Upojeni rajem

LagunaRozległe plaże, palące słońce i podłużne łódki czekające w mule na przypływ. My, w przyklejonych od wilgoci ubraniach, sączymy sok z rozkrojonego kokosa. Ciało oddajemy w ręce masażystów. A wielkimi oczami spogląda na nas małpka siedząca na słoniu. Co to za miejsce? Tajlandia – tutaj nawet palmy są bardziej egzotyczne!

Państwo znane niegdyś jako Syjam kojarzy się z wyciszeniem i ucieczką od zachodniego zgiełku. Jest rajem dla turystów, miejscem wyborów miss transwestytów i prawdziwą próbą przetrwania ubogich. A nad wszystkim czuwa Budda! Leżący, siedzący, czarny, złoty, w ubraniu lub bez … Tuż obok prostytutka. Królestwo Tajlandii jest pełne skrajności. Azjatycka rzeczywistość znacznie różni się od Europejskiej, choćby poprzez wyznawaną religię (w Tajlandii ok.95% to buddyści). Tutejsze obyczaje wprawiają turystów w osłupienie, podobnie jak wszechobecna bieda. Miejscowi są jednak dumni, gdyż Thai oznacza wolny. Tylko jak tę wolność można wykorzystać?

Rajska plaża

Jednym z najpopularniejszych miejsc wypoczynkowych w Tajlandii jest Phuket. Na tę wyspę dotrzemy małym samolotem, który nie wzbudza zaufania, ale tutaj wypadki to rzadkość. Na miejscu są liczne hotele, kluby, restauracje i wiele innych rozrywek. Spacerując szeroką plażą, natkniecie się na legowiska, gdzie zrobią wam masaż. Pod słomianym baldachimem kładziemy się pośród obcych ludzi i próbujemy zrelaksować. Intymnie nie jest, ale spoglądając na krajobraz dzikiej przyrody i czując na ciele rozgrzane olejki, do raju mamy blisko.

Jeśli jednak chcemy zobaczyć prawdziwy cud natury, warto wybrać się na wyspy Phi Phi. Na archipelagu kręcono jedną z części Jamesa Bonda oraz Niebiańską plażę z Leonardo DiCaprio. Wyrastające z przejrzystej wody ściany skalne, pokryte dziką roślinnością, zapierają dech w piersiach. A kiedy już myślimy, że piękniej być nie może, wpływamy do laguny Maya Bay. Tutaj woda ma odcień szafiru. Na (nie)szczęście tu też turyści dotarli. Gdy już zanurzymy stopy w gorącym miękkim piasku, możemy poobserwować  małpy, do których należy ów teren. Niestety tę arkadię w 2004r. zrujnowała ponad 8 metrowa fala tsunami. Większość ludzi przebywała wówczas na plaży, gdzie koncentruje się życie. Dokładna liczba ofiar jest nieznana. Podaje się, że zginęło nawet 4tys. osób, które przyjechały do raju, by już nigdy z niego nie wyjechać.

Kolej śmierciTrudna kolej rzeczy

Przez kraj przebiega tzw. kolej śmierci, budowana przez Japończyków podczas II wojny światowej. Połączyła ona Bangkok i Rangun w Birmie,  której ułatwiła okupację drugiego państwa. Nazwa drogi wiąże się z liczbą poległych przy jej powstawaniu (100tys. cywili i 16 tys. jeńców). O terrorze i przelanej krwi w 1957 roku powstał dramat Most na rzece Kwai. Aby lepiej poznać tę historię, wystarczy powędrować przez las bambusowy i zobaczyć wydrążony w skałach tunel. Niedawno (2013r.) powstał film o zbrodniach Japończyków na aliantach. Wkrótce pojawi się w polskich kinach.

Niewątpliwą atrakcją jest hotel na rzece Kwai. Na połączonych ze sobą tratwach ciągnie się taras i parę pokoi. Każdy z nich ma swoją łazienkę, gdzie woda lecąca z prysznica i kranu jest pobierana bezpośrednio z rzeki. Tej samej, do której wpadają zanieczyszczenia z ubikacji. Atrakcją dla turystów jest także wskakiwanie do wosy i spływ do ostatniej tratwy. Pamiętajcie, żeby złapać się zamocowanej przy niej drabinki! W przeciwnym razie będziecie skazani na łaskę nurtu. Nie zapomnijcie tutaj przyjść o wschodzie słońca. Szkoda byłoby ominąć kąpiel słoni. Zwierzakom pomagają mieszkańcy dżungli. Do ich wioski zaprowadzą was kręcące się nieopodal psy.

TuktukiStolica absurdu

Z lotniska w Bangkoku w wybrane miejsce najłatwiej dostaniemy się jedną z różowych taksówek. Szybko jadące 5 pasmowymi obwodnicami auta przypominają samochodziki w wesołym miasteczku. W centrum możecie się skusić na przejażdżkę rikszą bądź tuktukiem. Lawirując między samochodami, nie da się uniknąć spalin.

To najgorętsze miasto świata skupia w sobie potęgę dawnej cywilizacji, nowoczesność i ogromną biedę. Obok sięgających nieba nowoczesnych hoteli stoją rozpadające się domki i rozległe bazary. Kupić można wszystko, a ceny są wręcz śmieszne. Pamiętajmy, że jakość wyrobów jest niska, a towary musimy przewieźć przez granicę. Jednak mając 50 zł, na targu czujemy się jak pan i władca.

Gdzie indziej wymasują nam… wszystko. Nie czujmy się zaskoczeni, kiedy widząc kobiecą buzię masażystki, dłonie poczujemy męskie. Często trudno jednoznacznie określić płeć pracujących, więc chcąc skorzystać z usługi, warto wyzbyć się uprzedzeń. Dodatkowo nakarmią nas ciepłymi od słońca owocami. Cena takiego zabiegu waha się od 150 do 300 bahtów (1zł=10,7THB). Za godzinny masaż świeżym olejem kokosowym zapłacimy 200THB, czyli jakieś 18 zł. Popularne są też zabiegi na stopy, w tym obgryzanie starego naskórka przez gromadę małych rybek.

Poczuj tę wielkość

Turystów przyciąga też Wielki Pałac Królewski (Phra Borom Maha Ratcha Wang), czyli kompleks budowany w XVIII wieku. Do dziś jest to siedziba króla rządzącego państwem. Zarówno jego wizerunek, jak i jego rodziny pojawia się wszędzie tam, gdzie i poddani.

Bangkok

Jeżeli starczy nam sił i odwagi, możemy wspiąć się na szczyt Wat Arun – świątyni wybudowanej z porcelany. Legendy mówią, że budowniczy użyli płytek, które potłukły się podczas przewożenia statkami. Inna wersja mówi o przynoszeniu przez mieszkańców talerzy, waz i całej posiadanej ceramiki. Miało być to świadectwem społecznego zaangażowania i posłuszeństwa.

Przez miasto przepływa rzeka Menam, która otacza część zamieszkałych dzielnic. Niczym w Wenecji ludzie poruszają się tam wyłącznie łódkami. Na nich też kwitnie handel i wszelkiego rodzaju usługi. W większości są tu biedne osiedla, więc nie ma co liczyć na ładne widoki. Zadziwiające jest, że mimo ogromnego zanieczyszczenia wody (służy do kąpieli, prania etc.) wciąż pływają w niej ryby!

Złoty buddaBangkok jest pełen sprzeczności, które zdecydowanie warto zobaczyć na własne oczy!

Niewiele osób wie, że pełna nazwa miasta brzmi: Miasto aniołów, wielkie miasto i rezydencja świętego klejnotu Indry, niezdobyte miasto Boga, wielka stolica świata, ozdobiona dziewięcioma bezcennymi kamieniami szlachetnymi, pełne ogromnych pałaców królewskich, równającym niebiańskiemu domowi odrodzonego Boga; miasto podarowane przez Indrę i zbudowane przez Wiszwakarmana.

Podano na stole

Kolacja to nie wszystko, bo Tajlandczycy mogą zaoferować dużo więcej… W miejscowościach turystycznych praktycznie każda restauracja ma swoje tancerki go-go. Wiele z nich urodziło się jako mężczyźni, jednak zmiana płci wyraźnie bardziej im się opłacała. Wszak to miejsce, gdzie przeprowadza się najwięcej takich operacji. Powodem takiej decyzji są głównie zarobki (rzadko własne upodobania).

Niemal na każdym kroku widzimy oferty usług, które są dość jednoznaczne. A rozdawane ulotki zapraszające na pokaz strzelania piłeczkami ping-pongowymi z pochwy to dopiero początek. Nic dziwnego, że na świecie kraj ten kojarzy się z usługami seksualnymi.

Tajscy transwestyciKobiety pracujące jako tancerki czy prostytutki zazwyczaj przyjeżdżają do większych miast z biednych wiosek, myśląc, iż tutaj ich los się odmieni. Z kolei chłopcy z takich rodzin często decydują się na żywot mnicha. Żadna kobieta nie może ich dotknąć, za to ich siostry dotykane są przez wszystkich. Faktycznie, los dziewcząt zmienia się. Często mają dzieci i męża, a pracując w tym zawodzie, utrzymują rodzinę. Choć motywy korzystających z usług i pracujących są różne, ostatecznie łączy ich wspólny interes. I tak, aby wynająć dziewczynę w Patpongu (dzielnica czerwonych latarni w Bangkoku), należy najpierw wybrać jedną z tańczących na barze, a następnie wykupić ją za 500 bahtów, by nie musiała już dziś pracować. Następnie udaje się w wybrane miejsce i to z nią negocjuje się cenę. Zazwyczaj za szybki numerek cena waha się od 1500 do 2000 bahtów (ok.180 zł). Za spędzenie wspólnie nocy należy zapłacić ok. 4 tys. miejscowej waluty.

Tajskie jedzenieOstro, ostro

Mówiąc o prawdziwym jedzeniu…To, co charakteryzuje tajskie potrawy, to ich pikantność. Dania bywają tak przyprawione (i to te medium, bo rzadko który turysta porywa się na azjatyckie hot), że podczas jedzenia pot ścieka nam po całym ciele, mieszając się na policzkach ze łzami. A twarz przybiera coraz to nowe odcienie czerwieni. Mimo tego chce się jeść dalej! Kuchnia azjatycka bazuje na kontraście smaków ostrych i słodkich. Owoce w daniu obiadowym są stałym elementem. A świeże mleczko kokosowe, trawa cytrynowa i kolendra są podstawowymi składnikami. Prócz ryb i owoców morza, warto skosztować mięsa krokodyla, węża czy zupy z małpiego mózgu.

Jak na ironię losu, te pocieszne zwierzaki zazwyczaj towarzyszą nam przy posiłkach. Prawie każde danie podawane jest z makaronem (ryżowym, sojowym, z fasoli mun etc.) lub ryżem. Do tego przyrządzone w woku: pędy bambusa, imbir, soja, kasztany wodne, papryki, orzechy itd. Jednym z najczęściej zamawianych dań przez przyjezdnych jest Pad Thai, czyli nuddle z kurczakiem, orzechami oraz warzywami. Turyści często zamawiają też tajską zupę. Czyli mocno doprawioną wodę, zazwyczaj na bazie mleczka kokosowego, w której pływają kawałki mięsa, grzybów lub krewetek. Do jedzenia służy nam mała płytka łyżka, równie specyficzna w użyciu co pałeczki.

Posmakujemy też chlebowca, czyli beżowo-żółtej rośliny o konsystencji zbliżonej do rozgotowanej dyni. Dużą popularnością cieszą się też takie owoce, jak dragon i durian. Pierwszy z nich można już kupić w Polsce, lecz smak tego importowanego przypomina płytę wiórową. Dojrzewający w słońcu dragon, pod intensywnie różową skórką, kryje biały soczysty miąższ.

Durian, choć smaczny, śmierdzi niczym ścieki, dlatego nie można go sprzedawać w ośrodkach miejskich. Za to na żadnym starganie nie brakuje zielonych kokosów. Ich gruba skóra kryje w środku miąższ przypominający galaretkę. Warto skosztować przepysznego mango, które tylko tu jest tak słodkie. Nie zdziwmy się też, gdy zobaczymy banany długości palca. Niekiedy mają pestki. Często podaje się je zapiekane w cieście. Bardzo popularne są również liczi i pomelo.

Lecz rzeczą, która wzbudza naszą największą ciekawość a jednocześnie obrzydzenie, są robaki. Muszki, żuczki, świerszcze, jedwabniki i wiele wiele innych przekąsek. Wszystkie bogate w białko! Smażone w głębokim oleju bądź grillowane dostaniemy na rogu każdej miejskiej ulicy. Swoim wyglądem nie zachęcają, choć to kwestia przyzwyczajenia. Tak naprawdę smakują jak niedoprawione chipsy.

Na straganie obok podadzą nam też kieliszek sake (wódka ryżowa). Wówczas przekonamy się, że robaki były całkiem dobre. Nawet jeśli piliśmy trunek wcześniej, ten uliczny smakuje zupełnie inaczej. Równie dobrze można łyknąć oleju silnikowego… Drinki podawane w knajpach są mieszaniną alkoholu i świeżo wyciskanych soków. Tutaj dowiemy się, jak smakuje prawdziwa pina czy banakolada itp. Nie zdziwmy się, jeśli zamawiając do posiłku piwo, dostaniemy litrowy dzbanek zamiast, jak mniemaliśmy, szklanki. Ceny drinków wynoszą średnio od 150 do 300 THB, dania obiadowe podobnie.

Tajlandia. Podróż słoniemWszystko, czego się nie spodziewasz

Z Europy do krainy Buddy droga daleka (30-40godz.). Gdzieniegdzie przyjezdni (nazywani farangami) traktowani są niczym bóstwa, bo to ich pieniądze utrzymują całe rodziny. W innych miejscach jeśli pojawia się biały człowiek, to skupia na sobie nieprzychylne spojrzenia. Za małą kwotę można doznać wszystkich przyjemności ciała. Zaułki dużych miast wzbudzą w nas przerażenie. Naprawdę najemy się strachu, skacząc z wodospadu czy jeżdżąc po dżungli na słoniu. Kraj swoją innością potrafi zaszokować, przerazić czy wzbudzić podziw i współczucie jednocześnie. W tym państwie jedni się zakochają, drudzy poczują niechęć i obrzydzenie. Każdy, kto wyruszy w podróż po tej krainie, na pewno będzie miał swoje zdanie. Tajlandia jest rajem na ziemi, pytanie tylko – dla kogo? 

 

fot. Marlena Orzechowska 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *