Cyberpunk 2077 z problemami. A miało być tak pięknie…

fot. wiki commons

Termin premiery przekładany trzykrotnie. Ostatni raz z 19 listopada. Wyczekiwany od ośmiu lat tytuł od CD Project Red nareszcie wypłynął na powierzchnię w postaci Keanu Reevesa. Gamingowy świat oszalał na punkcie Cyberpunka. Gracze porwali się na zakupy przed świętami, a polski wydawca siedział i liczył płynące na jego konto pieniądze. Do czasu…

Wizerunkowe słupki leciały do góry chyba jeszcze szybciej. Bijący rekordy popularności „Wiedźmin 3: Dziki Gon”, w 2015 roku utorował polskiej firmie wejście na światowe salony. Potwierdził tendencję zwyżkową CD Project w świecie gier. Cyberpunk 2077 miał jeszcze bardziej przykleić Polaków do krzesła światowej czołówki. Mamy już kilkanaście dni po premierze. Czy to się udało?

Gra to pieniądz

Na początku jak najbardziej! Fani komputerowej rozrywki rzucili się na Cyberpunka. CD Project poinformował niecały dzień po premierze, że koszty się zwróciły. To mówi samo za siebie. Dodajmy, że według wyliczeń domu maklerskiego BOŚ budżet (między innymi przez ciągłe przekładanie premiery) urósł aż do 1,2 miliarda złotych!

Już w przedsprzedaży rozeszło się 8 milionów egzemplarzy. W nocy, w dniu premiery, Cyberpunkiem bawiło się aż milion osób! To rekord, jeśli chodzi o gry dla pojedynczego gracza. Dodajmy, że większość z nich wykupiła dostęp przez platformy dystrybucji cyfrowej. Najwięcej przez najpopularniejszy Steam. W CD Project tylko zacierali ręce, bo spółki sprzedające licencje na gry mają tam zapewnione największe marże.

Pieniądze z całego świata spływały i spływać miały nieprzerwanie. Ogromne przychody miały w grudniu tylko rosnąć. A to dlatego, że jeszcze nie minął nawet miesiąc od premiery. Dlatego, że zbliżają się święta, a sprezentowanie świeżej gry jest dobrym pomysłem. Rozgrzana do czerwoności akcja promocyjna Cyberpunka była nieprzypadkowo zaplanowana do końca grudnia. Nie wiesz co kupić pod choinkę? Keanu Reeves patrzący na ciebie z plakatów i bilbordów pomoże z podjęciem decyzji.

Jestem Silverhand… Johnny Silverhand

Aktor znany z takich filmów jak „Matrix”, czy „John Wick” zafundował oczekującym na grę nie lada niespodziankę. 9 czerwca 2019 roku podczas największej wystawy przemysłu gier komputerowych E3 pojawił się zwiastun Cyberpunka. Na samym końcu trailera pojawiła się sylwetka Kanadyjczyka. Od tamtego momentu nasilały się spekulacje, co Reeves będzie robił w zapowiadanej produkcji.

Gwiazda Hollywood wcieliła się w rolę Johnnego Silverhanda. Jest to jedna z głównych postaci w grze. Reeves odtworzył postać nie tylko poprzez animacje, ale i podkładając głos (w polskiej wersji językowej usłyszymy Michała Żebrowskiego).

Najwięcej jednak słychać głosów, że aktor był głównie czystą zagrywką marketingową. To właśnie pojawienie się Reevesa rozbudziło wyobraźnię graczy oczekujących na grę od 2012 roku. Zatrudnienie tak znanego aktora tylko pokazuje rozmach, z jakim producenci zabrali się do promocji.

Witamy w Night City!

No dobrze. Wiemy, że gra zarabiała na siebie w rekordowo szybkim tempie, a Keanu Reeves wychodził nam co dwie godziny z lodówki. Tylko czym tak naprawdę jest „Cyberpunk 2077”?

