Andy jednak w Zastalu, MVP ligi opuszcza Polskę – Ruchy w bezruchu #7

Trevor Thompson | Fot. Wikimedia Commons

Już za niespełna cztery tygodnie początek nowego sezonu Energa Basket Ligi (EBL). Kluby w coraz szybszym tempie budują kadrę na kolejną edycję rozgrywek. W siódmej części serii „Ruchy w bezruchu” czas na parę słów o nowym rozgrywającym Zastalu, który wcześniej odrzucił pierwszą ofertę klubu z województwa lubuskiego. Ponadto też kilka zdań o najlepszym centrze ligi z kampanii 20/21, który teraz wybrał grę za granicą. Zaczynamy!

Poprzednie części:

Andy jednak zagra dla Zastalu

Podobno rozmowy o transferze pomiędzy Zastalem a Andym bądź jak mówią niektórzy Andrzejem Mazurczakiem, odbywały się już wcześniej, ale na przeszkodzie stawały oczekiwania finansowe zawodnika. Wydawało się, że Polak zagra w nadchodzącym sezonie za granicą. Jednak zielonogórzanie spróbowali ponownie złożyć ofertę 27-latkowi i rozmowy zakończyły się sukcesem. Mazurczak przechodzi do Zielonej Góry po udanym sezonie w barwach MKS-u Dąbrowa Górnicza, gdzie notował średnio 10,9 punktów i 5,4 asysty na mecz. Są to całkiem solidne statystyki, a polski playmaker z czasem stał się jedną z kluczowych postaci śląskiej ekipy. Choć trzeba pamiętać, że początek rozgrywek miał nieudany i był nawet bliski odejścia z zespołu. Ach, jaka ta nasza ekstraklasa jest cudowna i nieprzewidywalna (normalnie prawie jak ta piłkarska). Atutem byłego już koszykarza MKS-u jest możliwość grania na boisku na pozycji rozgrywającego oraz rzucającego obrońcy. Ma dobry ball-handing (kozłowanie), dobrze sprawdza się w roli kreatora gry. Ostatnio miał prawie 55% skuteczności w rzutach za 2 punkty i 33% za 3 punkty, co oznacza, że jest też całkiem dobry rzutowo (choć w rzutach za 3 punkty mogłoby być ciut lepiej). Dobrze penetruje pod kosz, sprawdza się też w obronie (śr. 1,5 przechwytu na mecz).
Trzeba jednak pamiętać, że Zastal będzie klubem z największymi oczekiwaniami. Mazurczak tego lata miał szanse zagrać w kwalifikacjach olimpijskich, ale na finiszu przygotowań przegrał rywalizację z Łukaszem Kolendą. Ten sezon będzie weryfikacją jego umiejętności, gdyż będzie miał też okazję zagrać w lidze VTB. Dodatkowo będzie musiał w pewnym stopniu zastąpić legendę Zastalu Łukasza Koszarka, który po 9 latach gry w Zielonej Górze przeniósł się do stolicy. Ma też szanse udowodnić, że selekcjoner Polaków Mike Taylor mocno się pomylił (nie pierwszy zresztą raz przy decyzjach kadrowych, ale no cóż, nic z tym nie zrobisz) nie biorąc go na turniej do Kowna i wywalczyć sobie pozycję w polskiej reprezentacji.

Chcieli go finaliści ostatniego sezonu – on jednak wybrał grę za granicą

MVP polskiej ligi, najlepsza piątka rozgrywek, najlepszy center ligi — to wszystko przymioty Geoffreya Grosella, który w ostatnim sezonie grał dla Zastalu Zielona Góra. Do pełni szczęścia zabrakło tylko mistrzowskiego tytułu. Po zakończeniu sezonu powiedział, że chciałby dostać polski paszport i grać dla polskiej kadry. Ta sytuacja mogła ułatwić polskim zespołom angaż Amerykanina na następny sezon. Chciał go mistrz EBL Stal Ostrów Wielkopolski, gdzie z Damianem Kuligiem stworzyłby najlepszą parę podkoszowych w lidze. Kiedy pojawiały się nawet informacje, że podpisał umowę w Wielkopolsce (niestety tak nie było) do gry włączyła się Zastal. Finalistów ostatniego sezonu przedzielił jednak włoski zespół Lavoropiu Fortitudo Bologna. Jest to o tyle dziwne, że ten zespół nie zagra w żadnych europejskich pucharach, w przeciwieństwie do polskich ekip. Jednak jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Amerykańskiego centra skusiła zapewne wysoka gaża jaką dostanie za grę w Bologni. Nie mnie oceniać taką decyzję, bo pieniądze są ważne, ale czy to jest krok, który pozwoli Grosellowi się jeszcze bardziej rozwinąć? Mam tu spore wątpliwości.

Groselle w ostatnim sezonie notował średnio 17,2 punktów i 8,3 zbiórki na mecz (czołówka ligi w tym elemencie). Miał też bardzo dobre 64% skuteczności w rzutach z gry. Największymi atutami Amerykanina są jego warunki fizyczne, które pozwalają mu dominować nad rywalami w polu 3 sekund. Dobrze gra przodem i tyłem do kosza, całkiem nieźle porusza się na boisku. Szkoda, że wyjeżdża z Polski, ale tak jak ostatnio powiedział w rozmowie z WP Sportowe Fakty: „Nie mówię żegnam, a do zobaczenia”! Też mam nadzieję, że zobaczymy jeszcze 27-latka w polskiej ekstraklasie w niedalekiej przyszłości.

King z nowym centrem w składzie

King w ekspresowym tempie zbudował polską część składu. Wygląda ona całkiem dobrze. Jednak uzupełnienie tej drużyny o zawodników zagranicznych idzie im bardzo powoli, niemalże jak krew z nosa. Trener Rolands Jartuis chyba kieruje się zasadą festina lente, czyli spiesz się powoli. Ostatnio jednak podpisał nowego centra. Został nim Serb Djoko Salić, który całą swoją dotychczasową karierę spędził na Bałkanach (m.in. liga czarnogórska czy serbska). Zeszły sezon spędził w barwach KK Mladost Mrkonjić Grad (liga bośniacka). Był tam absolutną gwiazdą rozgrywek — zdobywał średnio aż 21,5 punktów i miał 8,4 zbiórki na mecz. Jego silną stroną była również skuteczność — trafiał aż 56% rzutów z gry i miał bardzo dobre 36% w rzutach za 3 punkty. Teraz powinien być jednym z najważniejszych graczy podkoszowych w Kingu.

Atutem Salicia z pewnością są jego warunki fizyczne — ma aż 210 cm wzrostu. Dodatkowo jest wciąż młodym zawodnikiem (ma 25 lat), co oznacza, że dalej może czynić postępy w swojej grze. Jest całkiem mobilny jak na swój wzrost. Jednakże warto zauważyć, że w poprzednim sezonie nie miał ani jednego bloku. Dziwna sprawa, bo mówimy o ponad 2-metrowym centrze. Serb podejmuje też co najmniej dwie próby rzutów za 3 punkty w meczu, dzięki czemu jest w stanie dopasować się do nowoczesnej koszykówki. King dzięki temu będzie miał więcej możliwości w ataku, będzie mógł bardziej rozciągać swoją grę. Czy szczecinianie w końcu znaleźli dobrego środkowego? A może czeka nas powtórka z rozrywki z poprzedniego sezonu i wymiana zawodników jak za trenera Jesusa Ramireza? Zobaczymy w trakcie rozgrywek.

Liczba Moorów w MKS-ie będzie się zgadzać

Nic Moore | Fot. Wikimedia Commons

Przypadek podobny do Kinga — szybko zbudowana polska rotacja, ale tworzenie zagranicznej idzie jak po grudzie. Lee Moore w poprzednim sezonie był liderem MKS-u Dąbrowa Górnicza i został wybrany do najlepszej piątki ligi. Teraz najprawdopodobniej odejdzie, ale liczba Moorów na Śląsku będzie się zgadzać. Nowym zawodnikiem dąbrowian został bowiem Nic Moore. Jest to amerykański obwodowy, który poprzedni sezon spędził w Benfice Lizbona. W lidze notował średnio 7,7 punktów i 4,6 asysty na mecz. Nie są to powalające na kolana liczby, a zwłaszcza że mówimy o lidze portugalskiej. Jednak nowy zawodnik MKS-u wcześniej grał w lepszych zespołach i osiągał dobre statystyki (grał m.in. w Virtusie Rzym czy JSF Nanterre). Tak więc słabsze rozgrywki w jego wykonaniu mogą być wypadkiem przy pracy.

Amerykanin jest niskim zawodnikiem (175 cm wzrostu), ale mimo to powinien być motorem napędowym i jednym z liderów śląskiej ekipy. Bardzo dobrze rzuca za 3 punkty, gdzie jego skuteczność wynosi około 40-42%. Notuje średnio 4-5 asysty na mecz co też jest w miarę dobrym wynikiem. Jednak zastąpienie gracza takiego kalibru, jakim był Lee Moore, może być trudne. Mimo to Nic może w tym sezonie udowodnić, że Jacek Winnicki oraz MKS mają rękę co do wyboru graczy zagranicznych. Tak jak w ostatnich latach.

Thompson Twardym Piernikiem

W Toruniu budowa drużyny też idzie bardzo, bardzo wolno, ale całkiem niedawno torunianie ściągnęli nowego centra. Został nim Amerykanin Trevor Thompson. Ostatni sezon spędził w Belgii, gdzie notował średnio 14 punktów i 8 zbiórek na mecz. 27-letni podkoszowy może też rozciągać grę swojej drużyny, gdyż lubi sobie rzucić od czasu do czasu z dystansu — w ubiegłych rozgrywkach 32% takich rzutów wpadało do kosza. Przed Thompsonem zadanie niemalże trudne do wykonania — zastąpienie Damiana Kuliga, który był liderem torunian w ostatnich latach. Jednak wysoki Amerykanin (213 cm) mimo wszystko zapowiada się jako całkiem interesujący transfer.

Martwi jednak tempo budowy drużyny w Toruniu, gdyż na ten moment Twarde Pierniki mają tylko 7 zawodników w zespole, a już 5 września (czyli za niecały miesiąc, mało czasu) torunianie inaugurują sezon EBL starciem z Treflem Sopot w ERGO Arenie, który zbudował bardzo ciekawy skład na nowy sezon (więcej o tym w następnej części). Słabo to wygląda. To drugie rozgrywki z rzędu, gdzie drużyna będzie budowana w trakcie sezonu. Tylko oby  to nie skończyło się spadkiem z ekstraklasy…

W przyszłym tygodniu już kolejna, ósma część serii (wow, nie spodziewałem się, że aż tyle części napiszę, sam jestem w szoku), a w niej trochę więcej o dwóch ostatnich transferach Trefla czy o ciekawym transferze Stali. Zwieńczeniem tej serii będzie Power Ranking drużyn Energa Basket Ligi (coś na wzór tego co pojawia się w NBA), gdzie będę oceniał siłę poszczególnych drużyn, mówił o liderze zespołu oraz o zawodniku, którego warto obserwować w tej ekipie. To jednak dopiero na koniec sierpnia lub początek września.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

jeden × trzy =