Z Zielonej Góry do Warszawy przez Gdańsk. Rozmowa z dziennikarką sportową Kingą Sylwestrzak

fot.: Radek Kalina

Już w trakcie studiów została reporterką dla stacji Canal+. Obecnie pracuje jako dziennikarka dla Eleven Sports oraz jako social media manager dla Speedway Events. Kinga Sylwestrzak –dziennikarka sportowa, absolwentka filologii polskiej ze specjalnością publicystyczno-dziennikarską na Uniwersytecie Gdańskim. Studia drugiego stopnia kontynuowała na Uniwersytecie Warszawskim. Kinga jest osobą inspirującą na wielu płaszczyznach. Rozmawiamy o sporcie i pasji, ale też o trudnościach, z jakimi mogą zmagać się na swojej drodze studenci.

Z Twoich social mediów dowiadujemy się, że pasję żużlową zaszczepił w Tobie tata.

Zgadza się, ale przede wszystkim pochodzę z województwa lubuskiego, które słynie z tego sportu. Jest to mały region, ale ma dwie drużyny, które w następnym sezonie będą się ścigać w najwyższej klasie rozgrywkowej. Więc nie miałam innej możliwości, bo zbyt wielu sportów poza żużlem w Zielonej Górze nie było. Piłka nożna jest tam na poziomie trzeciej ligi, a koszykówka mnie nie porwała. Później próbowałam swoich sił w piłce nożnej, gdy mieszkałam w Gdańsku, ale żużel znalazł mnie nawet tam, więc byłam na niego skazana.

Dlaczego żużel cieszy się w Polsce szczególnym zainteresowaniem?

Przede wszystkim wynika to z faktu, że mamy bardzo dobrych zawodników. Polska Ekstraliga jest najlepszą, żużlową ligą na świecie, więc jeżeli chcesz się liczyć w walce o mistrzostwo świata, musisz jeździć w Polsce. Ekstraliga skupia oczywiście najlepszych zawodników, ale jej zaplecze również jest na wysokim poziomie – także pod względem szkoleniowym. Przyjeżdżają do nas zawodnicy z każdego zakątka świata i widzą przykładowo piękną Motoarenę w Toruniu, widzą legendę tego sportu. Żużel jest w Polsce sportem szczególnym, podobnie jak siatkówka czy piłka nożna, którą także się interesujemy. Po prostu jako naród lubimy ten sport.

A czy Ty myślałaś kiedyś o karierze sportowej?

Kiedyś był taki moment. Bardzo spodobała mi się gra w piłkę ręczną. Zbiegło się to z ówczesnymi sukcesami reprezentacji. Naoglądałam się w telewizji zawodników grających na najwyższym poziomie i też chciałam taka być. Jednak tej kariery nie udało się zrobić. Za to polubiłam bardziej rozmawianie z ludźmi.

W takim razie co było pierwsze: żużel czy dziennikarstwo?

Pierwszy był żużel. Dziennikarstwo zaczęło się w gimnazjum. Mieliśmy wówczas taki projekt polegający m.in na przeprowadzeniu wywiadu. Mnie, pierwszorocznej uczennicy z małej miejscowości akurat przytrafiła się możliwość przeprowadzenia rozmowy z Panią Dyrektor, która budziła respekt wśród uczniów. To było fajne doświadczenie, ponieważ mogłyśmy usiąść w jej gabinecie, zadać pytania, a Pani Dyrektor potraktowała nas jak dorosłe osoby.

To musiało być budujące.

Zdecydowanie. Można było poczuć się jak dziennikarz. Z tego doświadczenia wzięło się zainteresowanie dziennikarstwem. A żużel przez cały ten czas był gdzieś z tyłu. Tak naprawdę połączenie sportu z dziennikarstwem eksplodowało dopiero w szkole średniej.

źródło: Kacper Pludra

Zanim to eksplodowało, jakie inne ścieżki zawodowe brałaś pod uwagę?

Zawsze podobało mi się dziennikarstwo, ale nie wiedziałam, w którą stronę ono pójdzie. Mediów do wyboru jest dużo: telewizja, prasa, radio. Trzeba też zdecydować się na dziedzinę – czy to będą sprawy społeczne, polityka, sport – to było dla mnie dużą zagadką. Wybierając klasę w szkole średniej, kierowałam się już profilem dziennikarskim. Udało mi się znaleźć taki właśnie w Zielonej Górze.

W takim razie dlaczego filologia polska, a nie dziennikarstwo?

Wszyscy powtarzali mi, że po dziennikarstwie jesteś tylko dziennikarzem. Sama zauważyłam taką tendencję: niewielu dziennikarzy jest po studiach dziennikarskich. W większości są to osoby po filologiach, politologii, ekonomii. Drugim powodem były fantastyczne polonistki, które spotykałam na swojej drodze. Już w szkole podstawowej moja polonistka zaraziła mnie pasją do czytania książek. Pokazała mi, że można czytać więcej, nie ograniczając się do kanonu lektur. Na polonistykę skierowali mnie ludzie, do których od zawsze miałam szczęście. Oby ta passa trwała nieprzerwanie.

Na swoim blogu umieściłaś felieton o tym jak zaczęła się twoja kariera dziennikarska. Chciałabyś przytoczyć tę historię naszym czytelnikom?

To była końcówka sesji na pierwszym roku studiów. Na Facebooku Wybrzeża Gdańsk znalazłam ogłoszenie o rekrutacji na reportera strony internetowej. Pomyślałam: „Czemu nie?” i wysłałam CV.  Byłam po oblanym kolokwium z łaciny, w oczekiwaniu na ogromne kolokwium z filozofii. Miałam wielkiego doła po kilku pierwszych miesiącach studiowania. Pomyślałam, że może porwałam się z motyką na słońce, z tą filologią i tym Gdańskiem. I właśnie wtedy dostałam pozytywną odpowiedź z Wybrzeża Gdańsk. Pomyślałam: „Jest okazja”. Wówczas jakoś udało mi się spiąć i napisać te wszystkie kolokwia.

for.: archiwum prywatne Kingi Sylwestrzak

Przedtem starałaś się wyłapywać okazje, czy w którymś momencie o Twojej dalszej drodze zadecydował przypadek?

Jak tylko sprowadziłam się do Gdańska, zaczęłam szukać możliwości, żeby przeprowadzać wywiady na swojego bloga. Oprócz tego wysyłałam CV do Arki Gdynia, Lechii Gdańsk i drużyny siatkarskiej z nadzieją na staż, ale nie dostałam żadnej odpowiedzi. Wtedy też trochę próbowałam uciec od żużla. Wybrałam Gdańsk m.in. ze względu na zainteresowanie piłką nożną, ponieważ drużyn piłkarskich było na Pomorzu bardzo dużo. Jednak gdy się próbuje od czegoś uciec, ta rzecz i tak cię znajduje.

Brzmi to, jakbyś wierzyła w pewnego rodzaju przeznaczenie.

Nie. Po prostu wierzę w to, że naszym życiem kieruje przypadek oraz to, jakich ludzi spotkamy na swojej drodze. Jednak ostatecznie trzeba wziąć los w swoje ręce.

Wcześniej wspominałaś o łacinie i filozofii. Co sprawiało ci największą trudność na studiach?

Gramatyka historyczna języka polskiego. Do tej pory jak wspomnę sobie okres przygotowań do egzaminu poprawkowego i to, jak mimo tej całej nauki czułam się bezradna… nigdy wcześniej czegoś takiego nie miałam. Trudne było też to, że wyjechałam z małych Rąpic (wieś pod Zieloną Górą – przyp. red.), rodzina znajdowała się 450 km ode mnie i byłam skazana sama na siebie. Jednak to doświadczenie nauczyło mnie samodzielności, dzięki temu nie bałam się skorzystać z oferty od Canal+ z Warszawy. Poza tym, studia to wspaniała rzecz, ale często wykładowcy zdają się pomijać fakt, że wiele osób łączy je z pracą. Studenci robią to nie tylko po to, żeby się utrzymać, ale też by zbierać doświadczenie, które w tych czasach jest równie cenne, co wykształcenie. Zresztą, sam tytuł bez doświadczenia niewiele daje, dlatego warto łączyć studia z pracą. Na pewno byłoby prościej, gdyby niektórzy prowadzący wykazywali się większą wyrozumiałością w tej kwestii.

Kontynuując temat studiów, jakie umiejętności nabyte w ich trakcie okazały się najbardziej przydatne w Twojej pracy?

Przede wszystkim oczytanie, obycie z językiem i dbałość o to, jak się wysławiam. Cenny był fakt osłuchania się z językiem literackim, którego oczywiście nie używam na co dzień, ale w wielu kwestiach okazuje się przydatny. Zajęć dziennikarskich, w czasie, gdy ja studiowałam, nie było bardzo wiele, choć były ciekawe. Teraz, z tego, co wiem, sytuacja się zmieniła i jest sporo warsztatów.

Któreś z tych przedmiotów szczególnie zapadły Ci w pamięć?

Klasycy dziennikarstwa – najlepszy, najbardziej rozwijający przedmiot na specjalności. Oprócz tego metodologia dziennikarska i warsztaty dziennikarskie. Pamiętam też rynek mediów u prof. dr hab. Artura Nowaczewskiego, na którym omawialiśmy różne gazety i ich tematykę.

A jak wyglądały studia w Warszawie?

Przyznam się, że to miłe uczucie chodzić na wykłady do profesorów, których nazwiska są nam dobrze znane z lektur do egzaminu. W Gdańsku takich osobistości nie brakowało oczywiście, bo Uniwersytet Gdański ma wspaniałą kadrę. Jednak w Warszawie bardziej zaczęłam zwracać na to uwagę. Studiowanie polonistyki na Uniwersytecie Gdańskim, a na Warszawskim trochę się różniło. Program nauczania był inny, dlatego podczas mojego pierwszego roku napotkało mnie wiele trudności – na szczęście takich do przejścia. W Warszawie sama układałam swój plan zajęć. Mogłam zapisywać się na zajęcia do wybranych prowadzących. Oczywiście nie było to łatwe. Zajęcia u wykładowców z najlepszymi opiniami rozchodziły się w ułamku sekundy, więc trzeba było tego bardzo pilnować. Mieliśmy bardzo duży wybór zajęć konwersatoryjnych i te wspominam najlepiej, bo lubię mówić i słuchać. Nie ma nic ciekawszego niż wsłuchiwanie się w różne interpretacje jednej książki. To bardzo rozwijające. Duże wrażenie robi sam Wydział Polonistyki UW – pięknie ulokowany. Odbywało się tam wiele wydarzeń i myślę, że wciąż się odbywa. To magiczne miejsce. Od klimatu sal wykładowych, po Kawiarnię Lalka, bibliotekę. Ilekroć przechodzę Krakowskim Przedmieściem, mijam bramę Uniwersytetu i przypominam sobie bardzo miłe chwile. Żałuję, że pandemia wielu mnie pozbawiła. Wolę jednak pamiętać o tym, co pozytywne. Bez studiów na filologii polskiej nie byłabym w miejscu, w którym jestem teraz. Trochę Wam zazdroszczę tego, że studiujecie. Nieco mniej w okresie sesji egzaminacyjnej, ale jednak zazdroszczę. Studia były dla mnie najbardziej twórczym etapem, w którym nauczyłam się organizować sobie czas. Tak było zarówno w Gdańsku, jak i w Warszawie.

Chciałabym zadać Ci pytanie, które osobiście najbardziej mnie intryguje. Jak to jest być kobietą w branży zdominowanej przez mężczyzn?

W pracy niezbyt często odczuwam to, że jestem kobietą. Koledzy z redakcji, czy też z parku maszyn, bardziej postrzegają mnie jako kolegę. Mówi się, że kobietom jest trochę łatwiej. Na pewno wiedziałabym coś więcej na ten temat, gdybym choć przez chwilę mogła się wczuć w rolę mężczyzny. Najbardziej doceniam fakt, że nikt nie dyskryminuje mnie ze względu na płeć. Zresztą w żużlu jest sporo kobiet. Kilkanaście lat temu pojawiły się pierwsze z nich, które pokazały, że też znają się na sporcie, są dobrze przygotowane merytoryczne, dokładne i pracowite. Nie przychodzą do redakcji jako ozdoby ani ładne kwiatki.

Apropos tych ładnych kwiatków. Na stronie sportowy24.pl czytamy: „Kinga Sylwestrzak – urocza dziennikarka przeszła do Eleven Sports (…) W galerii zamieszczamy zdjęcia urodziwej nowej siły stacji Eleven”. Czy podkreślanie Twojej urody przez media jest dla Ciebie czymś komfortowym?

Na ten konkretny artykuł natknęła się moja mama, która mi go wysłała. Z jednej strony jest miły, ale wolałabym, żeby był to artykuł poświęcony rzeczom, które udało mi się osiągnąć poprzez wysiłek. Uroda jest czymś, co dostałam – absolutnie nie musiałam nad nią pracować. Dużo za to kosztowało mnie, żeby znaleźć się w tym miejscu, w którym jestem, np. praca z logopedą czy czas spędzony w redakcji. Bardziej zależy mi, by dostrzegano moją pracę.

Ale nie obrażasz się całkowicie na tego typu treści?

Nie. Jak wspomniałam jest to miłe, ale mam po prostu inne priorytety.

Śledząc Twoją aktywność w social mediach, można odnieść wrażenie, że jesteś osobą z dużym dystansem do siebie. Czy takie podejście pomaga, czy może niekiedy przeszkadza w Twoim zawodzie?

Na pewno dystans jest potrzebny, żeby nie brać do siebie wszystkiego, co piszą o mnie w internecie. Mam świadomość, że nie każdy jest ekspertem w dziedzinie mojej pracy i często na mój temat wypowiadają się niechlubnie osoby bez znajomości mojej sytuacji, okoliczności, kontekstu. Pamiętam, że pierwsze komentarze na Twitterze/X trochę mnie bolały. Niezbyt miło się czytało po swoim debiucie w telewizji, że komuś przeszkadza mój głos. Ten ktoś nie miał świadomości, że chodzę do logopedy, że w parku maszyn jest bardzo głośno i żeby być słyszalnym w momencie, kiedy zawodnicy grzeją motocykle, trzeba czasem krzyczeć. Wtedy głos się zmienia. Dystans jest potrzebny, żeby nie brać do siebie uwag niemających w sobie nic konstruktywnego. Co innego kiedy słyszysz rady od osób bardziej doświadczonych, które mają na celu pomóc ci polepszyć swoje umiejętności. Na nie trzeba być otwartym. Ogólnie w życiu dystans jest pomocny.

Mam dla ciebie jeden szybki strzał, z dystansem: trampki czy szpilki?

Trampki. Czasem fajnie jest ubrać się w sukienkę wieczorową i wyższe buty, ale nie jestem w stanie długo w nich wytrzymać. W pracy jak i w życiu dbam o to, by było mi wygodnie. Dotyczy to stroju czy ogólnie pojętego wyglądu, ale również psychicznie. Praca na wizji jest w pewnym stopniu wyjściem ze strefy komfortu. Początkowo bardzo się stresujesz, a z czasem oswajasz ten stres i wykorzystujesz go do tego, by być maksymalnie skupionym, by nie popełnić gafy. Mnie to pomaga. Drugi aspekt jest taki, że ja nie jestem w centrum uwagi. Wolę, żeby na pierwszym planie byli zawodnicy, trenerzy i całe zawody. To dla nich widzowie włączają telewizję, dla nich przychodzą na stadiony.

fot.: Wiktoria Samborska

Teraz nieco poważniej. Na jakie niebezpieczeństwa Twoim zdaniem powinni uważać studenci wybierający ścieżkę pracy w mediach?

Warto pamiętać, że w dzisiejszych czasach możliwości pracy w mediach jest sporo. Nie zawsze są one jednak warte uwagi. To, przed czym chciałabym ustrzec młodszych ode mnie, to nieuczciwe praktyki dziennikarskie. Kradzież czyjejś własności intelektualnej – warto podawać źródła, na których się opieramy. Identycznie jak przy pisaniu pracy naukowej. We wszystkim co robimy, prywatnie jak i zawodowo, warto być przyzwoitym. Brzmi to bardzo górnolotnie. W końcu to tytuł książki Władysława Bartoszewskiego, ale ma to duże znaczenie. W dziennikarstwie trzeba bardzo ważyć słowa. Druga rzecz, to finanse. Często osoby z bardzo wysoką pozycją w mediach uwielbiają korzystać z pracy młodych, zdolnych i ambitnych. Nie chcą jednak za taką pracę płacić. Nie zachęcam Was do tego, żebyście podawali swoim przyszłym przełożonym stawki z kosmosu. Chodzi mi o to, żebyście troszczyli się o siebie. Za każdą pracę należy się wynagrodzenie. Miejcie to w głowie, kiedy po bezpłatnych praktykach zaproponują Wam bezpłatny staż, który od praktyk będzie różnił się większą liczbą obowiązków i odpowiedzialnością.

Jakiej rady udzieliłabyś studentom naszego kierunku, którzy stoją przed wyborem własnej drogi?

Z pewnością, żeby podjęli jakiś krok w stronę ścieżki zawodowej, bo w dziennikarstwie szczególnie ważne jest doświadczenie. Bardzo wartościowa jest praca w wolontariatach. Sama miałam okazję uczestniczyć w wolontariacie podczas mistrzostw świata do lat 20 w Gdyni i możliwość oglądania dużej imprezy od strony organizatorskiej naprawdę robi wrażenie. Mogłam zobaczyć korespondentów z telewizji, którzy przygotowują się z transmisji na transmisję oraz pomagać reporterom, np. w tworzeniu ich stanowisk. To było ogromne doświadczenie, a także okazja do poznania osób z całego świata, co pozwoliło mi przełamać barierę językową. Poza tym – żeby w siebie uwierzyli i nie dali sobie wmówić, że są małymi trybikami w ogromnej maszynie. Są wartościowymi ludźmi. Bądźcie otwarci na rady życzliwych ludzi i nie bójcie się pytać. Wielu rzeczy nie znajdziecie w podręczniku, one wynikają z doświadczenia. Chciałabym dodać, że praca z ludźmi wymaga cierpliwości, ale daje również ogromną satysfakcję i prowadzi do ciekawych znajomości.

 

Tekst autorstwa Darii Kordowskiej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

10 + 18 =