Odrobina pokrzepienia – 6 sezon „Queer Eye”

źródło: imdb

Najnowsza odsłona „Queer Eye” pojawiła się na Netflixie 31 grudnia na dobre zakończenie (lub rozpoczęcie) roku. Szósty sezon dostarcza tego, czego jako widzowie oczekujemy – masy pokrzepienia i ciepła oraz nie mniej humoru i wzruszeń.

Miejsce na autentyczne emocje

W szóstym sezonie repertuar bohaterów danego odcinka prezentuje się bardzo klasycznie – mamy więc osoby z mniejszości (seksualnych i etnicznych), lewicowych aktywistów, artystów, osoby prowadzące przeróżne działalności, ale także białych i heteroseksualnych mężczyzn, którym trzeba pomóc wyzwolić się z toksycznych wzorców. Każdy z tych bohaterów potrzebuje pomocy w innym aspekcie swojego życia – niektórzy mają problemy ze zdrową komunikacją, inni nie mogą pogodzić się ze stratą bliskiej osoby, są też tacy, którzy nie potrafią dać sobie czasu na odpoczynek. Tym, co jest w „Queer Eye” najlepsze jest fakt, że Fab 5 potrafi się dostosować do indywidualnych potrzeb każdej ze spotykanych osób.

Przy całej świadomości, że oglądamy program telewizyjny, który musi być wyreżyserowany tak, by wywoływać te wszystkie emocje – jest w tym bardzo dużo autentyzmu. Głównie dlatego, że bohaterowie mają przestrzeń, by wyrazić swoje uczucia, a ekipa, siłą rzeczy, często z nimi współodczuwa. Nikt też nie oszukuje się, że tydzień spędzony z piątką osób na zawsze zmieni czyjekolwiek życie – często podkreśla się, że to jest początek długiej drogi. Co niemniej istotne, Fab 5 nie przychodzi do tych ludzi całe na biało z syndromem zbawiciela. Nie ma tu zachwytów nad tym, jak wspaniałomyślni są, że pomagają tym biednym osobom – bo chodzi w pełni o osoby, nie o nich samych. Piszę to, mając w pamięci, jak wyglądają polskie programu tego typu. Niejednokrotnie wykorzystują one desperację ludzi, którzy się do nich zgłaszają, a prowadzący jawią się jako „dobrodzieje”. To jest nieoglądalne i cieszę się, że powstają programy pokazujące, że da się to zrobić inaczej.

Dwa światy

Tym, co kolejne sezony Queer Eye zatracają, jest kwestia zderzenia się dwóch światów – konserwatywnego z queerowym. Mało tego w tym sezonie, a szkoda. Serial jest wtedy najlepszy, ponieważ wykracza poza ramy pokrzepiającej rozrywki i staje się prawdziwą lekcją akceptacji. Jedne z moich ulubionych momentów tego sezonu to te, kiedy heteroseksualny bohater mówi, że teksas to konserwatywny stan i że nie codziennie spotyka piątkę queerowych osób, po czym (5 minut później) rozmawia z Jonathanem o tym, jak bardzo lubią swoje długie włosy. Albo kiedy okazuje się, że biały heteroseksualny mężczyzna z teksańskiego rancza i homoseksualny gość pakistańskiego pochodzenia mogą mieć te same marzenia o założeniu rodziny. To przełamuje stereotypy – takie było z resztą wyjściowe założenie „Queer Eye”.

Słoń w pokoju, czyli pandemia

Sezon 6 wyróżnia się podjęciem tematu pandemii. Pojawia się on w kilku odcinkach – między innymi tym, w którym ekipa pomaga w organizacji balu na zakończenie szkoły grupie licealistów czy tym, dotyczącym właścicielki cukierni. Cieszy mnie, że program nie ucieka od tego tematu i pozwala wybrzmieć zmaganiom różnych grup w tym trudnym okresie. Myślę, że to wnosi wielką wartość do sezonu, ponieważ pozwala widzom utożsamić się z tym, co być może sami przechodzili.

Żeby nie było tak czołobitnie

Podobnie jak w poprzednich sezonach, mam pewne zarzuty. W tym sezonie powraca odwieczny problem „Queer Eye” – obecność Antoniego i Bobby’ego wybrzmiewa słabiej niż reszty ekipy. Wynika to z funkcji, które pełnią (gotowanie; remonty) – nie pozwalają im one spędzać tyle czasu z bohaterami odcinka, a więc wejść z nimi w jakąś relację. Dotyczy to zwłaszcza Bobby’ego, który głównie pilnuje remontów i nie ma okazji pobyć z daną osobą sam na sam przez dłuższy czas. Druga sprawa – jest jeden odcinek, mianowicie pierwszy, gdzie mam duże wątpliwości, czy Fab 5 powinno wchodzić do akcji. Jest to odcinek pierwszy, w którym bohaterkę – Terri – nominowała jej córka. Motywacje tej nominacji budzą mój sprzeciw – jest dość jasne, że córce nie do końca podoba się styl życia mamy, i że chciałaby, by bardziej wpisywała się w społeczne normy.

Te drobne uwagi nie zmieniają jednak faktu, że całościowo 6 sezon „Queer Eye” trzyma poziom. Więc jeśli potrzebujecie, nawet na krótko, poczuć, że dla świata może jednak jest nadzieja, oglądajcie śmiało. I nie zapomnijcie przygotować paczki chusteczek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

4 − trzy =