Ja panu nie przerywałem, czyli o chwytach erystycznych w polityce

Fot. Arnaud Jaegers | Unsplash.com  

Ledwo ochłonęliśmy po wyborach parlamentarnych, a już pewnym krokiem zbliżają się wybory samorządowe. To poniekąd najbardziej interesujące wybory. Co gmina czy powiat, to inna układanka wyborcza.

Do obsady w skali kraju jest aż 48 985 stanowisk. Wśród nich 1467 wójtów, 903 burmistrzów i 107 prezydentów miast oraz 39 729 mandatów w radach gmin i radach miast, 6227 w radach powiatów oraz 552 w sejmikach wojewódzkich. Ponadto rady powiatów, a zatem pośrednio my sami, wybiorą 314 starostów a sejmiki województw 16 marszałków województw.

Kandydatów jest oczywiście kilka, jeśli nie kilkanaście razy tyle. To wszystko sprawia, że jeśli wybory parlamentarne można porównać do warcabów, to wybory samorządowe są niczym szachy 6D, w które gra 100 graczy, z których każdy ma do dyspozycji 100 figur.

Takie zagęszczenie aktorów politycznych, interakcji oraz relacji między nimi może nieść za sobą pewne plusy, choćby w postaci znacznie łatwiejszego kontaktu między wyborcami a kandydatami. To wszystko łączy się również z rozmnożeniem i umasowieniem wszelkich negatywnych zjawisk trapiących polską politykę.

Politycy z TikToka

Jednym z nich jest niski poziom dyskursu publicznego, po części wymuszony zmianami technologicznymi. Politycy, chcąc dotrzeć ze swoim przekazem, muszą dostosować się do możliwości skupienia uwagi przez odbiorcę. W praktyce sprowadza się to często do kompresowania swoich wypowiedzi do czasu tak krótkiego, ażeby można je było zaprezentować w zgrabnie zmontowanej i pęczniejącej od bodźców rolce na Instagramie, TikToku bądź innym medium społecznościowym.

W tak krótkim czasie ciężko jest zaprezentować myśli, które są bardziej złożonej i skomplikowane. Świetnie natomiast prezentują się różnego rodzaju bon moty i anegdoty, a także wszelkiego rodzaju erystyka. Zwana również ,,pozamerytoryczną sztuką wygrywania sporów’’. Erystyka jest sztuką, która z pewnością znana jest ludzkości od jej zarania. W bardziej analityczny i samoświadomy sposób praktykowana zaczęła być w starożytnej Grecji, by finalnie zostać skodyfikowana przez gdańskiego filozofa Schopenhauera w książce pod tytułem Erystyka. Najsłynniejszy pesymista w dziejach traktował swoje dzieło raczej jako ostrzeżenie, ale niektórzy zdają się traktować je jako podręcznik.

Najgroźniejsz fortel Schopenhauera

Schopenhauer podzielił swoje przemyślenia na 38 forteli. Jednym z najczęściej używanych jest fortel ósmy, odnoszący się do wzbudzenia gniewu u adwersarza. Jego popularność również ma swoje źródło w kwestiach technicznych. Debaty telewizyjne wiernie ilustrują wszelkie przejawy emocji malujące się na twarzach uczestników. Pomóc w tym mogą drobiazgowe zbliżenia. Fortel ten jest też, być może przez swoją prostotę, jednym z najkrótszych w całej rozprawie. Warto więc przytoczyć go w całości:

Wywołać gniew przeciwnika, albowiem w gniewie nie będzie on umiał formułować słusznych sądów i wykorzystywać swej przewagi. Aby adwersarza rozgniewać, trzeba go jawnie nękać, szykanować i w ogóle być bezczelnym.

Próba obrony u osoby będącej celem tego ataku jest trudna i nieintuicyjna. Zwłaszcza gdy zauważymy, jak duży nacisk współczesna kultura kładzie na nieskrępowane wyrażanie emocji.

W świecie skrajności

Próba wywołania gniewu jest jednak dość łatwa do wykrycia i potępienia. Inną metodą, której często nie dostrzegamy, tak jak ryba nie dostrzega otaczającej jej wody, jest tzw. atakowanie chochoła. Jest to sytuacja, w której nie obalamy tezy realnie stawianej przez przeciwnika. Zamiast tego przypuszczamy szturm na skarykaturyzowany i przerysowany, czy wręcz wyimaginowany obraz wysuwanych przez niego twierdzeń. Metodę tę ciężko jest wykryć, ponieważ osoba obserwująca spór niejednokrotnie nie zna dokładnie szczegółów światopoglądu atakowanego. A nawet jeśli, to niekoniecznie znajdzie w sobie czas i energię, by porównać go z obrazem wykreowanym przez jej adwersarza. Może zdawać się to złożone, jednak rzeczywistość nastręcza aż zbyt wiele prostych przykładów tego typu manipulacji. Kiedy ktoś twierdzi, że należy zakazać najokrutniejszych spośród sposobów, w jakie obecnie ludzie traktują zwierzęta pozaludzkie, usłyszy, że chce zakazać jedzenia mięsa. Osoba twierdząca, że należy podwyższyć świadczenia socjalne, usłyszy, że chce wprowadzać socjalizm. Kiedy ktoś twierdzi, że zagrożenie stanowi religia imigrantów, usłyszy, że ma problem z kolorem skóry jej wyznawców.

Staczamy się po równi pochyłej

Istnieje chwyt erystyczny, który możemy zastosować, kiedy spodziewamy się wykrycia różnicy między poglądami oponenta a poglądami, które chcemy mu przypisać. Zamiast twierdzić, że pewne radykalne postulaty są przez adwersarza propagowane obecnie, twierdzimy że będą one jego następnym krokiem. Zostanie on wprowadzony po zrealizowaniu postulatów głoszonych przez adwersarza obecnie.

,,Teraz chcecie aborcji, a następne będzie zabijanie niemowląt!’’.

,,Dzisiaj zakaz hodowli zwierząt na futro, jutro zakaz jedzenia mięsa!’’.

Można powiedzieć, że argument równi pochyłej to stawianie chochoła, ale stosowany wtedy, kiedy ma się nieszczęście obcować z publicznością inteligentną i rozeznaną. Kładę nacisk na przekonywanie publiczności, nie na adwersarza. To właśnie ono bowiem jest celem nie tylko polityków, ale i nas samych, toczących internetowe boje w towarzystwie ferujących ,,reakcje” internetowych tłumów.

Ad Persosnam

Argument ,,Ad personam” to wszelkie zagrywki, które mają na celu przenieść uwagę z rzeczy tak błahej jak przedmiot sporu, np. globalizacja, ekologia, rynek mieszkaniowy w Polsce czy transport publiczny, na naszego rywala.

Najprostszym przykładem tej metody, jej czystą, niezmąconą esencją, byłoby powiedzenie ,,jest Pan głupi’’. Na co dzień jednak ,,ad personam” sprowadza się do wykazania różnicy między poglądami przeciwnika a działaniami, jakie podejmuje osobiście, w swoim życiu. Ad personam nie tylko niszczy wykształcony w cywilizacji zachodniej podział na sferę publiczną i sferę prywatną. Często przybiera również kształt wulgarnego indywidualizmu. Kreśli on absurdalne analogie między kolektywną polityką państwa a codziennymi działaniami jednostki. Przykładem może być zarzucenie osobie postulującej dofinansowanie transportu publicznego i państwowej służby zdrowia, że jeździ ona samochodem i leczy się prywatnie. Gdyby się jednak nad tym zastanowić, jeśli ktoś uważa, że usługi publiczne są obecnie niedofinansowane, to logicznym jest, że będzie dążył do skorzystania z alternatywy.

Ad populum

Argument Ad populum to poparcie danej tezy dowodem w postaci tego, że ,,ludzie’’ ją popierają.

,,Wszyscy wiedzą, że…’’.

,,Ludzie chcą, żeby…’’.

Jednakże dzieje świata to upiorna galeria takich praktyk, jak niewolnictwo czy brak praw wyborczych dla kobiet. Zwyczaje te przerażają nie tylko swoją treścią, lecz również, a może przede wszystkim, powszechnością uznania ich za zasadne. W gruncie rzeczy w historii szerokie masy społeczne popierały wiele przeróżnych idei. Są one ze sobą wzajemnie sprzeczne i wszystkie razem nie mogą być prawdziwe. Każda nowa idea przez pewien czas popierana jest zaledwie przez garstkę ludzi.

Czy można się przed tym bronić?

To tylko drobny wycinek z szerokiego przekroju technik służących do nieuczciwego przekonywania do swoich racji, a w ostateczności do ,,orania” przeciwnika, mieszania go z błotem i sprowadzania sporu politycznego do czystej dominacji i konfliktu. Znajomość tych metod może jednak pomóc w nabraniu dystansu i refleksji wobec dyskursu politycznego. Jest to jednak gwiazda, która wskazuje nam drogę, ale do której nigdy nie dopłyniemy. Wieczna walka z własnym umysłem, który z dużą przyjemnością postrzega polityczną arenę jako walkę w kisielu, a nie partię szachów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dwadzieścia − sześć =