Czesław nie tylko Śpiewa

IMG_7597Robi to, na co ma ochotę, a koncerty traktuje jak spowiedź. Gdy angażuje się w akcje charytatywne, nie trąbi o tym na Facebooku. Mieszka naprzeciwko dawnego mieszkania Miłosza i też nazywa się Czesław. Jedyny i niepowtarzalny – Czesław Mozil!

Twój ostatni studyjny album opiera się na wierszach Czesława Miłosza. Z kolei w marcu zaśpiewałeś „Pieśń o szczęściu” Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Zakochałeś się w polskiej poezji? 

Nadbałtyckie Centrum Kultury w Gdańsku zapytało, czy chciałbym nagrać kilka utworów na podstawie wierszy Miłosza. Akurat zbliżała się setna rocznica urodzin poety. Wtedy jeszcze Miłosza nie znałem. Mieszkam w Krakowie, naprzeciwko dawnego mieszkania Miłosza. Też nazywam się Czesław i jestem imigrantem. Kto mógł to zaśpiewać jak nie ja? (śmiech) A Baczyński to była propozycja, z której bardzo się cieszę, bo ja nawet nie wiedziałem kim on był. Nie wiem czy zakochałem się w poezji, ja chyba po prostu się uczę. 

To dla ciebie taka spóźniona lekcja polskiego?

Dokładnie. Ja mam w ogóle taką dziwną sytuację, że dopiero odkrywam polską kulturę. Nie znałem Miłosza chociaż moja mama jest polonistką. Nagrałem tę płytę, a mimo to wciąż uważam, że nie do końca rozumiem twórczość tego poety. Ale przecież nie chodzi o to, jak ktoś odbiera jego utwory. Nie lubię jak ktoś mi narzuca interpretację. Przecież każdy odczuwa różne emocje inaczej. Dla mnie to jest właśnie takie misterium. 

IMG_7572Koncertujesz, występujesz w X-Factorze, a do tego ostatnio zająłeś się projektowaniem ubrań dla dzieci…  

Żeby to było jasne – nie ja projektuję. Po prostu mieliśmy taki pomysł z koleżanką, a ona jest projektantką. Moi przyjaciele z kapeli mają dzieci, a ja chcę być dobrym wujkiem, który czasem chce kupić małej Mai jakąś bluzkę, która niekoniecznie jest różowa. „Czesiociuch” ma być alternatywą. Często komunikujemy się z dziećmi na bardzo niskim poziomie, a one wszystko rozumieją i czują po swojemu. A przecież można z dzieciakami rozmawiać o trudnych sprawach, jak np. rozwód, czy przemoc, właśnie poprzez grafikę i inną formę przekazu. To jest takie marzenie, które się spełnia. Cieszymy się, że dostajemy zdjęcia z całej Polski. W niektórych miesiącach sprzedaliśmy więcej rzeczy za granicą niż w Polsce. I to też jest miłe, że jakieś dziecko np. w Australii nosi nasze rzeczy.  

Do udziału w sesji promującej kolekcję zaprosiłeś dzieci z zespołem Downa. Skąd ten pomysł? Chcesz się się zaangażować w działalność charytatywną? 

Włączam się w różne akcje, ale o tym się nie trąbię na Facebooku. Jak jestem w trasie solowej to mam wtedy więcej czasu, żeby się spotkać z dzieciakami, ale nie myślałem o tym żeby się angażować w jakieś konkretne działania. Moja przyjaciółka z Zabrza prowadzi zajęcia z dzieciakami z zespołem Downa. Kiedyś zagrałem tam charytatywny koncert dla rodziców jej podopiecznych. Zdecydowałem się zaangażować te dzieci, bo są bardzo wyraziste. Nigdy nie dzielę ludzi na chorych i zdrowych. Nawet nie pomyślałem o tym, że to może być jakaś misja. Tutaj nie chodziło o to, żeby zbawić świat. 

Kiedy możemy spodziewać się kolejnej płyty? 

Jesienią na pewno ukaże się krążek z muzyką z 20 koncertów. Czasem gramy w klubach, gdzie jest świetne nagłośnienie, ale są i takie gdzie jest z tym gorzej. Dlatego chcemy pokazać nasze koncerty w różnych miejscach, od domów kultury po kluby rockowe. A jak pójdzie dobrze to już za 1,5 roku ukaże się nowa płyta. Tylko najpierw muszę przestać się lansować i chodzić na te wszystkie bankiety. A to jest bardzo stresujące! W końcu za każdym trzeba ubrać się w inny strój, co jest bardzo wyczerpujące. (śmiech)  

Planujesz wrócić do pomysłu „Czesław Śpiewa piosenki, których nie zna” i płyty z coverami?  

Kochamy poznawać polską muzykę i przedstawiać ją w swoich aranżacjach. Dlatego na pewno do tego wrócimy. Może coś w stylu „Czesław Śpiewa i odcina kupony”. (śmiech) 

IMG_7456Co czujesz przed koncertem? Czy to jest dla ciebie tylko występ, czy raczej spektakl?

Dla mnie w pewnym sensie to jest spowiedź. Czasami na scenie walczy się ze swoimi własnymi kompleksami, ze swoim lękiem wobec tego, co chce się przekazać. Zawsze mówię, że to nie my jesteśmy dla ludzi, ale ludzie są dla nas. To nie jest tak, że wychodzisz na scenę i oczekujesz oklasków. Brawa musisz zdobyć. To przypomina trochę taki flirt z publicznością i daje wielką frajdę. Zawsze chcę poznać publiczność i wciągnąć ją w swój świat.

Kiedy czujesz, że koncert był dobry?  

Trudno powiedzieć. Czasami są sytuacje, kiedy myślę sobie, że jest świetnie. Schodzę ze sceny i mam poczucie, że było dobrze, a okazuje się, że koledzy z kapeli mieli trudny koncert. Dzisiaj było tak, że się rozkręcaliśmy

Coraz częściej pojawiają się komentarze, że stajesz się komercyjny. Media nieustannie się tobą interesują. Czy ten szum wokół twojej osoby pomaga ci w muzycznej karierze, a może przeszkadza? 

Niedawno byłem w teatrze na „Hamlecie”. Borys Szyc grał tytułową rolę. Wtedy uświadomiłem sobie, że 99% społeczeństwa zna go tylko z komercyjnych produkcji, czyli seriali i filmów takich jak „Wojna polsko-ruska”. Zauważyłem, że ja sam wyrobiłem sobie opinię na podstawie tych filmów, a teraz nagle widzę tego aktora w „Hamlecie” i jestem w siódmym niebie. Dlatego przestałem się tak bardzo przejmować tym co mówią inni. Poza tym ja nie rozróżniam czegoś takiego jak komercja. W USA czy Wielkiej Brytanii bardzo popularne kapele grają właśnie muzykę niszową. Póki co robię to na, co mam ochotę.  

Współpraca: Adrianna Enerlich z Radia MORS 

fot. Jędrzej Łukowicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *