Flygskam, czyli ile emocji przysparza dziś lotnictwo

Najpierw poczułem wyrzuty sumienia. Widziałem wyrazy twarzy przypadkowych sąsiadów – niepewność, zatajone poczucie winy, ulatniające się coraz bardziej poczucie bezpieczeństwa. Wszyscy powoli zaczynali się zbierać, chwytać swoje rzeczy i uciekać, niemal szczury gonione wstydem z tonącego statku. Nie spieszyłem się tak bardzo. Po dwunastu godzinach warszawskie powietrze zmieniło się nie tylko pod względem wilgotności i innych czynników fizycznych. Owe nowe powietrze tętniło życiem, życiem megalopolis. Los Angeles. Za chwilę również i ja wysiadłem z samolotu.

Wiek XXI oczyma ludzi z poprzedniego stulecia musi być prawdziwym szaleństwem. Nie mowa tu nawet o komputerach, o nadzwyczajnej mocy lub o funkcji GPS, która bezbłędnie wie, gdzie aktualnie się znajdujesz i w jaki sposób dostaniesz się wszędzie, dokąd udać się musisz. Idea przedostania się w fantastycznie krótkim czasie gdziekolwiek sobie życzysz nie jest już rozkoszą dostępną tylko najbogatszym – kosztuje to paradoksalnie tyle, ile kosztuje bilet na samolot. Podróż z Londynu do Nowego Jorku, która jeszcze sto lat temu zająć mogła od pięciu dni do dwóch tygodni, obecnie trwa nieco ponad siedem godzin. Technologia weszła w nasze życie na stałe i już raczej nie wyobrażamy sobie życia bez podróży samolotem. Wówczas, gdy siedziałem w żelaznym potworze na wysokości około dwóch tysięcy metrów nad Atlantykiem, pomyślałem, że to, co dla mnie jest teraz codziennością, a przynajmniej w żaden sposób doświadczeniem nowym i odkrywczym, stanowiłoby przeżycie na skalę życiową dla mojej matki. Stanowiłoby również powód zawału serca dla mojej babci (o tym jednak wolałem nie myśleć). Młode pokolenie jednakże coraz częściej rezygnuje z uroków obserwacji pięknych widoków, wygody i względnej taniości (bilety lotnicze na trasę Gdańsk-Sztokholm można kupić nawet w cenie 39 zł!) na rzecz zupełnie przerażających i niezrozumiałych dla starszych pokoleń ataków paniki na myśl o tym, że o ich locie dowiedzą się najbliżsi. Jak właściwie do tego doszło?

Zjawisko flygskamu obecnie dotyczy głównie Skandynawii, co w zasadzie oznacza, że polscy podróżnicy nie mają się czego obecnie wstydzić. Bardziej wnikliwi badacze stwierdzą jednak, że pocieszenie to nie jest trwałe – tak samo jak każdy mniej lub bardziej odznaczający się sukcesem trend, pojęcie to zawita do świadomości Polaków już za niedługo. Rozpatrując to zjawisko nieco szerzej, wydaje się, że nic dziwnego nie ma w tym, że flygskam zyskuje największą popularność i tłumy oddanych zwolenników po pierwsze w Skandynawii, a po drugie – wśród osób młodych. Flygskam, czyli „wstyd latania” polega bowiem na tym, że w obecnej epoce popularnej i populizowanej dbałości o środowisko coraz więcej osób – uściślijmy, Szwedów – odczuwa niewymowne wyrzuty sumienia z powodu latania, które znacząco przyczynia się do zanieczyszczenia środowiska dwutlenkiem węgla. Według wyliczeń Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Lotniczych (IATA), w 2017 roku lotnictwo było odpowiedzialne za około 2 proc. łącznych emisji gazów cieplarnianych. Bardziej niż same liczby, do świadomości publicznej przemówiły jednak informacje o tym, iż linie lotnicze Ryanair znalazły się na dziesiątym miejscu listy największych emitentów CO2 do atmosfery w Europie. Jest to pierwsza w historii firma na liście, której profil działalności nie jest bezpośrednio związany z węglem, a to rzutuje na postrzeganie całej branży lotniczej – i budzi powszechne niepokoje. Słowo „flygskam” zaczęło po raz pierwszy zwracać na siebie uwagę jeszcze w roku 2018 (wraz z falą popularności szwedzkiej aktywistki Grety Thunberg), jednak dopiero w roku 2019 zostało prawdziwą gwiazdą i zdobyło sławę iście międzynarodową. Szwedzki magazyn „Språktidningen”, znany poniekąd z tego, że pielęgnuje coroczną tradycję wyznaczania porcji neologizmów, które zdominowały każdy poszczególny rok, umieścił flygskam w ścisłej czołówce, co z kolei nie dziwi skandynawistów ani samych Szwedów, dla których słówko to rzeczywiście ma duże znaczenie. Na liście pojawiło się też inne, warte naszej uwagi wyrażenie: smygflyga, czyli latać po kryjomu – zjawisko równie powszechne u naszych północnych przyjaciół.

Dlaczego właściwie taka ekologiczna świadomość i towarzyszące jej poczucie odpowiedzialności rozwinęły się tak intensywnie właśnie wśród Szwedów? Warto tu przywołać nie tylko czynnik bezpośredni – nastoletnią aktywistkę ekologiczną Gretę Thunberg, lecz także kwestię mentalności narodu szwedzkiego i otaczających go narodów północnych. Skandynawowie od wielu wieków cechują się wysoką homogenicznością populacji. Podzielają wspólne poglądy, troszczą się o tradycje, łączy ich nierozerwalna więź, czasami znana tylko im samym, a do tego wiele wieków wspólnej, często niełatwej historii, która doprowadziła ich obecnie na stanowisko światowych gwiazdorów wśród narodów, które osiągnęły największy sukces na wielu ważnych płaszczyznach. Podczas gdy w Polsce społeczeństwa, w których „każdy wie wszystko o każdym”, postrzegane są przez pryzmat bardzo zacofanych i kojarzą się z czymś, od czego świadomie i nieświadomie chcemy się odciąć, Skandynawowie podchodzą do takich „wiejskich” grup zgoła inaczej. To samo postrzeganie społeczeństwa i więzów, które je łączą, stanowi jedną z podstaw skandynawskiej kultury chłopskiej. Trudno się dziwić, że „wstyd latania” wykształcił się właśnie na Północy, w Szwecji, skoro to właśnie tam cała twoja rodzina i sąsiedzi będą dokładniej od ciebie wiedzieć, ile lotów wykonałeś w tym roku. Będą równie doskonale wiedzieć, czy to właśnie ty w sposób zgubny przyczyniasz się do topnięcia lodowców i okropnej śmierci misiów polarnych. Chociaż nic ci nie powiedzą, będą tego świadomi. Ty zarazem będziesz świadomy tego, że żałujesz, że nie pojechałeś do Kopenhagi czy Oslo pociągiem.

I kolej też ma tu coś do powiedzenia, i do podziękowania, flygskamowi. W 2019 liczba lotów, z których korzystali Szwedzi zmalała o 4%, o 9% zmalała liczba pasażerów lotów krajowych. W przypadku poszczególnych lotnisk straty wynosiły aż do 2 mln pasażerów w porównaniu z rokiem ubiegłym. Natura natomiast nie znosi próźni – w ten oto sposób podróż koleją stała się nie tylko popularna, lecz także modna. Można stwierdzić, że flygskam przyczynił się do dwudziestopierwszowiecznego renesansu podróżowania tego rodzaju transportem. Nic dziwnego, ponieważ badania z roku 2019 potwierdzają, że latanie na krótkie odległości emituje co najmniej trzy razy więcej dwutlenku węgla niż podróż pociągiem na ten sam dystans. Nagłe zmiany rutyn podróżniczych wnoszą z pewnością wiele nowości w życie samych Szwedów i są to zmiany o wiele większe niż moglibyśmy sobie wyobrazić.

Sprawa polega na tym, że to właśnie Szwedzi już od kilkudziesięciu lat latają najwięcej – nawet siedem razy więcej niż inne nacje świata. Spowodowane to jest niewątpliwie lepszą kondycją finansową, niezależnością i otwartością. Apele do narodu wygłasza ostatnio premier Szwecji, który nawołuje do zaprzestania weekendowych wypadów do Londynu nie tylko ze względu na ekologię, lecz także na pandemię.

Wszystkie powyższe zjawiska oczywiście mają też swoje przełożenie w mentalności (jak i słownictwie) użytkowników języka szwedzkiego. Jedną z ostatnich nowinek (również z roku 2019) jest słowo tågskryta, czyli „chwalić się podrózą pociągiem”. Właśnie tak. Tendencja jest wyraźna – dążymy w kierunku ograniczania lotów i wstydzimy się tego, że wciąż latamy; zwiększamy ilości przejazdów pociągami, które są bardziej przyjazne środowisku i tym z kolei definitywnie się chwalimy. Koncepcja transportu zbiorowego bardzo pięknie odpowiada również nordyckiej idei demokratyzacji, kiedy to każdy, nawet premier, prezydent czy król, poruszają się po mieście i wykonują codzienne obowiązki z pomocą roweru bądź pociągu. W ten sposób nie tylko budują swój wizerunek jako osób najzupełniej zwykłych mimo swojego stanowiska, ale również uwidaczniają uskutecznianie zdrowych, ekologicznych metod podejścia do życia. Nie zdziwmy się więc zobaczywszy premiera Danii w metrze w Kopenhadze albo premiera Norwegii na rowerze na przedmieściach Oslo.

Powyższe tendencje mogą wydawać się wydumane, groteskowe, a nawet po prostu śmieszne, jednakże wpływ wywierany przez nie na decyzje najpotężniejszych rządów i największych monopoli jest bardzo klarowny i zauważalny. W Szwecji zanikają krajowe połączenia lotnicze, rozwijają się natomiast połączenia kolejowe z innymi państwami europejskimi, chociażby z Niemcami – połączenie Sztokholm-Berlin jest jednym z połączeń, na rozwój których rząd Szwecji planuje obecnie wydatek w postaci 50 mln koron. Niewiarygodna jak na współczesne czasy życzliwość wobec transportu szynowego jest aktualna również w zakresie tramwajów, o czym świadczy trwająca od lat 80. reaktywacja systemu tramwajowego w Sztokholmie. Szczególnie widoczna w ciągu ostatnich kilku lat tendencja idzie na rękę powszechenemu dążeniu do ekologizacji, co nie może nie cieszyć – Sztokholm z tranwajami tu i tam ma w sobie coś zachwycająco uroczego, a zarazem nadaje jeszcze więcej klimatu jego uliczkom.

Wydaje się też, że jest jeszcze za wcześnie, by móc spisywać samoloty i loty do Egiptu czy Turcji na straty. Ciężko jest nie zaobserwować desperackich (jednakże często równie przemyślanych i świadomych) prób linii lotniczych do zmian w kontekście bycia „nieco bardziej eko”. Wiele linii wprowadza paliwo przyjazne środowisku, co na wstępie obala szereg argumentów ekologów. Linie nordyckie, w tym Finnair, wprowadziły niedawno nową inicjatywę dla pasażerów, która umożliwia im działanie kompensujące emisję gazów cieplarnianych lub redukcję emisji poprzez dorzucenie się do zakupu biopaliwa. Logiczne jest również szczególne ubieganie się o względy młodszego pokolenia, bowiem to właśnie ono stanowi największe grono osób przychylnych działaniom klimatycznym. Są ewidentnie grupą najbardziej aktywną życiowo, chętnie walczą o swoje przekonania i równie wiele podróżują.

Czy Polacy również są na drodze ku temu, by odczuwać wyrzuty sumienia wraz ze wstydem latania, czy będą uprawiać latanie po kryjomu i czy będą równie chętni chwalić się podróżami pociągami na wigilii rodzinnej, jak dotychczas chwalili się wakacjami na Majorce? Czas pokaże. A może Polak zacznie wstydzić się latania, kiedy podobnie jak Szwed zwiedzi większość świata i zacznie na nowo odkrywać swój własny, a do tego będzie mieć zapewnioną jakość przemieszczania się po kraju w takim komforcie, jaki mają Niemcy, Szwajcarzy czy Skandynawowie? Tego również nie wiem, aczkolwiek tendencje, które zapoczątkowali Szwedzi z Gretą Thunberg na czele mają definiujący wpływ na cały świat. I jeśli zjawisko flygskamu przyczyni się do tego, że kondycja naszej planety się poprawi – czy gra ta nie jest warta świeczki?

Autor: Maksym Pozdniakov

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *