Zmarnowany potencjał? „Czarna Wdowa” — recenzja

źródło: imdb.com

„Czarną Wdowę” ogląda się w 2021 roku dziwnie. Nie jest to uwaga dotycząca jakości filmu, a raczej faktu, że produkcja z Natashą Romanoff w roli głównej powinna była pojawić się na ekranach mniej więcej 6 lat temu. Tak długie zwlekanie studia z tworzeniem solowych historii o superbohaterkach nie pozostaje bez wpływu na ocenę najnowszej z nich. „Czarna Wdowa” jest filmem, do którego mam wiele uwag, co nie oznacza, że źle się bawiłam podczas seansu — MCU przyzwyczaiło widzów do dobrej rozrywki i również tym razem nie jest inaczej.

 

„Czarna Wdowa” to film spóźniony o dobrych kilka lat

Problem „Czarnej Wdowy” polega między innymi na tym, że jest prequelem i opowiada o postaci, której historia w uniwersum została zakończona w „Avengers: Endgame”. Świadomość, że znamy koniec losów Natashy odbija się negatywnie na stawce „Czarnej Wdowy”. Wiemy, że niezależnie od tego, co stanie się w filmie, los bohaterki nie potoczy się w inny sposób niż ten, który już poznaliśmy. To sprawiło, że (na dłuższą metę) produkcja o Natashy Romanoff nie jest tak angażująca jak pozostałe filmy o superbohaterach Marvela i szybko staje się historią do zapomnienia.

„Czarna Wdowa” powinna powstać kilka lat temu i szkoda, że to się nie stało. Wydaje mi się, że ta sama fabuła (z kilkoma koniecznymi zmianami) działałaby dużo lepiej, gdyby była kontynuacją losów postaci, którą poznaliśmy w „Iron Manie”, nie spóźnionym prequelem. Niestety, studia filmowe potrzebowały jeszcze wielu lat, by przekonać się, że produkcje z superbohaterkami w rolach głównych niczym nie ustępują filmom o superbohaterach.

Czarna Wdowa schodzi w „Czarnej Wdowie” na drugi plan

Jak na film opowiadający o Czarnej Wdowie, obecność Natashy wybrzmiewa w nim zaskakująco słabo. Bohaterka nie przechodzi żadnej wyrazistej drogi i właściwie nie dowiadujemy się o niej wiele nowego. Na początku filmu spotykamy Natashę, która ma poczucie, że nie posiada więzi rodzinnych — pod koniec okazuje się, że zależy jej na siostrze. Oglądamy też urywki z dzieciństwa i traumatyzującego treningu na Wdowę, których jest za mało, by dowiedzieć się o Romanoff czegoś więcej. To właściwie tyle z rozwoju postaci.

Dużo ciekawsza od Natashy jest Jelena — jej młodsza siostra. Jelena jest postacią tragiczną, lecz nie pozbawioną humoru i dziecięcej naiwności, która w interesujący sposób łączy się z jej zdolnością do zabijania na zlecenie. Grająca ją Florence Pugh świetnie radzi sobie w tej roli, co sprawia, że z niecierpliwością wyczekuję na kolejne produkcje z udziałem Jeleny.

Wątek rodzinny – niewykorzystany potencjał

Są w „Czarnej Wdowie” zalążki dobrych wątków — w fenomenalnym początku filmu obserwujemy fragment dzieciństwa Romanoff, poznajemy ludzi, z którymi się wychowała i odkrywamy napięte stosunki panujące między nimi. Wątkowi rodzinnemu warto poświęcić nieco więcej uwagi, ponieważ jest to zdecydowanie największa zaleta filmu, która niestety ponownie nie została wykorzystana w pełni.

„Czarna Wdowa” ma zdecydowanie najlepsze otwarcie ze wszystkich filmów MCU. Zaskoczyło mnie, że przybrało tak poważne tony. Film zaczyna się jak dramat obyczajowy — obserwujemy jak Natasha i Jelena wraz z przybranymi rodzicami, zostają zmuszone do ucieczki z domu, ponieważ cała jej rodzina składa się w rzeczywistości z rosyjskich szpiegów. I choć brzmi to jak jedna z najgorszych klisz w amerykańskim kinie, tutaj wybrzmiewa to fantastycznie, ponieważ patrzymy na przerażone dzieci, które zostają okrutnie wyrwane z normalności i oddane przez przybranych rodziców, ludzi, którym ufały, na okrutne szkolenie, po którym staną się zaprogramowanymi do zabijania asasynkami.

Ten początek stanowi wprowadzenie do wątku eksplorującego kwestię rodziny — kto ją tworzy? Czy brak więzów krwi ma znaczenie? Czy grupę szpiegów, która w ramach misji udawała przez kilka lat rodzinę, łączą jakieś więzi? Te tematy, a także antagonizmy między poszczególnymi członkami dysfunkcyjnej rodziny Natashy są najlepszymi momentami filmu. „Czarna Wdowa” jest najbardziej angażująca, kiedy bohaterowie rozmawiają i kłócą się oraz kiedy tempo produkcji zwalnia, by widz miał okazję zagłębić się w psychikę bohaterów.

Brzmi świetnie, prawda? Niestety mniej więcej w połowie filmu wątek rodzinny schodzi na drugi plan, ponieważ oglądamy rozrywkowy film akcji, w którym najważniejsze są walki, wybuchy i pokonanie antagonisty. Dramat obyczajowy ginie w marvelowym sosie pełnym efektów specjalnych i gonitw, i nie ma szansy wybrzmieć.

Mimo wad, „Czarna Wdowa” wciąż gwarantuje niezłą rozrywkę

Po wszystkich dotychczasowych uwagach można uznać, że „Czarna Wdowa” mi się nie podobała, co nie jest prawdą. Powiedziałabym raczej, że jest po prostu w porządku, jeśli nie oczekujemy po niej niczego poza rozrywką. Jestem rozczarowana, ponieważ dramatyczny początek filmu zrobił mi nadzieję na nieco poważniejszą historię w uniwersum Marvela, której ostatecznie nie dostałam.

„Czarna Wdowa” nie nudzi – jest to angażujący film akcji z wieloma zabawnymi, a nawet wzruszającymi scenami, więc jeśli to wam wystarcza, powinniście wyjść z kina zadowoleni.

Uwaga na koniec – dobrze, że „Czarna Wdowa” ujrzała światło dzienne, ponieważ postaci tak istotnej w MCU jak Natasha Romanoff oddzielna historia się zwyczajnie należała.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *