr. 7,3 punktów i 6,3 zbiórki na mecz). Był zaliczany do czołówki centrów naszej ligi. Później w Hiszpanii nie poszło mu już aż tak dobrze. Mimo to wydaje się to bardzo dobry ruch transferowy ze strony sopocian. Sharma jest atletycznym zawodnikiem, który potrafi popisywać się zarówno efektownymi wsadami do kosza, jak i wykańczaniem akcji dwójkowych. Całkiem dobrze spisuje się w defensywie, popisuje się efektownymi blokami. Przypomina więc stylem gry Nanę. Dodatkowo jednak rzuca jeszcze w miarę dobrze z półdystansu. Wydaje się więc być wersją Foullanda 2.0. W Treflu powinien być najistotniejszą postacią pod koszem. Bardzo dobry ruch ze strony trenera Stefańskiego i sopockich działaczy.

Grał w NBA… teraz zagra w polskiej ekstraklasie

Rozegrał 100 meczów w NBA (niezły wyczyn, szacun), grał w całkiem dobrych europejskich zespołach (turecka Darussafaka). Teraz zobaczymy go w polskiej lidze. Pewnie spytacie, co poszło nie tak? Otóż nowy zawodnik Startu, Doron Lamb przez ostatni rok… nie występował w żadnej drużynie. Dlaczego? Jeśli wierzyć informacji przekazanej przez WP Sportowe Fakty zawodnik miał zbyt wygórowane oczekiwania finansowe. Wow, ale musiał się wyceniać. To tak jak teraz Dennis Schroder, który chciał 120 milionów dolarów za 5 lat gry w Lakers. Obaj panowie z pewnością dogadaliby się na boisku.

Wracając do Lamba — mimo roku przerwy Amerykanin powinien być największą postacią Startu i ma papiery na bycie gwiazdą ligi. Kolejny kandydat do tej roli — czy nie jest ich za dużo? W Darussaface w sezonie 19/20 rzucał średnio 9,3 punktów na mecz. W silnej lidze tureckiej jest to dobry wynik. Nowy strzelec Pszczółki Start Lublin miał całkiem dobrą skuteczność w rzutach za 3 punkty (śr. 41,6%), co jest dobrą wróżbą na nowy sezon. Powinien być pierwszą opcją w ataku drużyny trenera Dawida Dedka. Całkiem ciekawie zapowiada się jego gra na obwodzie w duecie z Tweetym Carterem. Tylko pytanie — czy jest on w stanie odbudować się po roku niegrania? Możliwe, że tak, ale jest też możliwe, że niestety nie wypali.

Beniaminek z całkiem ciekawym zestawem zawodników zagranicznych

Kanadyjska kolonia w Czarnych Słupsk. Po podpisaniu Marka Klassena słupszczanie ogłosili nawiązanie współpracy z kanadyjskim podkoszowym Kalifą Youngiem. Jest to leworęczny center, który grał głównie w swojej ojczyźnie oraz na zapleczu ligi tureckiej. W Turcji zresztą zagrał ostatni sezon. W drużynie Bornova Belediyespor notował średnio 10,8 punktów i 9,3 zbiórki na mecz. Aż 10-krotnie kończył mecz z double-double na koncie, czterokrotnie wybierany był do najlepszej piątki kolejki. Notował tam całkiem solidne występy. Grał też na porządnej skuteczności w rzutach z gry (62,3%), dobrze prezentował się w polu 3 sekund. Jednak nie stwarza zagrożenia rzutem z dystansu (może to być jakaś porada dla rywali, by go zatrzymać). Natomiast jest całkiem dobry w rzutach z półdystansu. Efektownie potrafi wykańczać akcje wsadami, jest atletyczny. Zapowiada się na dobry transfer słupszczan, w których Young powinien być liderem strefy podkoszowej. Słupszczanie prawdopodobnie zamknęli skład na nowy sezon. Co o nim sądzę? Uważam, że ta drużyna sporo namiesza w nowej edycji rozgrywek! To może być największa rewelacja nadchodzącego sezonu.

A miało być tak pięknie…

To zdanie jest dobitnym podsumowaniem sytuacji D.J Sheltona w MKS-ie Dąbrowa Górnicza. Amerykanin, który ponownie miał być liderem dąbrowian, niestety nie zagra na Śląsku w nowym sezonie. Powodem rozstania, jak ostatnio można było przeczytać w WP Sportowych Faktach, jest to, że… zawodnik miał aż 20-kilogramową nadwagę. Z tego powodu mógł być traktowany jedynie jako center, a było ich już dwóch. Shelton nie chciał się zgodzić na try-out, podczas którego miałby szansę zrzucić nadwagę i wrócić do formy. No cóż, nie pykło. Z jego odejścia zapewne skorzysta Milivoje Mijović, który przy transferze Amerykanina miał odejść z drużyny. Teraz jego sytuacja zmieni się o 180 stopni. Energa Basket Liga staje się powoli tak piękna oraz nieprzewidywalna jak nasza piłkarska ekstraklasa.

Kolejna, dziewiąta (już przedostatnia część) serii pojawi się w okolicach połowy sierpnia. Potem będzie finałowa część, a w niej znajdzie się ranking sił drużyn Energa Basket Ligi. Będzie ciekawie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *