Wybuchowy maraton sylwestrowy

Jeśli planujecie odpuścić sobie noworoczną imprezę i nie imponują wam kilogramy fajerwerków wystrzelonych w powietrze, to mam dla was ciekawą alternatywę. Przygotowałem listę siedmiu filmów, które poszczycić się mogą imponującymi efektami z wykorzystaniem materiałów pirotechnicznych. Jest to zabawa bezpieczna i o wiele bardziej kształcąca, a każdy moment jest odpowiedni, na obejrzenie dobrego filmu.

Coraz częściej odchodzi się od hucznych imprez noworocznych i wybiera się spędzenie tej nocy w domu. Towarzystwo chłopaka lub dziewczyny, a do tego dobry film, to czasem lepszy przepis na udany wieczór niż zakrapiana libacja w lokalu lub na domówce. Jednak prawie zawsze powstaje dylemat, co obejrzeć. Nie może być przecież zbyt romantycznie, ani strasznie, ponieważ ktoś będzie pokrzywdzony. Odpadają też filmy trudne w odbiorze. Mamy się bawić, a nie szukać drugiego, a nawet czasem trzeciego dna w wizji reżysera czy scenarzysty. Najlepszym wyborem pozostają więc filmy sensacyjne. Lekko nierealne, trochę przekłamane, ale nie za bardzo. Granica jest cienka, a jej przekroczenie może zepsuć nam wieczór. Słyszalne za oknem wybuchy tylko zwiększają poziom immersji (wczucia) w to, co widzimy na ekranie telewizora lub komputera. Wybuchy w kinie muszą być efektowne, dlatego poniższa lista wyróżnia te filmy, w których eksplozje są imponujące.

  1. Oszukać przeznaczenie”, scena z samolotem

Na początek małe bum. Nie miało być strasznie, ale powiedzieć że „Oszukać przeznaczenie” to horror, to jak powiedzieć, że wyrób czekoladopodobny jest smaczny. Film ma już swoje lata i czasem jest bliższy uniwersum J. K. Rowling, ale nie można mu odmówić pomysłowości w uśmiercaniu bohaterów. Scena, w której samolot po mocnych turbulencjach powoli ulega zniszczeniu jest, jak na tamte lata, wykonana dosyć dobrze. Film trzyma w napięciu do samego końca, jednak żadnych wybuchów już nie uświadczymy.

  1. Szklana pułapka”, wszystkie części

Bruce Willis to weteran jeśli chodzi o wybuchowe filmy. W „Szklanej pułapce” eksplozja goni eksplozję. John McClane napsuł krwi gangsterom i niejeden budynek przez niego obrócił się w pył. Z iście destrukcyjną mocą kończył każdą część z tej serii. Scena z wykorzystaniem ognia w windzie stała się na tyle kultowa, że była wykorzystywana później przez wielu reżyserów. Kiedyś, gdy na ekranie pojawił się Willis, to już wiedzieliśmy, że trup będzie ścielił się gęsto. Teraz zostaje nam już tylko „Yippee Ki Yay” z łezką w oku.

  1. Przełęcz ocalonych”, cała część nad przełęczą

Teraz coś z nowości. Mel Gibson po dłuższej przerwie, po raz kolejny zrobił porządne widowisko. Film religijny, ale prosty w odbiorze i ładny wizualnie. Aktorzy nie zachwycają, ale warto przez pierwszą godzinę przebrnąć, aby otrzymać pięknie efekty specjalne, którymi zachwycał się cały świat. Wybuchy takie, że zakrywa się twarz, by nie dostać piaskiem. Świst kul sprawia, że czujemy się jakbyśmy byli obecni na wspomnianej przełęczy. Rok 2016 był dobrym rokiem dla kina, a produkt od Gibsona znajduje się w pierwszej dziesiątce produkcji zagranicznych, które warto obejrzeć. Natomiast jeśli chodzi o film wojenny, to pod względem efektów plasuje się obok „Szeregowca Ryana” i „Czasu Apokalipsy”.

  1. Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki”, scena próby bomby atomowej

Gdy widziałem tę scenę pierwszy raz, musiałem poprosić kogoś, aby podniósł moją szczękę z podłogi. Kilka lat później wciąż robi wrażenie, lecz dopatrzyć się można nieścisłości. Niemniej jednak jest wybuch, ogień i grzybek atomowy, który ładnie wygląda, więc film pasuje do tej listy jak ulał. Indiana Jones to taki McClane, tylko prawie pół wieku wcześniej. Wszechobecna demolka towarzyszy charyzmatycznemu poszukiwaczowi przygód od zawsze, jednak to właśnie scena z próby atomowej zapisała się w historii kina i przywoływana będzie jeszcze niejednokrotnie.

  1. Mroczny Rycerz”, scena ze szpitalem; „Mroczny Rycerz Powstaje”, scena z boiskiem

Seria filmów o Batmanie Christophera Nolana z pewnością zasługuje na to, aby znaleźć się w filmowej kolekcji każdego kinomana. Każda część może pochwalić się innym czarnym charakterem, który niepokoił i mroził krew w żyłach. Część druga „Mroczny Rycerz” i trzecia „Mroczny Rycerz Powstaje” szczególnie zapadły w pamięć, a jej antybohaterów wspominać będziemy jeszcze bardzo długo. Heath Ledgher zaproponował, moim zdaniem, najlepszą interpretację postaci Jokera. Nieprzewidywalny i straszny. Nie obchodził go nikt i nic, aby dojść do jasno postanowionego celu. Scena, w której Joker wysadza w powietrze szpital w Gotham wywołuje prawdziwą mieszankę uczuć. Sam wybuch jest skromny, ale w swojej skromności bardzo efektowny.

Epizod z udziałem Bane’a (Tom Hardy) to już majstersztyk. Tutaj twórcy poszli na całość wysadzając w powietrze pół miasta. Schwarzcharakter nie zna słowa przesada. Scena, na boisku która wywołuje gęsią skórkę jest delikatnie niedopracowana i widać dziwnie zachowujące się sylwetki piłkarzy. Po wielu latach jednak wciąż robi piorunujące wrażenie i utrzymuje przekonanie, że jak Nolan coś zrobi, to porządnie.

  1. Transformers”, cała seria Michaela Bay’a

Jeśli byłbym mało ambitny, mój artykuł mógłby zmieścić się w dwóch słowach – Michael Bay. Król eksplozji, który zyskał to miano właśnie dzięki filmom o robotach z kosmosu. Z każdą kolejną częścią wydaje się, że z uporem maniaka chciał wpakować do swoich produkcji jeszcze więcej dymu i ognia. W pewnym momencie zatracił on dobry smak i doszło do tego, że nawet w scenach, gdzie nic się nie działo, coś musiało iskrzyć. Za sprawą tego reżysera przejadł się nam też trochę tryb slow motion, który wykorzystywany był w każdej sekwencji walk. Nie można odmówić jednak Bay’owi wyobraźni. Mimo zarzutów, że seria powinna już dawno się zakończyć, to do kin na Transformers’ów maszerują tysiące ludzi. Dobry film sensacyjny, aby zrobić sobie przerwę dla mózgu między ambitnym i wymagającym kinem.

  1. Spectre”, scena na pustyni

James Bond już od dwudziestu czterech filmów zaskakuje nas swoją pomysłowością w rozwiązywaniu spraw nie do rozwiązania. Agent jej Królewskiej Mości (Daniel Craig) w najnowszej produkcji zaskoczył nas jednak czymś więcej. Film „Spectre” został wpisany do Księgi Rekordów Guinessa, za największą scenę pirotechnicznego wybuchu w historii kina. Do jej wykonania zużyto 8418 litrów paliwa. Sama eksplozja trwała zaledwie 8 sekund i operatorzy mieli tylko jedną szansę aby wszystko uchwycić. Wielkie brawa dla całej ekipy, matka natura jest wam ogromnie wdzięczna.

Filmów z wielkimi wybuchami jest bardzo wiele. Eksplozje „prawdziwe” jak miało to miejsce np. w najnowszym Bondzie czy w „Mrocznym Rycerzu” są oczywiście ładniejsze, niż te wygenerowane komputerowo jak w „Królestwie Kryształowej Czaszki”. Niemniej jednak wybrałem te produkcje, które mogą spodobać się nawet największym marudom. Zachęcam was do wysyłania własnych propozycji filmowych, które nie zostały uwzględnione w powyższym rankingu Ja ze swojej strony życzę wam, abyście wybrali bezpieczne zabawy w domu przed telewizorem, szczególnie z zaproponowanym przeze mnie filmowym maratonem.

I pamiętajcie! Co by się nie działo, nigdy nie patrzcie na wybuch.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *