Gry planszowe a kolekcjonerstwo – Bez prądu #7

 

fot. Krzysztof Metelski

W życiu każdego entuzjasty gier planszowych pojawia się chwila, w której można powiedzieć, że każde kolejne pudełko „idzie do kolekcji” – ale czy aby na pewno powinno się używać słowa „kolekcja”? Sprawa jest bardziej złożona, niż się wydaje. 

 

 

 

 

Zgodnie z definicją słownika języka polskiego Witolda Doroszewskiego kolekcjonerstwo to „zamiłowanie do kolekcjonowania czego; zbieractwo”, kolekcjonować to „zbierać do kolekcji, tworzyć kolekcję”, zaś kolekcją jest „zbiór przedmiotów jednego rodzaju, zwykle mających wartość naukową, artystyczną, historyczną, zabytkową”. Tą odrobiną teorii możemy rozpocząć rozważania nad tym co w świecie gier planszowych jest, a co nie jest kolekcjonerstwem.

Jeżeli na naszych półkach zaczną pojawiać się podobne do siebie pudełka, to najczęściej są to dodatki do posiadanych tytułów. Takim pierwszym dodatkowym pudełkiem w moim przypadku był dodatek do Munchkina. Z czasem dochodziły do tego dodatki do 7 Cudów Świata, do Horroru w Arkham, Szeryfa z Nottingham, etc. Słowem, tych pudełek zrobiło całe mnóstwo – wszak czy to kolekcja? Niby jest to zbiór przedmiotów jednego rodzaju, niekoniecznie mający wartość naukową, historyczną, zabytkową, może artystyczną, jeżeli pudełko jest ładne (ale nie musi spełniać tych kryteriów). Problemem tu jest to, że dodatki, czy rozszerzenia nie są czymś odrębnym względem podstawowej wersji gry. Cały czas jest to ten sam Munkchin, te same 7 Cudów świata, czy ten sam Horror w Arkham, ale rozbudowany o nowe elementy.

Przedstawiciele bliźniaczych uniwersów Games Workshop, fot. Krzysztof Metelski

Inną kwestią jest zbieranie różnych gier ze względu na uniwersa, w których się są osadzone. Myślę, że dwoma najbardziej powszechnymi przykładami mogą być gry od wydawnictwa Games Workshop, które operują na trzech bliźniaczych światach: Warhammerze, Warhammerze 40,000 i Blood Bowl. Myślę, że wśród społeczności planszówkowo-fabularno-modelarskiej można śmiało powiedzieć o tworzeniu całych kolekcji na podstawie tych uniwersów nawet nie ze względu na to, czy dana gra jest dobra, czy nie – ale właśnie ze względu na sentyment i sympatię wobec tych światów. Kolejnym równie jaskrawym przykładem może być uniwersum wykreowane przez H.P. Lovecrafta. Na rynku gier planszowych i fabularnych (a nawet bitewnych – Dust 1947) jest dużo tytułów całkowicie osadzonego w świecie mitów tego amerykańskiego pisarza, czy też tylko do niego nawiązujących. Tu po raz kolejny: niektóre tytuły są rewelacyjne, niektóre są po prostu kiepskie – jednakże wszystkie siedzą dumnie na półkach jako element faktycznej kolekcji.

Może narodzić się pytanie: czy wspólne uniwersum to jedyny warunek przy tworzeniu kolekcji? 

Skądże! Nie, jednakże to najjaskrawsze i (moim zdaniem) najbardziej poważne kryterium przy tworzeniu kolekcji. Drugim, równie ważnym, może być dostępność i kultowość danego tytułu. Mogą to być gry, których w Polsce jeszcze nie ma, albo które w naszym kraju były, zostały przyjęte ciepło, ale nie są już drukowane, np. z powodu utraty licencji. Często tak jest w przypadku gier wspomnianego wcześniej Games Workshop; wiele z ich gier jest pożądanych po dziś dzień, mimo że nie są dostępne z pierwszej ręki, np. Zakazane Gwiazdy, Chaos w Starym Świecie, Warhammer: Inwazja, czy Space Hulk. Ich ceny wzrosły co najmniej kilkukrotnie. W mniejszym stopniu tyczy się to również gier ze świata Lovecrafta: trudno dostać drugą (najbardziej kultową) edycję Horroru w Arkham, a Posiadłość Szaleństwa pojawia się i znika z półek sklepowych. Spoza tych uniwersów status białego kruka posiada np. DominionMartwa Zima, czy Szeryf z Nottingham (który moim zdaniem jest najciekawszym przypadkiem – jest to nieduża gra imprezowa, pierwotnie kosztująca około osiemdziesięciu złotych, obecnie jej ceny urosły do pułapu kilkuset złotych!).

Można zauważyć, że oba ww. kryteria są do pewnego stopnia ze sobą sprzężone, choć mogą istnieć obok siebie niezależnie. Z pewnością nie są też jedynymi, które stanowią o tym, czy pudełka na półce tworzą kolekcję, czy nie. Warunki te jednak jasno świadczą o tym, że gry planszowe śmiało można powiązać z kolekcjonerstwem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

jeden × pięć =