W telegraficznym skrócie. To fabularna gra akcji. Konkretniej first person shooter połączony z RPG (właściwie cRPG — computer role playing game), czyli po prostu „strzelanka” bogato otoczona otwartym światem. Akcja gry toczy się w 2077 roku w amerykańskim Night City. W świecie, którym rządzą potężne korporacje wyzyskujące szarych Kowalskich. Do tego uniwersum Cyberpunka zalewa fala przestępczości. Ogromne drapacze chmur mieszają się z betonowymi molochami i zatłoczonymi ulicami, tworząc krajobraz Night City.

Futurystyczna wizja 2077 roku charakteryzuje się możliwą modyfikacją ciała. Przez „wszczepy” ludzie mogą zmieniać swój wygląd i cechy motoryczne. Mogą wyżej skakać, lepiej widzieć, zmieniać kolor włosów i tak dalej. To coś w stylu ulepszonych operacji plastycznych. Wystarczy zapłacić. W mieście doświadczamy też obecności sztucznej inteligencji. Chcesz pogadać z taksówką albo automatem do napojów? Proszę bardzo.

Zastanawiasz się, czym raczyli się Polacy, tworząc taką wizję świata za pół wieku? Oni akurat niczym. Cyberpunk wzoruje się na grze RPG o tym samym tytule. A raczej na jej podręczniku, który napisał w 1988 roku Mike Pondsmith. Nie jest to co prawda skala 1:1, ale ta popularna, fabularna gra science fiction użyczyła swojemu komputerowemu odpowiednikowi całkiem sporo. Szczególnie że sam Pondsmith był od samego początku konsultantem twórców. Ponadto świat gry nawiązuje do takich filmów jak „Łowca androidów”, czy „Deus Ex”.

Rozpoczynając naszą przygodę, musimy stworzyć na swoją modłę głównego bohatera. Cokolwiek byśmy jednak nie zrobili, to protagonista nazywa się V. To właśnie w jego, albo jej (możliwy wybór płci) ciele przemierzamy ulice miasta i odkrywamy jego wszystkie zakamarki.

Mieszane oceny i… samochody spadające z nieba?

Gra rozeszła się jak ciepłe bułki, więc potencjalnych recenzentów nie brakuje. Oceny są mocno podzielone. Znawcy z „Game Informer” dali tytułowi 9/10, z GameSpot 7/10, a z GamesRadar 5/5. Z drugiej strony beznadziejne wręcz noty uzyskują wersje gry na konsolę starej generacji, gdzie mnożą się błędy w oprogramowaniu. Przenikanie przez ściany, wypadanie poza mapę rozgrywki, czy spadające z nieba samochody są na porządku dziennym. Doszło do tego, że gra została wycofana z Playstation Store, a kupcy wersji cyfrowej mogą domagać się zwrotu nie tylko od Sony, ale też od Microsoftu (Xbox). CD Project obiecało też, że posiadaczom wersji pudełkowej firma odda z własnej kieszeni.

Firma jednak pracuje i wypuszcza coraz to nowe aktualizacje mające poprawić działanie gry. Pomijając błędy techniczne, Cyberpunk dostaje dobre oceny wynikające z oryginalności świata i emocjonującej fabuły. Gra podbiła serca fanów gatunku, ale ludzie, którym tak zwane „bugi” niszczą zabawę (głównie na konsolach), nie pozostawiają suchej nitki na tytule.

To chyba pierwszy polski produkt, na który z wypiekami na twarzy czekali ludzie ze wszystkich kontynentów. Promocja odniosła ogromny sukces, ale genialny początek zastąpiła niepewność. To dobra gra, ale niektóre jej wersje są po prostu zepsute. To, że dziecko CD Project analizują nawet badacze uniwersyteccy, nie pozostawia wątpliwość, że grudniowe narodziny Cyberpunka były (i sumie nadal są) jednym z najważniejszych wydarzeń kulturalnego 2020 roku. Jednak firma przez niedociągnięcia straciła w oczach wielu graczy. A w kontekście finansowym jest to niepowetowana strata. Czy spadek akcji firmy na giełdzie jest początkiem ogromnych problemów? Zobaczymy dopiero za jakiś czas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *