O krok od bycia topowym zespołem – Jaki jest problem Tottenhamu?

Fot. Tottenham Hotspur

To już niemal pewne. Wszystko wskazuje na to, że Spurs kolejny sezon skończą bez trofeum. Z całym szacunkiem do Kogutów, ale nie mają raczej szans na ostateczny triumf w Premier League. Dlaczego tak jednak jest i przez wiele lat klubowa gablota Tottenhamu świeci pustkami?

Od czasu dodania ostatniego oficjalnego pucharu do gabloty Tottenhamu minęło już ponad 15 lat. Przez ten czas Koguty zaliczyły spory awans sportowy. Ekipa z Londynu marketingowo bez wątpienia jest jednym z największych klubów na świecie, częścią angielskiego Big Six, regularnym gościem na europejskich salonach i w czołowej czwórce. Sukcesów jednak brak, ale tak w sumie to dlaczego?

Kto pociąga za sznurki?

Nie będziemy się tu jednak skupiać jedynie na drużynie, którą prowadzi Antonio Conte. Na Tottenham jako klub piłkarski trzeba spojrzeć zdecydowanie szerzej i z kilku różnych perspektyw. Najlepiej będzie zacząć od tego, kto zasiada w klubowych biurach i steruje całą maszyną.

Oczywiście główną osobą, która dowodzi na Tottenham Hotspur Stadium jest brytyjski biznesmen żydowskiego pochodzenia, Daniel Levy. Wychowany w Essex przedsiębiorca ukończył studia ekonomiczne na Uniwersytecie Cambridge i co najważniejsze, od urodzenia jest fanem Tottenhamu. Największego rozpędu karierze zawodowej Anglika nadała praca w firmie ENIC, która zajmowała się sportem oraz mediami. Levy wraz z rodziną posiada blisko 30% udziałów w firmie, dzięki czemu zdołał zgromadzić spory majątek.

Marzeniem biznesmena było wykupienie Tottenhamu i pierwszą próbę spełnienia go podjął już w XX wieku. W 1998 roku złożył ofertę zakupu klubu Alanowi Sugarowi, jednak nie udało mu się domknąć transakcji, ponownie próbował 2 lata później i tym razem presja ze strony kibiców zmusiła Sugara do sprzedania części swoich udziałów. W grudniu 2000 roku grupa ENIC zakupiła 27% udziałów Spurs, a sam Levy został członkiem zarządu.

Już po trzech miesiącach od tego wydarzenia zastąpił Sugara na stanowisku prezesa Tottenhamu i zasiada na tej posadzie od lutego 2001 roku, co czyni go najdłużej urzędującym prezesem w całej Premier League. ENIC wykupiło resztę udziałów biznesmena oraz innych udziałowców 6 lat później, a w 2012 roku mogli już ogłosić klub prywatną własnością. Levy jest obecnie najlepiej opłacanym prezesem w całej lidze. Tytuł ten dzierży od 2016 roku, gdy jego zarobki oszacowano na 6 milionów funtów. Dodatkowo ostatnio w mediach pojawiła się informacja o tym, że biznesmen wręczył sobie skromne pół miliona podwyżki.

Jakim prezesem jest Daniel Levy?

Nie jest jednak tak, że Anglik używa Tottenhamu wyłącznie do zarabiania pieniędzy (choć w znacznej mierze tak jest). Biznesmen jest znakiem nowej ery w Spurs i kimś, kto znacznie podwyższył prestiż zespołu w futbolowym półświatku. Jeśli chodzi o wykształcenie, umiejętności zarządzania oraz znajomość ekonomii to Levy z pewnością jest kimś, kto przydałby się w wielu klubach.

Wystarczy powiedzieć o tym jak Tottenham urósł na światowym rynku. Gdy pierwszy raz grupa ENIC próbowała zakupić Spurs, cały klub był wart około 80 milionów funtów, obecnie wycenia się go na znacznie wyżej i jeśli ktoś chciałby odkupić zespół, to musiałby wyłożyć kwotę w okolicach kilku miliardów funtów. Wszystko to za sprawą inwestycji i polityki, jaką Levy wprowadził w północnym Londynie.

Jedną z głównych zalet prezesa jest bycie uzdolnionym negocjatorem i to właśnie z tego powodu osobiście zajmuje on się transferami do drużyny. To właśnie Levy wynegocjował rekordową kwotę 101 milionów euro, jaką Real Madryt zapłacił w 2013 roku za Garetha Bale’a. W 2008 roku sprzedał także Dimitara Berbatova do Manchesteru United za potężne wówczas pieniądze. Czerwone Diabły zapłaciły za Bułgara 38 milionów euro.

Całe to wydarzenie było bardziej bolesne niż wymiana mojego biodra. – Tak Sir Alex Ferguson w swojej biografii opisywał negocjacje z Danielem Levy.

Czytaj także: Koniec epoki w walijskim futbolu. Gareth Bale kończy karierę!

Potencjał Tottenhamu? Top!

Nie samym rynkiem transferowym jednak klub żyje. Jedną z największych i najbardziej znaczących inwestycji brytyjskiego biznesmena w Londynie jest znaczna poprawa w kontekście obiektów Spurs. Jego główną spuścizną w północnej części stolicy Anglii jest nowy stadion, który zastąpił White Hart Lane.

Budowa Tottenham Hotspur Stadium rozpoczęła się w 2015 roku i zgodnie z planem udało się wybudować stadion, który może pomieścić ponad 60 tysięcy osób, co czyni go jedną z największych aren w Wielkiej Brytanii. Jest to bardzo nowoczesny obiekt, który dzięki swojej uniwersalnej konstrukcji może gościć u siebie przedstawicieli innych sportów. Z tego powodu Koguty zawarły już umowy z NFL oraz Formułą 1.

Top jest jednak nie tylko stadion Tottenhamu. Jest sporo zespołów, które mogą pozazdrościć Kogutom również obiektów treningowych, te również zostały wybudowane za kadencji Daniela Levy. Piłkarze Spurs mogą codziennie trenować na 15 boiskach i korzystać z najnowocześniejszych sprzętów umożliwiających efektywne trenowanie i odnowę biologiczną. Dodatkowo cały ośrodek zbudowany został zgodnie z zasadami dbania o ekologię i klimat. Obecnie około 10% energii wytwarzane jest tam z odnawialnych źródeł.

W XXI wieku znacząco wzrosła wartość marketingowa klubu. Pomijając umowy z wielkimi firmami, o których już wspominałem, Spurs mogą również pochwalić się ogromną bazą kibiców na całym świecie. Rynek, który szczególnie obrali sobie za cel to Azja, a wszystko za sprawą jednej z największych gwiazd drużyny, Heung Min-Sona. Nic więc dziwnego, że poprzedni okres przygotowawczy Antonio Conte wraz ze swoimi piłkarzami spędził właśnie w Korei Południowej.

Czemu nie wychodzi?

Wszystko to powinno składać się na ostateczny sukces. Prezes dbający o status drużyny, znane nazwiska w składzie i na stołku menedżerskim oraz wielki potencjał marketingowy to coś, czego potrzebuje każda drużyna. To wszystko ma Tottenham, jednak sukcesów nadal brak i klubowa gablota od ponad 15 lat świeci pustkami.

Przez lata twarzą projektu i nadal najbardziej utożsamianym ze Spurs trenerem był Mauricio Pochettino. Argentyńczyk cieszył się sporym zaufaniem ze strony zarządu i mógł przez lata spokojnie budować drużynę zgodnie ze swoją filozofią. Problem tylko w tym, że niezbyt pomagali mu w tym jego przełożeni.

To właśnie o to największy żal mają kibice Tottenhamu do prezesa swojego klubu. Daniel Levy może i jest wybitnym negocjatorem i wie, jak promować oraz sprzedawać piłkarzy. Szkoda tylko, że tak chętnie ich nie kupuje. Największym pokazem niechęci Brytyjczyka do wzmacniania składu było letnie okienko transferowe z sezonu 2018/19, gdy Tottenham nie zasilił swoich szeregów żadnym piłkarzem. Koguty zapisały się tym w historii, ponieważ była to jedyna taka sytuacja w Premier League.

Ostatecznie podziękowano Pochettino za jego pracę w Londynie. Jego największym sukcesem było dojście do finału Ligi Mistrzów. Argentyński menedżer był o krok od zdobycia najważniejszego trofeum w Europie, w finale został jednak zmiażdżony przez Liverpool Jurgena Kloppa.

Na zwolnienie Mauricio Pochettino Daniel Levy wydał kilkadziesiąt milionów funtów. Od czasu pożegnania Argentyńczyka w Tottenhamie było trzech menedżerów. Jednak zarówno Jose Mourinho, Nuno Espirito Santo jak i Antonio Conte nie byli w stanie wstawić do klubowej gabloty żadnego pucharu. A teraz, gdy kontrakt Conte wygaśnie, znowu pojawiają się głosy o powrocie Pochettino, co byłoby dość zaskakujące. Włoch oczywiście nadal pozostaje na stanowisku i najprawdopodobniej doprowadzi Spurs do końca sezonu, ale jego umowa zapewne nie zostanie przedłużona. Zarówno on zdaje się nie mieć chęci na dalszy pobyt w Londynie, jak i nikt za nim tu raczej tęsknić nie będzie.

Jestem szczery, ten sezon jest gów*iany. Chcę grać. Nie rozumiem (wyborów Conte przyp. red.). Miałem dobry moment, a Conte znowu posadził mnie na ławce. Wczoraj testował mnie w podstawowej jedenastce, a potem znowu ławka. – Zawiedziony Richarlison powiedział dziennikarzom po odpadnięciu z AC Milanem.

Pora na poważne zmiany w biurach Tottenhamu?

Wielu kibiców Spurs sugeruje, że podobny los powinien spotkać Daniela Levy. Ich zdaniem nowy prezes zdecydowanie bardzo pozytywnie wpłynąłby na zespół. I jeśli mam być szczery, to trudno się z nimi nie zgodzić. Anglik jest wybitnym specem od ekonomii oraz zarządzania, ale brakuje mu odwagi, aby wprowadzić zespół na wyższy poziom. Poziom, na który Tottenham zasługuje.

W mediach regularnie przewija się temat sprzedaży Tottenhamu, jednak bardzo trudno będzie znaleźć kupca. Wszystko przez wygórowane żądania finansowe obecnego prezesa. Jeśli firma ENIC ma pozbyć się londyńskiej ekipy, to chce zrobić na tej transakcji dość spory profit. Mówi się o tym, że najniższa kwota, na jaką zgodziłby się Levy, to 2,5 miliarda funtów.

Co trzeba jednak mu oddać, jest to cena odpowiednia. Tottenham jest gotowym klubem na bycie wielkim. Nowy właściciel nie będzie musiał prawie niczego zmieniać. Obiekty treningowe, stadion, baza kibiców – wszystko jest już gotowe i przyszykowane na sukcesy. Jedynym obszarem, w który należy zainwestować, jest kadra zespołu. Na co, z niewiadomego zresztą powodu, bardzo niechętny jest Levy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

czternaście + 9 =