Dlaczego Michniewicz powinien pozostać selekcjonerem?

Foto: Getty

Czesław Michniewicz według mediów jest bliżej niż dalej odejścia ze stanowiska, choć ostateczna decyzja jest w rękach Cezarego Kuleszy. Dlaczego ze stanowiska nie powinien ustępować trener, który przyszedł jako tymczasowy, a osiągnął każdy zakładany cel postawiony mu przez prezesa PZPN-u?

Niedawno zakończyliśmy swój udział w mistrzostwach świata. Był to nasz dziewiąty występ na tej największej piłkarskiej imprezie. Pracę po mundialu tracił niemal każdy trener — Adam Nawałka, Paweł Janas, Jerzy Engel i Jacek Gmoch. Na stanowisku zostali jedynie Józef Kałuża, Kazimierz Górski i Antoni Piechniczek, choć 80-latek po sukcesie w 1982 roku, wyleciał ze stanowiska na turnieju cztery lata później.

Do której grupy będziemy przypisywać Czesława Michniewicza? Tego jeszcze nie wiadomo. Kontrakt wygasa mu na koniec roku, ale wcale nie wiadomo, czy będzie przedłużony…

Biały dym

50-latek przejął kadrę w sytuacji awaryjnej. Paulo Sousa po awansowaniu do baraży mistrzostw świata w Katarze, postanowił zrobić nam sprawić “prezent” na koniec roku. Portugalczyk opuścił reprezentację na rzecz brazylijskiego Flamengo, z którego zresztą został po kilku miesiącach zwolniony, ku uciesze kibiców znad Wisły.

Źródło: twitter.com/przeglad

Giełda nazwisk była mocno ograniczona. Trzeba było znaleźć trenera na cito, a baraże zbliżały się wielkim krokiem. Wobec tego wiadomo było, że stanowisko musi objąć ktoś doświadczony w pracy z reprezentacją. Kulesza zasugerował również, że nie będzie to zagraniczny trener. W grze były dwa nazwiska — Adam Nawałka oraz Czesław Michniewicz. Na początku bliżej stanowiska był były selekcjoner. Przegląd Sportowy w zasadzie awizował go już jako trenera.

Jednakże Kulesza ogłosił nowego selekcjonera 31 stycznia. Kilka dni przed wiadomo było już jednak, kogo wybrano. Nowym selekcjonerem został Czesław Michniewicz.

Cele zrealizowane

Myślę, że Michniewicz wygrał nad Nawałką, bo ma opinię zadaniowca, który potrafił w przeszłości osiągać założone przed nimi cele albo nawet grać ponad stan. Jego pierwszym zadaniem był baraż ze Szwecją. Michniewicz miał w zasadzie tylko sparing ze Szkocją oraz parę treningów. Sparing ledwo zremisowaliśmy, a Szwecja jawiła się jako dużo mocniejszy oponent niż Wyspiarze. Nie byliśmy faworytami, ale pokonaliśmy ich 2:0. Awansowaliśmy na mundial.

Pierwszy cel postawiony przed Michniewiczem zrealizowany. Następnym jawiło się utrzymanie w najwyższej grupie Ligi Narodów.

Belgia, Holandia oraz Walia — to byli nasi rywale. Rozgrywki egidy UEFA były niezwykle upakowane. Polacy w czerwcowym okienku reprezentacyjnym rozegrali aż cztery mecze w przeciągu czternastu dni!

Najpierw pokonaliśmy Walię (2:1). Potem, pomimo początkowego prowadzenia, zebraliśmy łupnia od Belgów (1:6).

W jakikolwiek pozytywny wynik przeciwko Holandii nikt nie wierzył. Michniewicz nie pierwszy raz udowodnił, że potrafi pracować pod presją. Zagraliśmy dobrze, mogliśmy wygrać, ale ostatecznie zremisowaliśmy 2:2. Na koniec maratonu zagraliśmy bodaj najsłabszy mecz. Belgowie nic wielkiego nie pokazali, ale wygrali 1:0.

We wrześniu wiadomo już było, że o utrzymanie powalczymy z Walią. Nigdy zbyt dobrze nie grało nam się przeciwko zawodnikom z Wysp Brytyjskich. Tą tendencje podtrzymaliśmy i w tym meczu, choć wygraliśmy 1:0 po golu Karola Świderskiego.

Drugi cel postawiony przed Michniewiczem zrealizowany.

Wyjście z grupy

Aż w końcu nadszedł mundial. Mundial, na którym celem Michniewicza oraz reprezentacji Polski było wyjście z grupy. W niej zmierzyliśmy się z Meksykiem, Arabią Saudyjską i z Argentyną.

Mecz z Meksykiem zakończył się bezbramkowym remisem. Mogliśmy go wygrać, ale Robert Lewandowski nie trafił karnego…

To punkt, który ma słodko-gorzki smak i niczego jeszcze nie przesądza. Remis w pierwszym spotkaniu turnieju nie zabiera szans ani nam, ani Meksykanom. A to jest w tym momencie najważniejsze.

Meksyk jawił się jako kluczowy rywal do wyjścia z grupy. Sytuacja jednak mocno się skomplikowała, kiedy Arabia Saudyjska sensacyjnie ograła Argentynę.

Wiadomo było, że z Arabią Saudyjską trzeba wygrać. A Saudowie właśnie pokonali Argentynę, która wówczas nie przegrała żadnego ze swoich trzydziestu pięciu ostatnich spotkań! Wiary w narodzie było niewiele.

Nie byliśmy od nich lepsi, choć na przerwę schodziliśmy, prowadząc 1:0. Wspaniałą podwójną interwencją przy rzucie karnym popisał się Wojciech Szczęsny. Mecz wygraliśmy 2:0, a mogliśmy wygrać i wyżej, gdyby Arkadiusz Milik i Robert Lewandowski celowali bardziej do siatki, a nie w słupki i poprzeczki.

Foto: Getty | Matty Cash ścigający się z Kylianem Mbappe

Argentyna… Tu zagraliśmy bardzo kiepsko. W 1. połowie znowu uratował nas Szczęsny, a my nie potrafiliśmy zajechać Argentyny, jak wcześniej zrobiła to Arabia Saudyjska. Z drugiej strony, Messi i spółka również grali o mecz o wszystko. Druga połowa to już kompletna beznadzieja. Przegraliśmy 0:2, a gdyby Argentyńczycy chcieli strzelić pięć bramek, to pewnie by to osiągnęli. Cztery punkty, które mieliśmy przed tym meczem, ostatecznie wystarczyły nam do wyjścia z grupy.

Remis lub zwycięstwo z Argentyną dałby nam łatwiejszego rywala w 1/8 finału. Zmierzylibyśmy się z Australią, a nie z Francją.

Mecz z Francją jawił się niektórym jak do jednej bramki. Wielu kibiców przecierało jednak oczy ze zdziwienia, jak potrafiliśmy ich stłamsić w pierwszej połowie! Piotr Zieliński mógł wyprowadzić nas na prowadzenie, ale nie trafił w prostej sytuacji. Pod koniec połowy po błędach obrony straciliśmy gola, no i niestety wszystko się posypało..

1/8 finału Mistrzostw świata należy docenić. Nie byliśmy w tej fazie od 36 lat. Przed Michniewiczem nie potrafili osiągnąć tego Adam Nawałka, Paweł Janas czy Jerzy Engel.

Trzeci cel postawiony przed Michniewiczem zrealizowany.

Styl?

Wszystkim nie dogodzisz. Wielu narzekało na styl gry preferowany przez Michniewicza. Pamiętam, jak grała młodzieżówka, kiedy prowadził ją Michniewicz. Defensywnie i skutecznie. Otóż to. Na Mistrzostwach Europy U21 byliśmy w stanie wygrać z Belgią czy Włochami.

W Katarze osiągnęliśmy wynik, który większość przed turniejem brałaby w ciemno. Wolę brzydko wygrywać niż ładnie przegrywać.

Kto nie grał dobrze w obronie, ten siedzi już w domu i ogląda mecze w telewizji. – Czesław Michniewicz

Zgadzam się tutaj z Michniewiczem. Przyjemnie dla oka grała Kanada. No i jak skończyła? Ostatnie miejsce w grupie, 0 punktów, bilans bramkowy 2-7.  A kto oddał najwięcej celnych strzałów w fazie grupowej? Niemcy. Oni też odpadli w grupie. Przegrali z Japonią. Kurtyna.

Ktoś trafił z formą?

Michniewicz nie miał szczęścia do formy piłkarzy. Jeśli chodzi o pierwszy skład, świetnie zagrali Szczęsny oraz Bartosz Bereszyński. I to w zasadzie tyle. Można jeszcze wyróżnić Piotra Zielińskiego, choć on zagrał dobrze tylko w 1/8 finału, a wcześniej grał kiepsko. Kilku młodych, gniewnych, również nie zachwyciło: Sebastian Szymański, Nicola Zalewski, Jakub Kiwior czy Krystian Bielik.

Stabilizacja? A komu to potrzebne

Jeżeli Cezary Kulesza ogłosi nowego trenera, będzie to nasz czwarty trener w przeciągu 3 lat! Porównajmy się do Szwajcarów. U nich czterech trenerów pracowało od… 2001 roku.

W 2020 trenerem był jeszcze Jerzy Brzęczek. Buzzer wyleciał ze stanowiska, pomimo iż zrealizował założony przed nim cel — awans na Mistrzostwa Europy. Moim i nie tylko moim zdaniem Zbigniew Boniek lekko wygłupił się w ogóle z jego nominacją, jak zwykle pokazując, że to on jest mądrzejszy od wszystkich. Brzęczek kompletnie nie potrafił znaleźć wspólnej ścieżki ze swoimi podopiecznymi.

Potem był Paulo Sousa. Portugalczyk pięknymi słowami odwoływał się do papieża, bajerował na konferencjach. Chyba nie pamiętacie, jak graliśmy w pierwszym meczu ze Słowacją? Z kretesem uwalił EURO, a w eliminacjach do mistrzostw świata potrafiliśmy stracić gola nawet z San Marino! Co to była za kadencja! A jej ukoronowaniem była ucieczka Siwego Bajeranta do Flamengo.

Brzęczek i Sousa mieli na swojej drodze zdecydowanie łatwiejszych przeciwników od Michniewicza. Kiedy trafiliśmy na trochę lepszego trenera od nich, dajmy mu popracować trochę dłużej.

Rozwój zawodników

Michniewicz dał zadebiutować kilku zawodnikom, którzy będą stanowili trzon tej kadry na lata. Przede wszystkim Jakub Kiwior. Na mundialu zagrał wszystko, choć nie tak jak pewnie sobie wymarzył.

Drugim takim zawodnikiem jest Szymon Żurkowski. Pierwsze półrocze 2022 roku było w jego wykonaniu świetnie. Dzięki temu w Lidze Narodów był podstawowym zawodnikiem. Po powrocie do Fiorentiny nie gra już praktycznie wcale, więc dziwić mogło powołanie na mundial. Mam nadzieję na jego transfer zimą.

Michał Skóraś przed powołaniem na mundial zagrał w zaledwie jednym meczu reprezentacji — dostał jedenaście minut w spotkaniu z Holandią. Selekcjoner wpuścił go na murawę na Argentynę. Spisał się średnio, ale to kolejna melodia przyszłości, na którą Michniewicz postawił.

Mateusz Wieteska od kilku lat pracował na status solidnego ligowca. 2022 to rok przełomu u niego: debiut w reprezentacji Polski i transfer do Clermont Foot. 25-latek jest kandydatem na partnera do środka obrony Jakuba Kiwiora.

Kamil Grabara już od kilku lat awizowany był jako świetny golkiper. Tułał się po wypożyczeniach z Liverpoolu, grał dobrze, ale widać, że gra jeszcze lepiej po transferze do FC Kopenhagi. 23-latek zadebiutował w Lidze Narodów, a na mundial pojechał jako bramkarz numer trzy w hierarchii.

Pinokio

Premier Mateusz Morawiecki obiecał naszej reprezentacji potężną premię za wyjście z grupy mistrzostw świata. Zapewne nie spodziewał się, że im się to uda, ale ostatecznie mógł lekko ogrzać się w sukcesie drużyny.

Premia miała wynosić 30 milionów złotych! To nie były pieniądze PZPN-u, tylko pieniądze od rządu. Od rządu, czyli z naszych podatków. Morawiecki jak rasowy bankier, obracał nie swoimi pieniędzmi i wywołał nimi wielkie zamieszanie.

Wersji było wiele. Najpierw to było tak, że Michniewicz wykłócał się o dodatkowe 5 milionów dla sztabu. Potem, że Lewandowski chciał aby piłkarze nie dostawali pieniędzy pod kryterium zagranych minut na mundialu. Potem na odwrót. Szczerze mówiąc, pogubiłem się w tym. Największą aferę wokół tej premii zrobili dziennikarze. A najśmieszniejsze jest to, że ostatecznie żadnej premii nie było i nie będzie!

Podsumowanie

Michniewicz ten rok może dopisać do udanych. Zrealizował wszystkie cele, jakie przed nim postawiono. Nie jestem jednak ślepym wyznawcą selekcjonera — momentami nasza gra wyglądała fatalnie. Apogeum tego było spotkanie z Argentyną, a wcześniej z Walią. Na EURO jednak obecnie nie da się nie awansować, mamy niesamowicie łatwą grupę. Mam nadzieję, że Michniewicz pokaże w eliminacjach z chłopakami trochę więcej luzu, którego od tak wielu lat nam brakuje. Dajmy mu przepracować przynajmniej 2-letni cykl, po którym będzie można wystawić mu pozytywną, albo negatywną laurkę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

14 − sześć =