Eurowizja 2022: włoski chaos, polityka i kontrowersje?

Zwycięzcy Eurowizji 2022 – Kalush Orchestra z Ukrainy (fot. EBU/SARAH LOUISE BENNETT)

Zakończyła się 66. edycja Konkursu Piosenki Eurowizji! Następcami zespołu Måneskin zostali reprezentanci Ukrainy, czyli grupa Kalush Orchestra, która za sprawą utworu „Stefania” sięgnęła po trofeum tego międzynarodowego konkursu muzycznego! Na Eurowizji najważniejszy jest oczywiście zwycięzca, ale trzeba jednak pamiętać, że często wszystkiemu towarzyszy wiele mniej lub bardziej zakulisowych kontrowersji i skandali. Tegoroczna włoska organizacja przyniosła wyjątkowo dużo nieoczekiwanych problemów i wpadek. Czy można stwierdzić, że była to najgorsza edycja ostatnich lat? Pora na podsumowanie Eurowizji 2022!

Czerwone światło

Przebieg Konkursu Piosenki Eurowizji 2022 i wiele zakulisowych informacji, które docierały do fanów i obserwatorów konkursu, od samego początku – delikatnie mówiąc – niepokoiły. Wszystko zaczęło się od ograniczenia liczby akredytacja dla dziennikarzy i nie miało to nic wspólnego z obostrzeniami pandemicznymi. W tym roku przydział akredytacji prasowych był uzależniony od zasięgów poszczególnych redakcji, co faworyzowało media ogólnotematyczne, ogromne portale internetowe czy komercyjne stacje radiowe. Wszystko to odbiło się na ograniczeniu dostępu dla dziennikarzy eurowizyjnych, którzy znają konkurs od podszewki, relacjonują przebieg prób od wielu lat, robią to z dużą rzetelnością i dokładnością, informując o wielu szczegółach, na które uwagi nie zwróciliby dziennikarze z mediów, które na co dzień nie zajmują się Eurowizją. Krótko mówiąc, znają się na rzeczy i kochają to co robią, bo jest to ich pasja.

Centrum prasowe Eurowizji 2022 (fot. EBU / NATHAN REINDS, eurovision.tv)

Drugą kwestią jest kontynuacja planu ograniczania dostępu do transmisji z prób. Rok temu organizatorzy zrobili w tym kierunku mały kroczek, w tym roku zupełnie odcięli dziennikarzy od pierwszej (z dwóch) tury prób technicznych. Było to związane z nawiązaniem współpracy z platformą TikTok. Spotkało się to ze sporym niezadowoleniem fanów. Organizatorzy publikowali na tej popularnej platformie kilkusekundowe nagrania z prób, które również zostały negatywnie ocenione przez obserwatorów Eurowizji.

(Nie)kinetyczne słońce

Rozczarowania i wpadki nie skończyły się jednak tylko na tym. Kiedy pod koniec kwietnia do Turynu przybyły pierwsze delegacji, by rozpocząć próby techniczne do Eurowizji 2022, okazało się, że kluczowa część scenografii, która miała być czymś wyjątkowym, nie będzie używana. Było to tzw. kinetyczne słońce, które miało się obracać i tworzyć różne układy – po jednej stronie znajdowały się ekrany LED, a po drugiej zestaw świateł.

Scena Eurowizji 2022 z kinetycznym słońcem (fot. escunited.com)

Pomysł ambitny i oryginalny, lecz nieprzemyślany i niedopracowany. Okazało się, że organizatorzy nie zwrócili wcześniej uwagi na czas trwania obracania się konstrukcji. Okazał się on zbyt długi, aby obracać słońce pomiędzy występami (czyli w czasie 40 sekund). Zdecydowano się na pozostawienie konstrukcji obróconej stroną świateł. Wiele delegacji musiało w bardzo krótkim czasie zmienić koncepcję swojego show, a w ostateczności niektóre występy sporo na tym straciły.

Skuteczne połączenie rapu z ukraińskim folkiem

Na Eurowizji najważniejsza jest jednak muzyka i to do niej teraz przejdziemy, a konkretnie do zwycięskiej propozycji. Grupa Kalush Orchestra powstała w Kijowie i działa od 2019 roku. Formację założył raper Oleh Psiuk, tancerz ukrywający się pod pseudonimem MC KylymMen oraz Ihor Didenczuk, który jednocześnie należy do grupy Go_A, która reprezentowała Ukrainę na Eurowizji rok temu. W tym składzie zespół wydał dwie płyty i kilka singli. Na początku 2021 roku do tria dołączył również Tymofii Muzychuk, Vitalii Duzhyk i Dzhonni Dyvnyy. W taki sposób powstał projekt Kalush Orchestra, który skupia się na łączeniu rapu z ukraińskim folkiem. Pod koniec 2021 roku wydali debiutancki singiel „Shtomber Womber”. Drugim utworem była piosenka „Stefania”, którą Oleh zadedykował swojej matce. Po wybuchu wojny utwór nabrał sugestywnej, symbolicznej wymowy jako dedykowany wszystkim ukraińskim matkom. Kalush Orchestra zwyciężyło Eurowizję 2022, zajmując 4. miejsce w rankingu jury (192 punkty) i 1. miejsce w głosowaniu widzów, z rekordową liczbą 439 punktów.

Polityczne zwycięstwo?

Zarówno przed jak i po samym konkursie pojawiało się wiele głosów i opinii, że za sprawą wojny w Ukrainie ten kraj zwycięży Eurowizję, która przecież według wielu jest… konkursem politycznym. Nie mylili się bukmacherzy, którzy dawali Kalush Orchestra ok. 60% szans na zwycięstwo. Czy tylko za sprawą dobrej piosenki? Raczej nie, choć warto zwrócić uwagę, że na początku lutego, jeszcze przed rozpoczęciem inwazji Rosji na Ukrainę, utwór „Stefania” znajdował się w TOP10 notowań bukmacherskich. Przeciwnicy Eurowizji, którzy niczym pałki używają hasła „konkursu politycznego”, w tym roku mieli wyjątkową okazję potwierdzenia swoich tez. Fani konkursu natomiast starają się w jakiś sposób znaleźć złoty środek tej sytuacji. Z jednej strony wygrała naprawdę dobra i oryginalna propozycja, z drugiej strony sytuacja polityczna państwa zawsze ma wpływ na szeroko pojętą kulturę, w tym również na muzykę.

Hipokryzja przeciwników Eurowizji

W trakcie zbierania głosów od jurorów polscy internauci wpadli w niemałą histerię i szał, kiedy dowiedzieli się, że ukraińskie jury nie przyznało Polsce ani jednego punktu, natomiast nasze jury (a tak naprawdę algorytm – o tym będzie później) dało Ukrainie maksymalną notę. Widzowie zarzucali, że naród ukraiński (tak naprawdę nie naród, tylko pięć osób komisji jurorskiej) nie docenia naszej pomocy i nie potrafi się odwdzięczyć poprzez przyznanie punktów Polsce. Te same osoby od lat trąbią o upolitycznieniu każdej Eurowizji. Uważają, że co roku wygrywa kraj, w którym mają miejsce jakieś istotne wydarzenia polityczne, oraz że zawsze te same kraje głosują na siebie wzajemnie. Najpierw przez lata obrażają konkurs i przypisują mu łatkę wydarzenia politycznego, oskarżają o wymiany punktowe, twierdzą, że wszystko jest ustawione, a teraz stawiają tezy, że Polska powinna otrzymać punkty. Punkty polityczne, które byłyby związane jedynie z pomocą, jaką niesiemy Ukrainie, a nie wartością artystyczną polskiej propozycji. Szczyt hipokryzji.

Jak głosowała Ukraina?

Ukraiński nadawca publiczny, który odpowiada za wybór członków komisji, przypomniał swoim jurorom zasady oceniania, które zawsze obowiązują podczas głosowania paneli jurorskich. Chodziło o ocenianie zgodnie z doświadczeniem zawodowym, bez kierowania się kwestią wyglądu, płci, czy… państwa, które ktoś reprezentuje.

Punktacja widzów  i jurorów z Ukrainy (fot. eurovision.tv)

Mimo wielu głosów zawodu i sprzeciwu komisja Ukrainy oceniła Polskę bardzo wysoko – na  11., 10., 15., 7. i 12. miejsce, co łącznie dało 11. pozycję w rankingu (premiowanych punktowo jest dziesięć pierwszych miejsc). W głosowaniu widzów z Ukrainy Polska znalazła się natomiast na pierwszym miejscu. Niestety wielu komentujących zapomina o tych punktach, nadal oczekując politycznych punktów od jurorów. Łatka głosowania politycznego na Eurowizji od lat przypinana jest do jurorów, a prawdą jest, że polityczne głosowanie znacznie częściej dotyczy widzów, bo oni głosują, jak chcą. Mogą kierować się samą piosenką, płcią i wyglądem wykonawców, nazwą kraju i pozytywnymi/negatywnymi skojarzeniami z nim. W tym kierowali się emocjami współczucia i chcieli pokazać gest solidarności. To też uczynili. Jurorzy natomiast mają zatrzymywać i nieco hamować głosowanie polityczne, oddając głosy po prostu na najlepsze piosenki. Nie zawsze ma to jednak miejsce, często można zauważyć wymiany punktowe w regionie. Można to jednak argumentować podobną kulturą, gustem czy popularnością danego typu muzyki.

Konsekwencje zwycięstwa Kalush Orchestra

Organizacja Eurowizji 2023 będzie zapewne przez długi czas stać pod znakiem zapytania. Europejska Unia Nadawców chce dotrzymać tradycji i oczekuje, że przyszłoroczna edycja odbędzie się w Ukrainie. Patrząc realnie, nie ma na to większych szans. Przygotowanie konkursu wymaga odpowiedniej hali, rozwiniętej infrastruktury drogowej, lotniska, bazy hotelowej i co najważniejsze zapewnienia bezpieczeństwa. Ukraina oprócz milionów na samą organizację, musiałaby przeznaczyć dodatkowe fundusze na odbudowę potencjalnego miasta gospodarza. Międzynarodowa impreza muzyczna nie jest teraz priorytetem Ukrainy i ich nadawcy publicznej, chociaż pewnie wielu przedstawicieli kraju chciałoby podjąć się tego wyzwania, by pokazać swoją siłę, niezależność, honor i dumę. Najprawdopodobniej prawo do organizacji zostanie odebrane telewizji ukraińskiej i przekazane innemu nadawcy. Ukraińcy będą mogli organizować lub współorganizować konkurs, ale na terenie innego kraju. Do tej pory chęć przygotowania imprezy lub pomocy przy produkcji show zgłosiła: Hiszpania, Islandia, Polska, Szwecja, Wielka Brytania i Włochy. Po przeprowadzeniu negocjacji ze stroną ukraińską ostateczną decyzję podejmie Europejska Unia Nadawców. Na ogłoszenie państwa organizatora Eurowizji 2023 przyjdzie nam zapewne jeszcze trochę poczekać.

Układy i układziki

W tym roku pojawiło się podejrzenie manipulacji głosowania jurorów z Azerbejdżanu, Czarnogóry, Gruzji, Polski, Rumunii i San Marino. Mieli oni zakulisowo dogadać się w sprawie wymiany punktów w półfinale i finale Eurowizji 2022. W trakcie finału Europejska Unia Nadawców poinformowała, że ze względu na wykryte manipulacje wynikami głosowania jury w II półfinale, państwa te otrzymują karę w postaci anulowania punktów jurorskich przyznanych przez lokalne komisje i brak możliwości udziału jurorów w finale. Punkty jurorskie z tych państw stworzone zostały przez algorytm bazujący na głosowaniach innych krajów z danych koszyków. Nadawcy z kilku państw oskarżonych o wymianę punktów nie chcieli przekazywać sztucznie wygenerowanych punktów i w ramach protestu nie połączyli się podczas sekwencji zbierania głosów. Widzowie zostali oszukani przez organizatorów, którzy to stwierdzili, że występują problemy techniczne. Sztuczne punktacje kilku państw podał producent wykonawczy Eurowizji 2022. Sprawa oczywiście miała swój dalszy ciąg, a prawie wszyscy nadawcy oskarżeni o manipulacje, wydali oświadczenia o swojej bezkarności i niewinności. Europejska Unia Nadawców kilka dni temu opublikowała dokładne wyniki i analizę wątpliwych punktacji jurorów. Na zdjęciu widzimy klasyfikację sześciu państw, które zakulisowo zawarły układ głosowania na siebie nawzajem. Na czerwono zaznaczono państwa oskarżone o manipulacje. Jak widać, prawie w każdej komisji jurorskiej państwa z paktu wymiany punktami były w czołówce rankingu (w TOP5). Małą zmyłkę zrobiła jedynie Czarnogóra, przyznając 2. miejsce Serbii, a także Polska, dając 5. miejsce Szwecji i 6. Finlandii. Każda komisja jurorska musiała dokładnie wiedzieć, na którym miejscu uplasować dany kraj, by każdy otrzymał odpowiednią liczbę punktów. Widać, że była to strategia bardzo przemyślana, bo po zsumowaniu punktów pochodzących z tej nieuczciwej wymiany okazało się, że każde z tych sześciu państw otrzymało po około 40 punktów.

Zestawienie zmanipulowanych wyników głosowania jurorów z sześciu państw (fot. EBU)

Nadawcy jednak nadal się zapierają, chcą dodatkowych wyjaśnień i… przestrzegania transparentności przez organizatorów. Niektórzy nawet zaczęli straszyć możliwością wycofania się z konkursu. Jaki jest sens dalszego wybielania się i próby pójścia w zaparte?

The sound of… rozczarowanie?

„The Sound of Beauty” było hasłem przewodnim Konkursu Piosenki Eurowizji 2022. Czy rzeczywiście było  „beauty”? Niestety tegoroczna włoska organizacja przyniosła wiele niespodziewanych wpadek – zarówno na parę tygodni przed rozpoczęciem prób w arenie, jak i w ich trakcie. Wszystkie mniejsze lub większe problemy były przyjmowane z ogromnym oburzeniem i kpiną ze strony internautów. Całość dopełniła główna transmisja telewizyjna – moment, na który organizatorzy przygotowywali się prawie rok. Co dostaliśmy od Włochów po roku przygotowań? Słaby i bardzo schematyczny scenariusz, bez większego pomysłu, mało oryginalny i dość sztampowy. Zabrakło włoskiego charakteru i temperamentu czy przedstawienia historii włoskiej muzyki. Zawiodły również pocztówki, czyli krótkie filmiki, które widzimy przed prezentacją każdego kraju. W różnych miejscach Włoch wyświetlano zdjęcie poszczególnych reprezentantów. Wyglądało to bardzo kiczowato, jak coś przygotowanego w darmowych programie do tworzenia grafik. Często zawodziła także praca kamer i nieprzemyślane ujęcia. Negatywnie można również ocenić odejście od tradycji wykonania piosenki, która wygrała rok wcześniej. Zespół Måneskin nie zaśpiewał zwycięskiego „Zitti E Buoni”, nie kontynuowano również tradycji przekazania trofeum nowym zwycięzcom przez poprzednich triumfatorów konkursu.

Uważam, że Eurowizja 2022 to najsłabiej przygotowana edycja od kilku lat. Na pewno wiele skandali i kontrowersji negatywnie wpłynie na opinie o konkursie. Wierni fani nadal pozostaną z Eurowizją i z zaciekawieniem będą obserwować przebieg wydarzeń, a „niedzielni widzowie” nie będą już pamiętać o emocjach związanych z tegoroczną edycją i ponownie zasiądą przed ekranami swoich telewizorów. Wszystko po to, byśmy wszyscy ponownie usłyszeli słynne „Good evening Europe!”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *