Wszystko będzie dobrze – recenzja serialu „Dobre miejsce”

źródło: filmweb

Nikt nie może być całkowicie pewny, jak wygląda życie po śmierci. Każda religia przedstawia swoją własną wersję. Michael Schur w serialu „Dobre miejsce” ukazuje jeszcze jeden wariant i rozbawia przy tym do łez. 

Są takie produkcje, które nie dają o sobie zapomnieć, nawet po zakończeniu. Tak też jest z „Dobrym miejscem”, serialem komediowym stworzonym przez Michaela Schura dla NBC. Chociaż swój finał miał rok temu, coś w nim sprawia, że wciąż tkwi mi w głowie i uwielbiam do niego wracać.

Pierwsze co może rzucić się w oczy przy oglądaniu, to zdecydowanie nietuzinkowa fabuła, która wciąga i bawi od pierwszego odcinka. Główną bohaterką jest Eleonor Shellstrop (w tej roli znana z „Veroniki Mars” Kristen Bell) – „lumpiara z Arizony” (jak sama siebie określa), która po śmierci trafia za rzekome dobre uczynki za życia do tytułowego Dobrego Miejsca. Szybko okazuje się, że w przydzielaniu jej miejsca nastąpiła koszmarna pomyłka. Na pomoc przychodzi były wykładowca filozofii i etyki – Chidi Anagonye (William Jackson Harper), który postanawia nauczyć ją, jak być dobrym człowiekiem. W zaświatach towarzyszyć im będzie również arystokratka i milionerka, Tahani Al-Jamil (Jameela Jamil), i milczący mnich, Jianyu Li (Manny Jacinto). Natomiast samo Dobre Miejsce spoczywa w rękach tworzącego je architekta – Michaela (Ted Danson) i jego pomocnicy, będącej typem interfejsu w ludzkiej skórze – Janet (D’Arcy Carden).

źródło: thegoodplace.fandom.com/

Cała magia serialu Schura oparta jest na tym, żeby pomiędzy żartami i przygodami bohaterów pokazać, dlaczego warto być dobrym, nawet jeśli nie wierzymy, że zostanie nam to wynagrodzone po śmierci. Na dodatek wszystko podane jest w lekkiej i naprawdę zabawnej formie. W każdym serialu komediowym to właśnie sposób, w jaki twórcy będą nas rozbawiać, jest kwintesencją całej produkcji. Żarty mogą być bezpośrednie, a czasem i wręcz nachalne i niekoniecznie zabawne. Mogą być też dopingowane przez śmiech z puszki, mówiący nam kiedy powinniśmy się śmiać, a mogą być tak, jak w „Dobrym miejscu” – subtelne, inteligentne i rozbrajające. Zdarza się oczywiście i tak, że nawet w tak dobrym serialu może wyjść bardziej żenująco niż zabawnie, ale po kilkukrotnym obejrzeniu całości mogę śmiało powiedzieć, że nie trafia się to za często.

Jednak poza tym liczy się też gra aktorska, która w tym przypadku również jest na najwyższym poziomie. Nawet postać Tahani została odegrana bezbłędnie i bardzo realistycznie, zważywszy na to, że dla Jameeli Jamil był to aktorski debiut. Bardziej niż aktorstwem zajmuje się ona dziennikarstwem. Prowadzi również podcast: „I Weigh with Jameela Jamil”, skupiający się na tematyce body positivity.

Oglądając „Dobre miejsce”, można zapomnieć o problemach przytłaczającej rzeczywistości i całkowicie skupić się na przygodach bohaterów, próbujących zasłużyć na swoje miejsce w raju. Przede wszystkim jednak jest to produkcja, która nie tylko rozbawi do łez czy przeraźliwie wzruszy, ale również skłoni do krótkiej refleksji i czegoś nauczy. Serial w Polsce dostępny jest na Netflixie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *