Nowe rozdanie w polskiej kadrze koszykarzy [ANALIZA]

Fot. Rafał Jakubowicz/Arged BMSlam Stal

We wtorek nowy selekcjoner reprezentacji Polski koszykarzy — Igor Milicić ogłosił szeroki, bo aż 24-osobowy skład na dwa pierwsze mecze eliminacji do XIX Mistrzostw Świata w Koszykówce Mężczyzn 2023 z Izraelem (25.11) i Niemcami (28.11). Co prawda połowa zawodników z tej listy zostanie pominięta w wyniku selekcji, ale mimo wszystko można wyciągnąć z tych powołań kilka pewnych spostrzeżeń. A jaki jest główny wniosek? Taki, że chorwacki szkoleniowiec przed bojem o grę na MŚ 2023 zdecydował się zacząć długo przez wielu ekspertów wyczekiwany proces zmiany pokoleniowej w kadrze.

Bitwa o miejsce wśród najlepszych bez doświadczonego rozgrywającego

Żeby zacząć analizować i komentować pierwsze decyzje chorwackiego selekcjonera najpierw warto przedstawić listę powołanych. Tak prezentuje się lista 24 wybrańców trenera Milicicia:

Patrząc na nazwiska powołanych zawodników, przychodzi mi do głowy kilka ciekawych spostrzeżeń. Na początku powiem tak — myślę, że Igor Milicić już swoimi pierwszymi powołaniami zaskoczył koszykarskich kibiców ekspertów i kibiców bardziej niż Mike Taylor jakimikolwiek swoimi powołaniami przez 8 lat swojej współpracy z kadrą. W powołaniach amerykańskiego szkoleniowca  pojawiały się praktycznie te same nazwiska. No może jedynie pod koniec jego przygody z polską kadrą coś się zaczęło zmieniać. Z kolei Chorwat, który za niespełna miesiąc zacznie z reprezentacją pierwszą część bitwy o grę na mistrzostwach świata, już zaczyna wprowadzać świeżą krew do kadry. Za to u mnie ma już sporego plusa.

Ciekawe czy już w listopadzie szansę na grę w kadrze dostaną zawodnicy grający w lidze akademickiej w USA (NCAA), czyli Igor Milicić (19 lat) i Jeremy Sochan (18 lat).  W przypadku pierwszego z wymienionych to nie jest zbieżność nazwisk, bo 19-latek jest najstarszym z trzech synów chorwackiego selekcjonera. I choć pewnie znajdą się krytycy takich decyzji, to ja nie widzę w tej sytuacji nic złego, by ojciec powoływał syna do kadry. Zwłaszcza jeśli ten jest utalentowany i może dać reprezentacji wiele dobrego w przyszłości. Liczę też na to, że nowy trener ambitniej postawi z kolei na Sochana, który zaliczył już imponujący debiut w kadrze seniorskiej (18 punktów w meczu z Rumunią w eliminacjach do Eurobasketu 2022), bo na dzisiaj jest to najbardziej utalentowany polski koszykarz, któremu daje się spore szanse na grę w NBA. Zresztą niebezpodstawnie — w grze 18-latka widać spory luz w grze, umie zagrozić rzutem z dystansu, ma ciąg na kosz. Jest do tego bardzo atletyczny. Więc skoro już i tak mamy zmianę pokoleniową w kadrze, to warto dać Jeremiemu sporą rolę w nowym rozdaniu. Zapewniam, nic na tym nie stracimy, a zyskać możemy bardzo, ale to bardzo wiele.

1. Startujemy z procesem wymiany pokoleniowej w kadrze!

Można powiedzieć, że stało się to, co było nieuchronne. No i bardzo dobrze, że się to dokonało. O potrzebie zmiany pokoleniowej i wprowadzania większej ilości młodych zawodników do kadry mówiło się już od dłuższego czasu. Żeby zobrazować tę całą sytuację, pozwolę sobie porównać średnią wieku szerokiej kadry powołanej na listopadowe spotkania a zespołu wybranego na turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich w Kownie, który odbył się na przełomie czerwca i lipca tego roku:
  • Średnia wieku szerokiej kadry na turniej kwalifikacyjny do Kowna: 27,25 lat (najmłodszy Sochan — 18 lat, najstarsi — Koszarek, Hrycaniuk — po 37 lat*)
  • Średnia wieku składu, który grał w tym turnieju: 29,4 lat (najmłodszy Łukasz Kolenda – 21 lat, najstarsi — Koszarek, Hrycaniuk po 37 lat)
  • Średnia wieku szerokiej kadry na kwalifikacje do mistrzostw świata — 24,66 lat (najmłoszy Sochan — 18 lat, najstarszy — Zyskowski, Wojciechowski po 29 lat)
* — wiek w dniu powołania bądź w czasie rozgrywania turnieju
Jarosław Zyskowski i Michał Sokołowski, którzy grali w turnieju kwalifikacyjnym w Kownie, byli jednymi z młodszych zawodników w tym składzie. Teraz w nowym rozdaniu trenera Milicicia są jednymi z najstarszych i najbardziej doświadczonych koszykarzy. Trzeba też zauważyć, że nie mamy już w szerokim zestawieniu bardzo doświadczonych kadrowiczów, takich jak Łukasz Koszarek (co ciekawe został dyrektorem sportowym kadry Chorwata) czy Adam Hrycaniuk. Zresztą na ich pozycjach, czyli rozgrywający i center, dojdzie do największej wymiany pokoleniowej, do symbolicznego przekazania pałeczki. Warto też dodać, że żaden z powołanych we wtorek kadrowiczów nie ma nawet jeszcze 30 lat — w Kownie aż 5 z 12 zawodników było powyżej tego wieku. Cieszy to, że Igor Milicić nie boi się zaczynać procesu odmładzania kadry pomimo tego, że za miesiąc Polacy zaczynają walkę o mistrzostwa świata, na których chcielibyśmy mimo wszystko wystąpić. To świadczy już o sporej odwadze Chorwata. Choć do walki o MŚ przydałoby się wziąć 2-3 bardziej doświadczonych zawodników, ale o tym będę mówił za chwilę.

2. Nowe nazwiska w kadrze i w dodatku z Energa Basket Ligi!

Jakub Nizioł | Fot. Ryszard Wszołek – Astoria

Mateusz Szlachetka, Dominik Wilczek, Jakub Nizioł, Grzegorz Kulka i Mikołaj Witliński. Spytacie pewnie, po co wymieniam tę piątkę zawodników i co ich łączy? Otóż zrobiłem to nie bez przyczyny, gdyż każdy z tych koszykarzy praktycznie po raz pierwszy pojawia się w szerokim zestawieniu seniorskiej kadry Polski. Wszyscy są młodzi i grają w Energa Basket Lidze. Jednakże nie zdziwię się, jeśli żaden z nich nie znajdzie się w finałowej dwunastce, ale i tak już mają się z czego cieszyć. Igor Milicić umieszczeniem ich w tym zestawieniu przekazuje już jedną istotną informację: „Chłopaki jesteście na moim radarze, obserwuje was, pracujcie i rozwijajcie się dalej, a zagracie w reprezentacji”. Chorwat pokazuje tym, że chce stawiać na nowych, dotychczas anonimowych koszykarzy dla polskiej reprezentacji — niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto spodziewał się na tej liście Szlachetki bądź Witlińskiego! Śmiem twierdzić, że Mike Taylor nikogo z tej piątki by nie powołał. Warto na koniec tego wniosku podkreślić, że każdy z tych chłopaków zasłużył tym (Witliński, Nizioł) bądź poprzednim sezonem w swoim wykonaniu na miejsce w kadrze (Szlachetka, Kulka, Wilczek).

Każdy z nich pełni też coraz większą rolę w swojej drużynie. Szlachetka dzięki intrygującemu pomysłowi trenera Marcina Stefańskiego zaczyna mecze w wyjściowej piątce i dostaje sporą ilość minut na boisku. Wilczek jest jedną z ważniejszych postaci w rotacji w Asseco Arce Gdynia. Nizioł natomiast zalicza systematyczny rozwój przez ostatnie dwa lata w Astorii pod okiem trenera Artura Gronka. Natomiast Kulka prezentuje się solidnie, grając przez ostatnie dwa lata w stolicy (dobrze dla niego, że ewakuował się z Trefla kilka lat temu). Z kolei Witliński po kontuzji w ostatnim sezonie trafił do Czarnych Słupsk. Tam jest kluczowym Polakiem w rotacji trenera Mantasa Cesnauskisa (śr. 9,3 punktów i 4,1 zbiórki na mecz), a drużyna z Pomorza z bilansem 6:1 jest rewelacją rozgrywek EBL. Brawa dla nich wszystkich i życzę im jeszcze lepszych wyników, by już niedługo mogli zadebiutować w seniorskiej reprezentacji.

3. Czy leci z nami pilot!? — Kadra nie ma doświadczonego rozgrywającego na poziomie reprezentacyjnym!

Na liście mamy powołanych aż pięciu rozgrywających (Taylor powoływał czterech) Są to: Kolenda, Szlachetka, Mazurczak, Ponitka i Schenk. No i fajnie, więc w czym problem? W tym, że żaden z nich nie ma doświadczenia na poziomie reprezentacyjnym, międzynarodowym. W ostatnim czasie Kolenda był jedynie trzecią „jedynką” w kadrze, Mazurczak był blisko załapania się do składu meczowego kadry, a Schenk dostawał szansę podczas letnich zgrupowań. Marcel Ponitka grał głównie jako rzucający obrońca w reprezentacji narodowej do czasu, gdy był do niej powoływany (do konfliktu ze swoim bratem). Ta sytuacja ma swój plus i minus. Zaleta jest taka, że w drużynie będzie się toczyć zacięta walka o pozycję pierwszopiątkowego rozgrywającego i jest to spora okazja i szansa, by zaistnieć w reprezentacji Polski. Wada jest taka, że jeśli chcemy zagrać na mistrzostwach świata, to w eliminacjach na rozegraniu potrzebujemy doświadczonej, bardziej ogranej w międzynarodowych imprezach jedynki. Takiej np. jak A.J Slaughter (zresztą dziwne, że on nie jest powołany — normalnie sensacja). Bez solidnego pilota nasza kadra może mieć problem z wylądowaniem na mistrzostwach świata. W locie spodziewam się turbulencji, przynajmniej na starcie.

4. Gdzie doświadczeni zawodnicy będący w przyzwoitej formie?

Osobiście na liście powołanych brakuje mi trzech nazwisk: Aarona Cela, wspomnianego już Slaughtera i skonfliktowanego z poprzednim selekcjonerem — Adama Waczyńskiego. Powody ich nieobecności są jednak różne.
34-letni Cel już od pewnego czasu nosił się z zamiarem zakończenia reprezentacyjnej kariery, więc może jest to główny powód jego absencji. Jednak szkoda nie skorzystać z tak doświadczonego zawodnika Twardych Pierników Toruń, który w EBL rozgrywa życiowy sezon. Zdobywa najlepsze w karierze w polskiej lidze 14,5 punktów na mecz przy prawie 71% skuteczności w rzutach za 2 i 51% w rzutach za 3 punkty. Aaron ostatnio rozegrał fantastyczny mecz z Zastalem (95:77), w którym zdobył aż 24 punkty (8/8 z gry!) i do tego dołożył 7 zbiórek i 6 asyst. Eval 36. Panie Igorze, w tej formie aż żal nie brać Cela na najbliższe mecze kadry! Jego forma i wysokie koszykarskie IQ byłyby teraz w reprezentacji bardzo przydatne. Sochan miałby od kogo pobierać nauki na zgrupowaniu.
Wśród powołanych brakuje też dwóch istotnych w ostatnich latach dla kadry zawodników. A.J Slaughter przez ostatnie lata był pierwszym rozgrywającym kadry i jednym z liderów ekipy Mike Taylora. Choć na początku irytował swoją grą wielu koszykarskich ekspertów i kibiców, to z czasem zaczął spełniać pokładane w nim nadzieje. Jednak ma już 34 lata, więc jest to może też czas, aby dać szansę komuś nowemu. Milicić zresztą nie jest entuzjastą ściągania do kadry naturalizowanych graczy. Woli stawiać na młodych polskich zawodników. Naturalizacja tylko w sumie w sytuacji podbramkowej albo takiej, że będzie to bardzo dobry, wartościowy koszykarz. Mimo wszystko przyszłość Amerykanina w reprezentacji nie jest zapewne jeszcze przekreślona — wszystko pewnie będzie zależne od wyników kadry w eliminacjach, bo nie oszukujmy się, naszym celem powinien być awans na mistrzostwa świata. Bez Slaughtera może być to bardzo trudne zadanie.
Brakuje też Waczyńskiego, który był skonfliktowany z poprzednim szkoleniowcem kadry. Wielu zastanawiało się, czy „Waca” po zmianie trenera wróci do gry w reprezentacji. Milicić w rozmowie z Pawłem Pawłowskim w radiu RMF FM przyznał, że nie wyklucza takiej opcji:
„Chciałbym mocno odseparować nową kadrę od tego, co było wcześniej. Na pewno nie ma tematu konfliktu Adama Waczyńskiego z kadrą czy z kimkolwiek z mojego sztabu szkoleniowego. Mam świetne relacje z Adamem. Nawet proponowałem mu pracę w Ostrowie”.
 
Jednakże byłego kapitana polskiej kadry nie ma na liście powołanych. Szkoda, bo w lidze hiszpańskiej w zespole Casademont Zaragoza spisuje się bardzo dobrze. W niespełna 16 minut na boisku rzuca średnio 9 punktów na mecz przy 43% skuteczności w rzutach za 3 punkty. We wrześniu w rywalizacji z Bilbao Basket (100:76) zdobył aż 17 punktów w czasie 19 minut spędzonych na boisku. Doświadczony zawodnik, z wysokim koszykarskim IQ i w dodatku będący w świetnej formie. Taki skrzydłowy w nowym rozdaniu kadry mimo wszystko by się bardzo przydał. Mógłby przekazywać swoje doświadczenie i dawać wsparcie młodym graczom. Czas pokaże, czy pominięcie Waczyńskiego było dobrą decyzją. Mam jednak wielką nadzieję, że współpraca i relacja „Wacy” z chorwackim szkoleniowcem będzie lepsza niż ta z Taylorem i jeszcze zobaczymy skrzydłowego w barwach reprezentacji Polski.

Dobry start, ale to jest dopiero początek

Co prawda kołowrotek trenera Milicicia niedługo pójdzie w ruch i aż 12 zawodników z niego wypadnie, ale pierwsze powołania chorwackiego szkoleniowca oceniam zdecydowanie na plus. Zaczyna robić to, czego od niego oczekują koszykarscy eksperci i kibice. Bo z oczekiwaniami związku może być różnie — one potrafią być zmienne i trudno temu zaradzić. Mam tylko nadzieję, że autonomia w podejmowaniu decyzji przez chorwackiego szkoleniowca będzie większa niż za Mike’a Taylora. Tak naprawdę efekty nowej miotły zobaczymy dopiero pod koniec listopada, po pierwszych meczach reprezentacyjnych. Wtedy będzie czas i miejsce na szersze i dogłębne oceny pracy trenera Stali Ostrów Wielkopolski. Nie chce zapeszać, ale na razie jest bardzo dobrze. Jest odważny w swoich decyzjach. Oby tak dalej!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *