Pompeje bez wybuchu

pompeje plakarWalki gladiatorów, męstwo i honor oraz wielka miłość – czyli wszystkie elementy potrzebne do sukcesu. Dodatkowo akcja rozgrywa się na tle historycznym. Wybuchający wulkan i pochłaniająca ludzi lawa! Jednak „Pompeje” nie są równie spektakularne co przedstawiona w nich natura.

Film reżyserii Paula W.S. Andersona jest kolejnym z serii ekranizacji pseudo historycznych. Z faktami się nie mija, ale są one jedynie punktem wyjścia. Chyba jedynym powodem tworzenia takich dzieł jest prezentacja kostiumów i zdjęć. Co prawda podstawą do rozgrywanej akcji są wydarzenia autentyczne, lecz wiele wiadomości z seansu nie wyniesiemy. Z początku zachowane są pozory jakoby głównym wątkiem miała być zemsta wziętego do niewoli Celta (Kit Harington). Bohater, kiedy był mały przyglądał się rzezi na swoich bliskich. Po latach jako dojrzały gladiator, jest główną atrakcją podczas walk. Jednak nasze nadzieje na głębszą wypowiedź zostają szybko pogrzebane. Przodującym motywem staje się miłość. W dodatku ta zakazana. Uczucie między niewolnikiem, a pochodzącą z wyższych sfer Cassią (Emily Browning) narasta z każdą minutą.

I tak oto nasi bohaterowie muszą razem stawić czoła przeciwnościom świata – włączając w to wybuch wulkanu. Pełni poświęcenia i oddania, zdają się niczego nie bać. Problemem kochanków nie jest sam mezalians, ale przybyły z Rzymu senator (Kiefer Sutherland). Chcąc poślubić Cassię, szantażuje jej rodzinę i ją samą. Wybuch Wezuwiusza (79 r. n.e) kumuluje wszystkie nierozstrzygnięte wcześniej pojedynki. Kiedy cała ludność ucieka przed żywiołem, główne postacie mają jeszcze swoje porachunki. Właściwie to dzięki eksplozji mogą je sfinalizować.

Scenariusz do ambitnych nie należy. Choć na pewno jest to dobre kino akcji. Aktorzy dobrze zaprezentowali swoje postacie. Warto tutaj wymienić Sutherlanda, wcielającego się w czarny charakter. Trochę irytować może angielski akcent aktora (gryzący się z osobą rzymskiego senatora), ale sylwetka bohatera przykuwa uwagę. Znany z Gry o Tron Harington zainteresowanie wzbudzi głównie wśród damskiej części widowni. Prezentowane co parę minut ujęcia jego twarzy, skupiają się na głębokim, uwodzicielskim spojrzeniu. Browning w swojej roli jest dość nostalgiczna. Gra dobrze, ale nie porywa. Na pochwałę zasługuje Adewale Akinnuoye-Agbaje wcielający się w rolę niepokonanego gladiatora. Jego pojedynek z Proculusem (Sasha Roiz) jest jedną z lepszych scen.

Film na pewno warto oglądnąć dla scen walk, które wyreżyserowano z dużym pietyzmem. Oczywiście nie trudno się domyślić kto zwycięży, ale rozgrywki na arenie warte są obejrzenia. Panie nie pogardzą idealnie wyrzeźbionymi torsami wojowników, stanowiącymi główną atrakcję seansu. Stworzona przez Clintona Shortera ścieżka dźwiękowa fenomenem muzycznym nie jest, ale oddaje charakter dzieła i trzyma w napięciu. Na uwagę zasługują zdjęcia Glena MacPhersona. Zrobione zostały w Toronto (Kanada) oraz w tytułowych Pompejach. Prezentując piękno starożytnych miast i potęgę natury są niewątpliwie główną wartością filmu.

Dzieło raczej nie wzrusza. Chyba, że ktoś gustuje w hollywoodzkich romansach… Trochę szkoda takiej historii, która swoim tragizmem, powinna wzbudzać więcej emocji. Dzięki wartkiej akcji, dobrej muzyce i zdjęciach ogólny odbiór jest całkiem pozytywny. Zdecydowanie tej historii należy się lepszy scenariusz, niż opowieść o miłości i przyjaźni. Takie przewartościowanie nie podnieca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *