Max Verstappen nowym mistrzem świata Formuły 1!

twitter.com/F1

24-letni Holender przełamał siedmioletnią dominację kierowców Mercedesa. Finałowy wyścig sezonu o Grand Prix Abu Zabi był podsumowaniem kompromitacji dyrektora wyścigu Michaela Masiego na przestrzeni tego roku.

Oczy całego świata zwrócone były na Zjednoczone Emiraty Arabskie, gdzie rozgrywano najważniejszą batalię sezonu. Tor Yas Marina, będący po sporych zmianach, po raz pierwszy od 2016 roku był areną rozstrzygnięcia kwestii mistrzowskiego tytułu. Pięć lat temu w tym samym miejscu Lewis Hamilton przegrał ze swoim partnerem zespołowym zaledwie o 5 punktów.

Dziesiąte Pole Position Verstappena

Treningi przebiegały dość spokojnie, bez większych sensacji. Wszyscy skupiali się na kwalifikacjach, gdyż od 2015 wyścig ten zawsze wygrywał zawodnik startujący z pierwszego pola. Przy okazji pierwszych przejazdów w Q3 Sergio Perez podciągnął Maxa, zapewniając mu najlepszy wynik na tamten moment. Jednak na sam koniec sesji Verstappen i tak poprawił ten czas, zdobywając Pole Position o przeszło 0,3 sekundy. Słaby występ zaliczył Valtteri Bottas. Kierowca Mercedesa skończył dopiero na szóstym miejscu. Z drugiej strony pochwalić trzeba Lando Norrisa, który uplasował się na trzeciej pozycji. Na plus również zaliczyć można występ Yukiego Tsunody. Zawodnik AlphaTauri po raz pierwszy w tym sezonie pokonał swojego kolegę zespołowego Pierre’a Gasliego. Ważną kwestią był też dobór opon w Q2 przez kierowców Red Bulla i Mercedesa. Ci pierwsi pojechali na miękkich, a drudzy na pośrednich. To zapowiadało świetną walkę w niedzielę.

Świetny początek Hamiltona

W niedzielny poranek zespół Haasa podał przykrą informację, że ich zawodnik Nikita Mazepin otrzymał pozytywny wynik testu na Covid, przez co nie pojedzie w wyścigu. Na starcie zjawiło się więc 19, a nie 20 bolidów. Przechodząc już do samego Grand Prix, kapitalnie wystartował Lewis Hamilton. Objął on prowadzenie już w pierwszym zakręcie i to Max Verstappen na miękkich oponach musiał go gonić. Nie mogło się również obejść bez kontrowersji między tą dwójką. Do pierwszego starcia doszło już w zakręcie szóstym, gdzie Max bardzo opóźnił dohamowanie, wciskając się Lewisowi. Prawie doszło do kontaktu, a zawodnik Mercedesa musiał ściąć szykanę, gdyż nie miał już miejsca w torze. Sprawą zajęli się sędziowie. Nie doszukali się oni jednak w zachowaniu Brytyjczyka niczego złego, argumentując, że to Max późnym atakiem zmusił go do takiego przejazdu. Red Bull oczywiście nie mógł się z tym przez dobrych kilka okrążeń pogodzić, kilkukrotnie zgłaszając to dyrektorowi wyścigu. Sytuacja nie ulegała zmianie, aż do czasu postojów. Na 14. kółku zjechał Max, chwilę później Lewis. Red Bull wiedząc, że Max ma prawie 8 sekund straty do Lewisa, postanowił użyć Pereza jako „ruchomej” blokady. Pozostawili go na torze do czasu, aż dogonił go Hamilton. Meksykanin kapitalnie się bronił, nie dając się wyprzedzić przez dwa kolejne okrążenia. W tym czasie Max nadrobił całą stratę do swojego głównego rywala w walce o tytuł. Fani na nowo odzyskali nadzieję, że Holender jest w stanie wygrać. Nic bardziej mylnego! Hamilton po tym wszystkim znowu odjechał na kilka sekund od Maxa. Zapowiadało się więc na wygraną Brytyjczyka.

Nicholas Latifi ostatnią nadzieją Verstappena

Po drodze z wyścigu przedwcześnie musieli wycofać się Kimi Raikkonen oraz Antonio Giovinazzi. Obaj kierowcy Alfy Romeo żegnają się z Formułą 1 po tym sezonie. Fin kończy karierę, a Włocha zastąpi Valtteri Bottas. Słodko-gorzkich pożegnań był ciąg dalszy, bo również i George Russell przenoszący się z Williamsa do Mercedesa z powodu awarii nie ukończył Grand Prix Abu Zabi. Wracając jednak do Kanadyjczyka, rozbił się on pod koniec 53. okrążenia w 14. zakręcie. Momentalnie na tor wypuszczono samochód bezpieczeństwa. No i tu zaczęła się cała zabawa. Max zjechał do alei serwisowej po świeże, miękkie opony. Lewis nie mógł zjechać, gdyż Verstappen mógłby wtedy pozostać na torze, nie zmieniając ogumienia, obejmując jednocześnie prowadzenie. Po uprzątnięciu bolidu Latifiego i uformowaniu się stawki w jeden długi wężyk, dyrekcja wyścigu poinformowała, że zdublowani kierowcy nie mogą mogli się oddublować. Red Bull błyskawicznie wyskoczył ze skargą do Michaela Masiego, skąd taka decyzja. Do końca rywalizacji pozostały jedynie 3 okrążenia. Na przedostatnim, 57. kółku, dyrektor wyścigu zmienił jednak zdanie, ale uznał, że oddublować się mogą jedynie zawodnicy będący między Lewisem a Maxem. Pozostali mieli zostać bez zmian. W dodatku samochód bezpieczeństwa miał zjechać na końcu tego okrążenia. W absolutną furię po tej decyzji wpadł szef Mercedesa Toto Wolff, krzycząc wręcz do Masiego, że to jest niesprawiedliwe i nie może tak robić. Regulamin w tej sytuacji mówi, że w momencie kiedy kierowcy zostali puszczeni do oddublowania się, restart wyścigu nastąpić może dopiero na kolejnym okrążeniu. W tym przypadku mielibyśmy koniec Grand Prix za SC, nie byłoby wznowienia. Decyzja dyrektora wyścigu pozostała jednak niezmienna. Mieliśmy więc restart na dosłownie ostatnim kółku.

Ostatnie okrążenie decyduje o tytule

Finałowe 5,5 kilometra tego sezonu zapowiadało się niesamowicie. Hamilton kontra Verstappen w bezpośredniej walce o mistrzostwo. Max postanowił zaatakować przy pierwszej możliwej okazji, do zakrętu 5. Holender bez większych problemów opóźnił hamowanie i wyprzedził Brytyjczyka. Ten próbował jeszcze kontrować swojego rywala do zakrętu 9., ale kierowca Red Bulla nie dał się ograć. W międzyczasie Wolff ponownie krzyczał na dyrektora wyścigu. Nic się już nie zmieniło do końca, a to oznaczało, że pierwszy na metę wpadł Max Verstappen, zostając NOWYM MISTRZEM ŚWIATA FORMUŁY 1! W garażu Mercedesa panowała grobowa cisza, Toto Wolff wściekły kazał Masiemu przywrócić wyniki z przedostatniego okrążenia. W Red Bullu panowało jedno wielkie szaleństwo, wszyscy wpadali sobie w ramiona, a Max płakał ze szczęścia przez radio. Padły słynne już słowa szefa Red Bulla Christiana Hornera: „Max Verstappen you are the world champion, the world champion”! (Max Verstappen jesteś mistrzem świata, mistrzem świata!). Holenderscy kibice okupujący trybunę na prostej startowej rozpoczęli jedną wielką imprezę na cześć ich ukochanego kierowcy. Hamilton przez swoje radio nie odezwał się ani słowem, jedynie jego inżynier powiedział: „I’m absolutely speechless Lewis, absolutely speechless” (Brak mi słów Lewis, brak słów). Hamilton nie mogąc pogodzić się z porażką w taki sposób, długo nie wychodził ze swojego bolidu. Mimo wszystko Lewis i Max podali sobie ręce i wymienili kilka ciepłych słów tuż przed wywiadami. Mercedes zdobył również tytuł mistrzów świata konstruktorów po raz ósmy z rzędu, ale byli oni tak zszokowani tym, co się wydarzyło na ostatnim okrążeniu, że nikt nawet się tego z mistrzostwa specjalnie nie cieszył.

Mercedes nie składa broni

Zespół srebrnych strzał nie zamierzał się poddać w tej kwestii. Nie pojawili się oni w strefie dla mediów i nie udzielali żadnych wywiadów. Jeszcze tego samego wieczoru złożyli oni dwie skargi do sędziów. Jedna z nich mówiła o tym, że Verstappen tuż przed samym restartem wyścigu na krótką chwilę znalazł się przed Hamiltonem, a wciąż obowiązywał zakaz wyprzedzania. Tę skargę sędziowie bez większego zaskoczenia błyskawicznie odrzucili. Przy drugiej z nich było nieco ciekawiej. Mercedes przytaczał zapisy regulaminu, o których wcześniej wspominałem odnośnie oddublowania się za samochodem bezpieczeństwa. Nie mogli oni zrozumieć decyzji dyrektora wyścigu, licząc na to, że wyścig skończy się za SC i że to Hamilton będzie mistrzem świata. Sędziowie odrzucili ten protest, w dodatku uzasadniając to w dość dziwny sposób. Wspomnieli o tym, że w zasadzie to dyrektor wyścigu jest osobą odpowiedzialną za wypuszczanie samochodu bezpieczeństwa, kontrolę i przebieg tego co się dzieje. Krótko mówiąc, sędziowie bronią się, zrzucając winę na Michaela Masiego. Błędne koło kręci się dalej. Mercedes uznał, że wciąż czuje się poszkodowany i zapowiadał apelację do światowej federacji motorsportu (FIA). Jednak po rozmowach z federacją, podpisali oni wewnętrzne porozumienie, które zobowiązuje FIA do „wyciągnięcia wniosków” z tego wydarzenia. Co to oznacza? Możemy się jedynie domyślać, a najprawdopodobniej skończy się to dymisją Michaela Masiego. Federacja powołała również specjalną komisję do analizy sytuacji z końcówki GP Abu Zabi i wprowadzenia ewentualnych zmian w regulaminie. Internet podzielił się (zresztą nie pierwszy raz w tym sezonie) na dwa obozy — fanów Maxa piszących o płaczu Mercedesa z powodu porażki oraz fanów Lewisa mówiących o tym, że okradziono go z tytułu. Wydarzenia te dotarły nawet do ludzi nieoglądających na co dzień F1, a brytyjskie media jednym głosem śpiewały o skandalu 100-lecia

Moje refleksje na ten temat

Nie da się ukryć, że dyrektor wyścigu Michael Masi wybiórczo zinterpretował regulamin, przez co wpłynął na wyniki wyścigu i w konsekwencji zdobycie tytułu przez Verstappena. Masi wielokrotnie w tym sezonie podejmował niezrozumiałe decyzje, a to jest w zasadzie zwieńczenie fatalnego roku w jego wykonaniu. Nie dziwię się również Mercedesowi, jednak dalsze odwołania nie miałyby sensu. Nie doszłoby już do zmiany mistrza świata, a federacja jedynie mogłaby przeprosić Mercedesa i przyznać im rację, że dyrektor wyścigu postąpił na swój, nie do końca zgodny z przepisami, sposób. Sam, podobnie jak Mercedes oczekuję jego dymisji. Niewątpliwie Max zasłużył na tytuł bardziej niż Lewis. Wszelkie statystyki wygranych, Pole Position, okrążeń na prowadzeniu itp. są na korzyść Holendra. Był to jeden z najlepszych sezonów w historii, niezależnie od wydarzeń podczas ostatniego Grand Prix. O tym całym zamieszaniu było głośno, jest głośno i jeszcze długo będzie. Wspominam ten rok naprawdę dobrze, abstrahując od tego, w jaki sposób on się zakończył. Zapraszam jeszcze za kilka dni na podsumowanie całego sezonu, w którym nieco szerzej spojrzę na ostatnie 10 miesięcy ścigania w Formule 1. 

twitter.com/F1

twitter.com/F1

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zdjęcia z tekstu zostały usunięte z przyczyn niezależnych od autora publikacji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

17 − dziewięć =