Gdynia Rock Fest 2013: Rozmowa z Melą Koteluk

Mela1W procesie powstawania piosenek kieruję się intuicją i psim węchem – mówi Mela Koteluk, tegoroczna gwiazda koncertu Gdynia Rock Fest. W rozmowie z CDN-em o nowym albumie, akcji „Nie bądź dźwiękoszczelny” oraz współpracy z Czesławem Mozilem.

Rozpoczął się dla Ciebie okres „pospadochronowy”. Jak z perspektywy trasy koncertowej oceniasz ubiegły rok?

O to właśnie chodziło, aby grać koncerty, docierać do publiczności i to się szczęśliwie udało. Ubiegły rok był bardzo intensywny, dzięki koncertom mogliśmy bliżej poznać naszych słuchaczy.

Jak dotrzeć do publiczności? Z jednej strony mamy publiczność masową, która słucha hitów zespołu Weekend, a z drugiej bardziej wymagających słuchaczy. Bawimy się przy „Ona tańczy dla mnie”, a słuchamy Meli Koteluk?

Muzyka jest dla wszystkich, nie dzielę jej na lepszą i gorszą. Każdy ma swoje upodobania, wielką paletę wyboru i z tego korzysta. Jeśli chodzi o muzykę alternatywną wobec popu sensu stricto, to dzieje się wiele dobrych rzeczy. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat powstało wiele świetnych płyt, ujawniły się ciekawe zespoły, wokalistki i wokaliści, na przykład Skubas, który nagrał bardzo dobrą płytę i z powodzeniem koncertuje. Czy zespół Weekend a maksymalnie przeintelektualizowane płyty niektórych artystów różnią się czymś od siebie? Nie wydaje mi się. Osobiście nie znajduję nic atrakcyjnego w niejasnym komunikacie, widocznie pewne muzyczne treści nie są skierowane do mnie, tylko do innej publiczności i to jest zdrowe. Takie mam podejście do tego tematu.

Jesteś inicjatorką internetowej akcji „ Nie bądź dźwiękoszczelny”. Jaki będzie następny krok?

W akcję zaangażowało się wielu muzyków, którzy opowiadają o swoich koncertowych doświadczeniach. I to działa, temat znalazł swoje miejsce w mediach i dociera do szerszego grona osób. Nie mam potrzeby budowania dystansu między mną a publicznością, chciałabym żeby słuchacze wiedzieli jak prosperujemy. Myślę o dalszych działaniach, w przyszłości chcielibyśmy zorganizować koncert, na którym wystąpią artyści popierający akcję.

Niedawno, wspólnie z Czesławem Mozilem nagrałaś utwór „Pieśń o szczęściu” do filmu „Baczyński”, który 15 marca pojawi się w kinach. Utwór stał się bardzo popularny, niezależnie od filmu. Spodziewałaś się tak dużego rozgłosu?

Bardzo ucieszyłam się na tę współpracę. Powstał bardzo dobry film i naszym zadaniem było nagrać piosenkę, którą z tą jakością koresponduje. W zeszłym tygodniu miałam okazję zobaczyć przedpremierowo film w reżyserii Kordiana Piwowarskiego. Jest to bardzo oryginalny obraz, który ma nietypową narrację. Nie będę zdradzać szczegółów, ale zapewniam, że nie jest to kolejne stawianie pomnika wielkiemu poecie. To wiarygodny przekaz o niewinności ludzi w dzikich czasach wojny.

Jak wyglądała współpraca z Czesławem?

To była i jest bardzo dobra współpraca. Wydaje mi się, że zderzenie naszych wrażliwości dało nową jakość i jestem dumna, że powstał taki utwór. Czesław wniósł wiele spontaniczności i energii, jest żywą prawdą i moim zdaniem ludzie właśnie za ten autentyzm go kochają. Przy okazji, zapraszam 17 marca do klubu Studio w Krakowie, gdzie gościnnie wystąpię na koncercie Czesława, natomiast Czesław wystąpi jako gość u mnie, 21 marca, w warszawskim klubie Hybrydy.

Czy „Pieśń o szczęściu” ukaże się na płycie długogrającej?

Tak, 12 marca nakładem EMI ukaże się płyta ze ścieżką dźwiękową do filmu „Baczyński” i będzie można tam znaleźć również ten utwór.

Otrzymałaś dwie nominacje do Fryderyków. Spodziewasz się wyróżnienia w postaci nagrody?

Nie myślę o nagrodzie, zbyt wiele dzieje się na co dzień. Sama nominacja jest dla mnie wielkim zaszczytem, wczoraj dowiedziałam się w rozmowie z Piotrem Metzem, że jest to głosowanie tajne, bierze w nim udział około dwóch tysięcy osób zasłużonych dla muzyki. Jednocześnie bez względu na wszelkie wyróżnienia, cały czas idę swoim trybem, pracuję nad nowymi planami i myślę o nowej płycie. Moim zdaniem, kiedy nominacje czy nagrody nie są celem samym w sobie, lecz skutkiem ubocznym codziennej pracy, to wszystko jest w porządku.

mela3Kiedy pojawi się nowy album?

Nie chcę się spieszyć. Mam świadomość, że muzyka potrzebuje czasu. Jestem zdania, że płyty powinny powstawać wtedy, kiedy ma się konkretny przekaz dla publiczności i na tym się koncentruję, żeby ten przekaz był klarowny, nie chcę robić nic na siłę.

Płyta pozostanie w klimacie dream popu czy zamierzasz wprowadzić pewne zmiany?

 Nie kieruję się wytycznymi danych stylów. Jestem osobą, która robi tzw. patchwork stylistyczny. Zdaję sobie sprawę, że trudno sklasyfikować moją muzykę, nie wiadomo, czy jest to pop, czy rock, czy jeszcze coś innego. Klasyfikowanie na jakimś etapie może naprowadzić kogoś na trop, ale czy w globalnym sensie ma to większe znaczenie? Nie wiem. W procesie powstawania piosenek kieruję się intuicją i psim węchem, również w życiu.

Zgadzasz się ze słowami Katarzyny Nosowskiej, że piosenka musi posiadać tekst?

Oczywiście. Dla mnie warstwa tekstowa jest bardzo ważna. Są artyści którzy stawiają tekst na pierwszym miejscu, jako dominujący nad muzyką. Ja osobiście chciałabym utrzymać proporcje między muzyką a tekstem. Wydaje mi się, że te dwie warstwy muszą ze sobą współgrać, przenikać się i korespondować ze sobą w zbliżonych proporcjach. Wtedy mam poczucie pełni, że to działa. Sięgając do artystów których słucham, Morrisey jest znakomitym przykładem łączenia tekstu z muzyką, robi to fantastycznie.

Czego życzyć Meli Koteluk?

Wytrwałości i siły.

Od siebie dodaję Fryderyka.

Nie dziękuję.

fot. Aleksandra Polkowska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

trzy + 9 =