„To co ty jesz?” czyli dieta roślinna kontra ignorancja

Engin Akyurt / Pixabay

Pomyślałby człowiek, że w roku 2021 społeczeństwo powinno być oswojone z faktem, że dieta bezmięsna lub całkowicie roślinna jest coraz popularniejsza. I że powinno znać powody takiego stanu rzeczy, bo są głównie dwa: moralność i ekologia.

Nic z tych rzeczy. Gdybym dostawała złotówkę za każdy głupi komentarz na temat mojej diety, Jeff Bezos mógłby być moim szoferem.

Nie potrzebowałam dużo czasu po przejściu na wegetarianizm, by zorientować się, że zatrważająco duża ilość osób wciąż nie rozumie, skąd w ludziach potrzeba rezygnacji z produktów pochodzenia zwierzęcego.

Arsenał reakcji na wieść, że nie jem mięsa jest niezwykle bogaty i choć zdarzają się reakcje neutralne (z pozytywną się osobiście nie spotkałam), mam ochotę ponarzekać, więc skupię się na tych negatywnych. Zapraszam na trochę poważny, trochę żartobliwy Wielki Przegląd Najgłupszych Komentarzy Mięsożerców. I zanim się ktoś obrazi – potraktujcie ten tekst, choć mocno ironiczny, jako okazję do zdobycia wiedzy.

  1. „Jesteś wege? To co ty jesz?”

Jest coś bardzo przerażającego w świadomości, że tyle osób autentycznie nie wyobraża sobie posiłku bez mięsa. Kiedy słyszę ten komentarz, zastanawiam się, czy jadłospis osoby wypowiadającej go wygląda tsk: śniadanie – kanapka ze smalcem, bekonem i szynką; obiad – kotlet schabowy z kotletem schabowym i sałatką z wołowiny; kolacja – naleśnik z mięsem?

Trudno mi uwierzyć, że ludzie rzeczywiście nie są w stanie wymyślić jednej wegetariańskiej czy wegańskiej potrawy. Taka reakcja wynika raczej z nagłego zatrzymania procesów myślowych i stereotypowego patrzenia na dietę roślinną. Panuje przekonanie, że jest ona bardzo restrykcyjna, a weganie i wegetarianie są skazani na jedzenie samej sałaty i surowych marchewek. Nic z tych rzeczy! Każdy z niejednokrotnie jadł wegetariańskie lub wegańskie posiłki, nawet o tym nie myśląc. Mnóstwo rodzajów kremów z warzyw? Wegańskie. Ziemniaczki, mizeria i jajko sadzone; pierogi ruskie lub z kapustą i grzybami, pizza margarita, trzysta rodzajów klusek? Wegetariańskie. To wszystko i jeszcze więcej – obecnie roślinne zamienniki kiełbasek, nabiału i innych produktów pochodzenia zwierzęcego stają się tak powszechnie dostępne, że weganie nie wiedzą, w co mają ręce włożyć.

  1. „Ja to bym nie mogła nie jeść mięsa”

Ten komentarz jest o tyle zabawny, że stanowi odpowiedź na nigdy niezadane pytanie. To nie są słowa, które padają po zdaniu: „Hej, a dlaczego nie jesteś wegetarianką?”, tylko natychmiastowa kontra na wieść, że ktoś inny jest. Jakby osoba jedząca mięso czuła potrzebę wytłumaczenia się. Reakcja staje się jeszcze zabawniejsza, gdy zdamy sobie sprawę, że to zdanie padło z ust wielu osób, które potem jednak zmieniły dietę.

Ja sama mówiłam tak ponad dwa lata temu, kiedy zaczęłam ograniczać mięso. To jest zrozumiałe zachowanie – jesteśmy wychowywani w przekonaniu, że mięso to podstawowy element posiłku. „Zjedz mięsko, zostaw ziemniaki” – kto nie usłyszał tego tekstu przy rodzinnym stole? Okazuje się, że to jest kwestia przyzwyczajenia i zmiany nawyków żywieniowych – jednym przychodzi to łatwiej, innym trudniej, ale podstawą są chęci – nie dowiesz się, czy mogłabyś nie jeść mięsa, jeśli nigdy nie spróbujesz.

  1. „Nie no, mięsko musi być w obiedzie”

Nie, nie musi. Na pewno nie w każdym i nie w postaci ociekającego tłuszczem kotleta.

Jedzenie mięsa do każdego obiadu czy nawet posiłku, naprawdę nie jest zdrowe, abstrahując od kwestii etycznych. Jeśli spojrzymy na piramidę zdrowego żywienia, mięso znajduje się na przedostatnim miejscu. Na drugim, zaraz po aktywności fizycznej, znajdują się warzywa i owoce. Jak już wspomniałam, istotne jest również, w jakiej formie je się mięso – kurczak gotowany na parze czy pieczony jest zdecydowanie zdrowszy od schabowego smażonego na smalcu, czy golonki.

  1. „Nie da się tak zupełnie nie jeść mięsa”

Cytując moją siostrę: „Da się. Robimy to od dwóch lat”.

Znowu powracamy do błędnego przekonania, że zmiana przyzwyczajeń żywieniowych nie jest możliwa. I choć rozumiem, że dla wielu osób to może wydawać się bardzo trudne, nie wiem, czemu takie zdanie pada w świecie, w którym coraz więcej osób żyje spokojnie na diecie roślinnej i to bez poczucia, że im czegokolwiek brakuje. Ponownie – wystarczy otworzyć się na możliwość zmiany, poczytać o bezmięsnych jadłospisach, by zorientować się, jak wiele pysznych potraw można przyrządzić z warzyw i owoców.

  1. „Nie masz niedoborów białka?”

Wiem, że to pytanie wynika z ciekawości i niewiedzy, ale kiedy słyszy się je po raz setny, człowiek zaczyna się zastanawiać, skąd u mięsożerców to zmartwienie poziomem białka przy jednoczesnym ignorowaniu tryliarda innych możliwych niedoborów, które mogą towarzyszyć każdej źle zbilansowanej diecie. Przekonanie, że dieta roślinna jest bardziej ryzykowna ze względu na możliwość niedoborów, jest błędne – bez mięsa naprawdę można jeść zdrowo i w zbilansowany sposób, bo człowiek nie samym białkiem żyje. Jedzenie dużej ilości strączków w postaci ciecierzycy, fasoli, bobu i soczewicy, a także tofu dostarcza organizmowi wystarczającą ilość białka.

Ten komentarz łączy się z ciekawym paradoksem. Jeśli weganka lub wegetarianka ma niedobory, często winą za to obarcza się dietę, lecz w drugą stronę – gdy ktoś ma niedobory, a je mięso – to nie działa. Kiedy w młodości nabawiłam się anemii z powodu niedoborów żelaza, mój tata nie czuł potrzeby, by na każdym kroku wypominać mi, że jem za mało szpinaku czy buraków. Teraz kiedy nie jem mięsa, średnio raz w tygodniu powtarza, „żebyście się czasem jakichś niedoborów nie nabawiły”, mimo nieustannych zapewnień, że razem z siostrą bardziej niż kiedykolwiek zwracamy uwagę na to, co mamy na talerzu.

Proszę, nie martwcie się o nasze niedobory. Statystycznie rzecz biorąc, osoby na diecie roślinnej przykładają większą uwagę, by ich posiłki były pełnowartościowe.

  1. „Wymyśliły sobie, że nie będą jeść mięsa”

Dzień dobry. Czy możecie przestać traktować świadome decyzje konsumenckie, kierowanie się etyką i zdolność do przewartościowania swojego spojrzenia na jedzenie za wymysły?

Kiedy pomyślę o wszystkich komentarzach na temat mojej diety, ten irytuje mnie najmniej, za to boli najbardziej. Decyzja o przestaniu jedzenia mięsa była poprzedzona obejrzeniem wielu filmików i przeczytaniu wielu artykułów o przemysłowej produkcji mięsa i barbarzyńskim okrucieństwie, z którym spotykają się zwierzęta. Osoby zmieniające dietę na roślinną z powodów etycznych lub ekologicznych, to osoby zdolne do spojrzenia ponad swoje indywidualne potrzeby i przewartościowania swojego światopoglądu dla ogólnego dobra. W którym fragmencie to brzmi jak wymysł?

  1. „Po co używasz roślinnych zamienników, jeśli nie jesz mięsa?”

Trudno oddać w piśmie ton, z jakim to pytanie jest wypowiadane, wiedźcie jednak, że zazwyczaj kryje się za nim kpina – jakby fakt, że osobie na diecie roślinnej brakuje smaku mięsa, przesądzał o bezsensowności jej diety. Inna sprawa, że niektórzy uważają, że jedzenie kotletów warzywnych świadczy o tęsknocie za „prawdziwym” mięsnym kotlecikiem. Nie zliczę tych wszystkich obiadów, podczas których ktoś śmiał się, że na pewno brakuje mi mięsa, bo akurat jadłam warzywa w postaci przypominającej mielonego.

Śpieszę więc z wyjaśnieniem, jednocześnie zaznaczam, że ile osób, tyle odpowiedzi. Używam roślinnych zamienników z dwóch powodów – bo jedzenie wyrobów w formie mięsa – kiełbasek, kotletów i tym podobnych, jest wygodne i ułatwia komponowanie posiłków (w tym dostarczanie odpowiedniej ilości białka) oraz dlatego, że… po prostu mi one smakują. Czasami zastępują smak mięsa, którego troszkę mi brakuje, lecz zazwyczaj zupełnie nie o to chodzi. Osoby jedzące mięso mogą tego nie wiedzieć, ale większość popularnych zamienników mięsa wcale nie smakuje podobnie.

Ten wpis zrodził się z rosnącej od półtora roku irytacji nieustającymi komentarzami na temat tego, co mam na talerzu.  Może ktoś się z nim utożsami, poczuje rozbawienie lub uświadomi sobie jak bezsensowne są powyższe komentarze. Myślę, że będzie mi służył, kiedy nie będzie mi się chciało kolejny raz odpowiadać na tego typu pytania – wystarczy, że podrzucę link i po sprawie.

Byłoby świetnie gdybym rozwiała czyjeś wątpliwości odnośnie diety roślinnej – przyczynianie się do likwidowania ignorancji zdecydowanie jest jednym z moich celów. Słowem zakończenia – nie traktujecie moich zgryźliwych uwag personalnie. Naprawdę rozumiem skąd bierze się większość tych komentarzy, jednocześnie chciałabym was zachęcić do większej otwartości na doświadczenia różniące się od waszych – sama stosuję i polecam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *