James Bond i HBO GO z receptą na 2020

 

Wikimedia Commons

Słynny rok 2020 zbliża się ku końcowi. Fani filmów o najsławniejszym agencie brytyjskich służb specjalnych na pewno nie zapomną mu jednego – dwukrotnego przekładania premiery najnowszej, dwudziestej piątej, części jego przygód. Zanim wybuchła pandemia koronawirusa, wszyscy czekali na kwiecień. Potem kazano dotrwać cierpliwie do listopada, ale już w październiku okazało się, że „Nie czas umierać” ujrzy światło dzienne nie wcześniej, niż wiosną 2021. Szansę pośród tych zawirowań dostrzegł portal streamingowy HBO GO. Od 01 grudnia udostępniono tam wszystkie dotychczasowo wypuszczone filmy z James Bondem.

Każda z produkcji o agencie 007 stała się bezsprzecznym klasykiem kinematografii. Pokazuje to choćby stosunek budżetu do pieniędzy zarobionych na pokazach filmów. Pierwsza z części, „Dr. No”, kosztowała ekipę milion dolarów, natomiast przychód z niej wyniósł prawie sześćdziesiąt milionów (patrząc przez pryzmat inflacji – uwaga – ponad 440) razy tyle. Dzisiaj kwoty te są absurdalnie większe: na ostatnie „Spectre” wydano ćwierć miliarda zielonych… W sumie wszystkie prace pochłonęły 1 548 000 000 USD, zyskano dzięki nim z kolei, biorąc pod uwagę inflację, 14 699 451 094 USD.

Rozstrzał ten pokazuje, jak wielkim zainteresowaniem cieszy się James Bond, bez względu na to, kto akurat odgrywa jego rolę. Nic w tym dziwnego: cechy postaci przyciągają uwagę nie tylko kobiet, ale i mężczyzn. Dla pań jest to elegancki dżentelmen o nie lada odwadze, potrafiący zachować się w towarzystwie maczo, który zawsze broni swojego honoru i etosu. Natomiast mężczyznom imponuje swoją niezależnością, umiejętnością walki oraz tym, jaką słabość budzi w płci pięknej. Na przestrzeni dekad z agenta 007 uczyniono właściwie model idealnego kochanka, a zarazem wymarzonego kumpla od kieliszka. Wygląda na to, że pracownik w służbie jego królewskiej mości,  nie musi być więc do szpiku kości „czysty” – wystarczy, aby był człowiekiem.

HBO GO odczarowuje urok marnego roku 2020 i udowadnia, że faktycznie „Nie czas umierać”. Można za to przypomnieć sobie, z nadzieją na kwietniową – oby – premierę, „Licencję na zabijanie”, „Świat to za mało” czy „Skyfall”. Wszystkie części czekają na wyciągnięcie ręki, a jeżeli jest się wystarczająco odważnym, można spróbować dokonać tego w trakcie 14-dniowego okresu próbnego. Przerwa świąteczna tuż-tuż, zatem nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wyciągnąć nogi na kanapie i obejrzeć wszystkie Bondowskie śledztwa raz jeszcze, bądź poznać je zupełnie od zera. Z Martini (wstrząśniętym, niemieszanym) czy bez – emocje na najwyższym poziomie gwarantowane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *