Exclusive brand czy Second hand – recenzja filmu „Dom Gucci”

Dramat/kryminał biograficzny „Dom Gucci”, który wypłynął spod ręki wytwórni Metro-Goldwyn-Mayer, a za którego dystrybucję odpowiada Universal Pictures, miał swoją premierę 24 Listopada zeszłego roku. Film opowiada o perypetiach rodziny Gucci, a odtwórcami głównych ról są Adam Driver, Lady Gaga, Al Pacino i Jared Leto.

Wracając do pytania z nagłówka, muszę stwierdzić, że niestety produkcji Ridleya Scotta dużo bliżej do drugiej opcji. Chociaż nie wiem, czy to stwierdzenie nie obraża tzw. lumpeksów, bo one nie zawyżają poziomu swoich produktów przy promocji, a nawet potrafią pozytywnie zaskoczyć. Ale dobra, tyle z ramienia dygresji. A więc co tutaj poszło nie tak? Na pierwszy rzut oka mamy świetną obsadę, chodliwy temat i historię z potencjałem. Wygląda dobrze, ale niestety to jedynie okładka. De facto w filmie praktycznie nic się nie dzieje. Mamy trochę rodzinnej zgnilizny, problemów i intryg, ale dramatu zbytnio nie czuć. Fabuła może i składa się w spójną całość, może i ciąg przyczynowo skutkowy układa się tak, jak powinien, ale emocji brakuje tutaj kompletnie. Jedyną reakcją jaką „Dom Gucci” u mnie wywołał był śmiech, a chyba nie o to chodziło.

Kolejną kwestią jest wątek kryminalny. Jak przypisanie do dramatu jestem w stanie jeszcze zrozumieć, to koło kryminału ten film nie leżał. Jeśli szukacie w Domu Gucci kina zbrodni, to trafiliście pod zły adres. Ridley Scott ledwo liznął tę część historii, więc śmieszy mnie taka kategoryzacja. Nie jest to bezpośredni zarzut w stronę filmu, chociaż przyznam, że twórcy mogli trochę rozszerzyć ten element, może całość wyszłaby ciekawiej.

Aktorsko „Dom Gucci” może nie jest porażką, ale mogło być na tym poziomie dużo lepiej. Lady Gaga i Al Pacino podołali zadaniu i właściwie to ta dwójka aktorów trzymała film na nogach. Gaga odgrywała rolę drapieżnej manipulantki Patrizii Reggiani, a Pacino kochającego życie i siebie samego, szczwanego lisa Aldo Gucciego. Wykreowali ciekawych bohaterów, a ich gra była naturalna i angażująca. Trochę gorzej w moim rankingu uplasował się Adam Driver jako Maurizio Gucci. Problem leży tutaj w tym, że jego rola nie wyróżniała się niczym specjalnym. Można jedynie wspomnieć, że grał postać dosyć inną niż dotychczas w jego karierze bywało, a mianowicie mniej charakternego chłopa. Jeśli chodzi o Jareda Leto mamy tutaj do czynienia z kompletną porażką castingową. Nie idzie się tutaj pozbyć wrażenia, że został on wciśnięty do obsady trochę na siłę. Twórcy musieli tak zmienić jego wygląd, że gdy zaczął przypominać Paolo Gucciego to kompletnie przestał przypominać Jareda Leto. Ale OK sam ten fakt nie jest problemem, czego nie mogę już powiedzieć o jego występie. Przy naśladowaniu włoskiego akcentu chyba inspirował się słynną sceną z Bękartów Wojny, a gdy reszta planu przeżywała dramatyczne chwile Leto pojawiał się jakby wycięty z komedii.

Ridley Scott już nie raz pokazał światu, że umie tworzyć wybitne KINO, a moim zdaniem „Dom Gucci” do tej kategorii nie należy. Nie powiem, że ta produkcja jest zła, ale niestety jest średnia i żałuję, że była o wiele bardziej promowana niż inna tegoroczna premiera tego reżysera, czyli „Ostatni Pojedynek” – dla kontrastu, świetny film. Nie ukrywam, że zawiodłem się na tym seansie, ale liczę, że Scott jeszcze nie raz pozytywnie zaskoczy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dziewiętnaście + 8 =