#4 Kultowe serie: „Ranczo”

źródło: Studia A

Wilkowyje. Na pozór spokojna wieś w województwie lubelskim. Ludzie tutaj są prości, lecz uczciwi. Dobra, może z paroma wyjątkami. Wójt rządzi twardą ręką, a w niedzielę wszyscy spotykają się na mszy.

Od grudnia 2020 roku na platformie Netflixa oglądać można „Ranczo”. Nie ukrywam, że to właśnie skłoniło mnie do przypomnienia sobie tego klasyka. Obejrzenie już kilku odcinków, utwierdziło mnie jedynie w przekonaniu, że nie może być „Kultowych serii” bez poświęcenia odcinka tejże produkcji. Serial jest już wiekowy, bo jego emisja rozpoczęła się w 2005 roku, a ostatni raz Wilkowyje mogliśmy zobaczyć na ekranach telewizorów w 2016 roku. Patrząc na te daty, to wydaje się, że jak na wytwór polskiej telewizji emitowany był dość krótko, wręcz nie do porównania z takimi tasiemcami jak np. liczące sobie 18 lat i ponad 3000 odcinków „Na wspólnej” czy chociażby 25 (!) sezonowy „Ojciec Mateusz”. Pomimo tego nie ma co ukrywać, że seria w reżyserii Wojciecha Adamczyka zdążyła nam zapaść w pamięci. Nie znam nikogo, kto by jej nie kojarzył, albo nie obejrzał choć kawałka jednej z lecących non stop powtórek. Czym więc zaskarbił sobie nasze serca?
Amerykański sen na Lubelszczyźnie
„Ranczo” znają wszyscy, ale niekoniecznie każdy pamięta jego początek. Akcja zaczyna się kiedy z Ameryki przyjeżdża Lucy Wilska (Ilona Ostrowska) spadkobierczyni leżącego w granicach wsi zabytkowego, choć pogrążonego w ruinie dworku. Ten należał do zmarłej prababci bohaterki, z którą przed emigracją była bardzo związana. Początkowo jej głównym zamiarem było odsprzedanie posiadłości, a na kupca zgłosił się nawet chętny i to sam wójt Paweł Kozioł (Cezary Żak), który natomiast chciałby przekazać go swojej córce, Klaudii (Marta Chodorowska), aby powstrzymać ją przed wyprowadzką do miasta. Plany jego krzyżuje nagła zmiana zdania Amerykanki. Zakochana w sielskim życiu na peryferii postanawia zostać, co rozpoczyna ostry konflikt w Wilkowyjach. Zresztą sam już przyjazd nowej twarzy do zamkniętego społeczeństwa wsi wywraca życie jej mieszkańców do góry nogami. Powiew zachodu przynosi zmiany i to niektóre dość poważne. W końcu Lucy zostaje nowym wójtem, a miejscowość odżywa nowym życiem.
I tak to się żyje na tej wsi
A jak to życie wygląda? „Ranczo” może i jest serialem komediowym, ale kiedy odejmiemy od niego humor, to zobaczymy ciekawy obraz polskiej wsi, a jednocześnie niesamowicie szczery. Co prawda twórcom zdarza się powoływać na przykre stereotypy, to warto skupić się na wielu problemach, jakie poruszają. Kilka rzeczy od razu rzuca się w oczy głównej bohaterce i nam też powinno.
Ręka w górę kto na samo wspomnienie „Rancza” pierwsze co widzi, to niebieską ławkę pod sklepikiem pani Więcławskiej. To tam całe dnie przesiadują Solejuk, Hadziuk, Pietrek i Jan Japycz, a później jeszcze Stachu, popijając ulubionego mamrota i zamieniając się w prawdziwych filozofów pod jego wpływem. Chociaż nie da się nie darzyć sympatią tych bohaterów, to reprezentują olbrzymi problem, jakim jest nadużywanie alkoholu, a także jego źródła i konsekwencje. Nikogo nie wzrusza podbite oko u jednego z synów Solejuków, a dopiero po interwencji Lucy ludzie zauważają, jak niepokojąca jest to sprawa i nawet współtowarzysz ławeczkowej libacji poucza w tym temacie kolegę. Nawet jeśli to moralizatorstwo wynikało z innych potrzeb niż pomoc dziecku, to pokazuje coś istotnego.
Dzieci mierzyć muszą się także ze sporymi brakami w edukacji, a szkoła, za którą odpowiada wójt, staje się nawet kolejnym elementem jego manipulacji. Nawet kiedy pojawia się szansa, żeby w szkole w końcu uczono języka obcego, to ważniejszy okazuje się jego konflikt z Amerykanką. Ten wątek, pociągnięty przez kolejne odcinki, pokazał też, że wielu mieszkańców Wilkowyi musi się zmagać z ogromną biedą.
Nieświęty ksiądz i nieprawy wójt

źródło: facebook.com/ranczotvp

„Pomiędzy wójtem a plebanem stara wojna wiecznie trwa…” – głosi zamykająca każdy odcinek piosenka napisana przez Roberta Bruttera i Macieja Strzembosza. Rodzinne perypetie Koziołów i braterskie porachunki to w końcu druga najważniejsza część fabuły. W przeciwieństwie do rzeczywistości polityka nie idzie tutaj w parze z religią. Te dwa aspekty reprezentują zwaśnieni bracia bliźniacy w postaci wójta i proboszcza, czyli de facto dwie najważniejsze osoby we wsi. Niejednokrotnie można się przekonać, że czego nie załatwi demokracja, co nieco kulejąca w Wilkowyjach, to rozwiąże odpowiednio dobrane kazanie w kościele, a mieszkańcy gorliwie słuchają obu racji.

Zdania bohaterów są jednak bardzo różne, a często motywem działań obydwóch jest jedynie robienie na złość drugiemu. Śledzenie ciągnącego się przez niemal całą akcję serialu konfliktu, który notabene co jakiś czas się kończy tylko po to, żeby to pogodzenie okazało się kolejnym podstępem, wydawać mogłoby się męczące, ale dla mnie był to zawsze najciekawszy wątek. Kolejne intrygi kotłujące się w głowach trzęsących miejscowością bliźniaków dodają pikanterii do fabuły. Po postaciach można by się spodziewać dwóch postaw: ksiądz powinien kierować się pewnymi zasadami i etyką, a polityk, jak to z politykami bywa, korzystać z brudnych zagrywek. Okazuje się jednak, że nie zawsze to, co czarne jest czarne, a białe – białe, a bracia mają niejedną cechę wspólną. Oboje pragną tego samego – władzy we wsi. Dobrym przykładem tego może być historia powstania dwóch osobnych gazet, z czego jedna uzależniona była od wójta, a druga od proboszcza (czyli wolność prasy w wilkowyjskim wydaniu).
Relacja między rodzeństwem nie byłaby tak intrygująca, gdyby nie fantastyczna rola Cezarego Żaka. Aktor podjął się niekoniecznie łatwego zadania, bo w serialu gra obydwu braci. Rola pobożnego klechy i podstępnego samorządowca wychodzi mu zawsze znakomicie. Czasem nawet ciężko uwierzyć, że po zdjęciu charakteryzacji to jest ta sama osoba. Kiedy jednak mowa o tej roli nie można zapomnieć o tym, że nie udałoby się to bez zaangażowania odpowiedniego dublera, zwłaszcza gdy scena przedstawia rozmowę tej dwójki. Tutaj pojawia się Robert Ostolski i ratuje sytuację.
Wilkowyje dzisiaj

źródło: wikimedia commons serialowy sklep w Jeruzalu

Minęło pięć lat od zakończenia produkcji, a serial wciąż cieszy się dużą popularnością i to nie tylko za sprawą udostępnienia go na Netflixie. Sama łapię się na tym, że nieważne ile razy oglądałam już powtórkę jednego z odcinków, to nie przeszkadza mi obejrzeć ją ponownie. Poza tym mowa tutaj nie tylko o oryginalnej serii, ale wręcz o całym uniwersum. Oprócz 10 sezonów do kanonu zaliczyć można powstały w 2007 roku film – „Ranczo. Wilkowyje”, a także dziesięcioodcinkowy spin off nagrany z okazji dziesięciolecia Polski w Unii Europejskiej – „Ławeczka w Unii”. Istnieją też książki i spektakle teatralne. W ostatnich latach pojawiały się również pogłoski o nakręceniu kolejnego filmu, jednak nagła śmierć Pawła Królikowskiego, grającego Kusego, jedną z kluczowych ról, pokrzyżowała te plany.

Jeśli mimo wszystko chcielibyście wrócić do Wilkowyi, a dziesiąte obejrzenie całości wam nie wystarcza, to możecie wybrać się na wycieczkę do miejsca jego kręcenia. Sama wieś jest oczywiście fikcyjna, ale jej rolę w większości odgrywa licząca sobie zaledwie 300 mieszkańców niewielka mieścina Jeruzal w gminie Mrozy w województwie mazowieckim. Zresztą ta jak i inne miejscowości, w których nagrywano sceny, dzięki produkcji serialu wiele zyskała. Pod sławny sklep zjeżdżają się turyści, aby zrobić sobie zdjęcie na ławeczce z kultowym mamrotem, który oczywiście w tymże sklepie można zakupić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *