Gorzko o „Weselu” – recenzja

fot. Marcin Szpak / Kino Świat

Wstyd mi pisać recenzję „Wesela”. Takiego filmu nie da się podsumować od tak – tutaj ładne zdjęcia, zobaczcie jaka gra aktorska, fabuła, kolory, dialogi. Po czasie wydaje mi się, że to bardzo płytkie. Trzeba spojrzeć inaczej, poprzez filtr emocji, by później wyjść z kina ze ściśniętym gardłem.

 

Można nie lubić „smarzowszczyzny”. Nie każdemu do gustu przypadnie smutna, szara Polska, gdzie chłop zabija chłopa. Można uznać, że to film wulgarny, obrzydliwy. Tylko jaka jest nienawiść? Piękna? Czy przed seansem wyświetli się ostrzeżenie „Brzydki film – nie oglądaj”? Spoiler: nie. Nienawiść w każdej formie jest przytłaczająca, brudna, ociekająca złością, nie znająca granic. Tylko czy można udawać, że nie widzi się nienawiści? Smarzowski nie pozwala nam zamknąć oczu.

 

Ten film jest jak sen, dokładniej – koszmar. Kiedy masz 40 stopni gorączki i majaczysz. Czy został w nim poruszony „niewygodny” temat? W tragedii nie ma nic niewygodnego. O ofiarach trzeba pamiętać zawsze. Smarzowski na ekranach kin postawił wielkie lustro – i my, cały naród, musimy w nie patrzeć. Rozpoczął w kraju dyskusję o historii, którą część Polaków na pewno wolałaby przemilczeć. Na to nie można pozwolić. Trzeba krzyczeć. „Wesele” krzyczy, eksponuje nasze wady narodowe i kompleksy, nikogo nie oszczędzając. Najbardziej przerażające jest to, że to fikcja na podstawie prawdziwych wydarzeń. Zachowania niektórych postaci czy relacje, z łatwością możemy dopasować do kogoś ze swojej rodziny lub znajomych. Aż przechodzą dreszcze.

Czy można się śmiać na „Weselu”? Widok przerysowanego ślubu, disco polo w tle, nasze polskie, zabawne stereotypy – po prostu sielanka. Do momentu konfrontacji z przeszłością. Gdy upiorne wizje sprzed lat dopadają weselników chodzących po ziemi, na której są ślady krwi. To film, który zapadnie w pamięci na długo, może na lata. Nawet tydzień po seansie zastanawiam się nad historią niektórych postaci. Co będzie z nimi dalej? Co sprawiło, że tacy są? Na początku śmiejesz się z pijanego wujka przy stole, później nie możesz oderwać oczu od ekranu.

 

To nie jest zwykła, poprawna recenzja filmu. Nie będzie „podobało mi się bo…” czy „świetne, ocena 8/10”. Pisanie o „Weselu” pod takim kątem jest jak robienie zdjęć obrazom w muzeum. Trochę głupio, a coś z tyłu głowy szepcze, że nie wypada. To seans dla serca, naszych własnych uczuć. Smarzowski wywołał burzę. To film, o którym można dyskutować godzinami.

 

„Wesele” jest brudne, niesie ze sobą smutną polskość. Uderza widza prosto w twarz. Dlatego trzeba je po prostu zobaczyć, przeżyć na własnej skórze i samemu ocenić. Nie tylko film, również siebie samego.

„Pamięć to straszna rzecz, ale bez niej nie ma człowieka”.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *