Brązowi chłopcy Doležala

fot. www.skijumper.pl

W ostatni weekend najlepsi skoczkowie narciarscy rywalizowali na Mistrzostwach Świata w Lotach w Planicy. Trener Michal Doležal zabrał do Słowenii sześciu Polaków. Do kraju biało-czerwoni wrócili z brązowym medalem wywalczonym w konkursie drużynowym.

Zeszłotygodniowy czempionat pierwotnie miał odbyć się w marcu, jednak z powodu epidemii koronawirusa Międzynarodowa Federacja Narciarska musiała przedwcześnie zakończyć sezon 2019/20 i tym samym przełożyć turniej na grudzień 2020 roku. Dwudziesta szósta edycja mistrzostw świata w lotach zapowiadała się bardzo ciekawie, z uwagi na dość wysoką formę prezentowaną przez wielu zawodników. Do grona faworytów należeli też reprezentanci Polski, którzy do Słowenii pojechali w najsilniejszym składzie z Kamilem Stochem i Dawidem Kubackim na czele. Ponadto na Letalnicy okazję zaprezentować się mieli Piotr Żyła, Andrzej Stękała, Klemens Murańka oraz Aleksander Zniszczoł. Ostatecznie Murańka i Zniszczoł skakali tylko w czwartkowych treningach, bowiem do kwalifikacji przystąpić mogło już tylko po czterech przedstawicieli każdej nacji. A Stoch, Kubacki, Żyła i Stękała od czwartku latali fenomenalnie, co przekuło się na niedzielny medal w drużynie.

fot.Christian Bier, CC BY-SA 4.0 <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0>, via Wikimedia Commons

Niemiecko-norweska dominacja

Piątek i sobota stały pod znakiem solowej rywalizacji o medale. Wydawało się, że Polacy mogą odegrać kluczowe role w słoweńskim spektaklu – zwłaszcza, że w treningach latali wybornie. Ponadto Kamil Stoch przystępował do konkursu jako wicemistrz świata w lotach z 2018 roku z Oberstdorfu. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że kibice mogą spodziewać się dalekich lotów. I chyba nikt nie mógł czuć się zawiedziony, bo zawody indywidualne stały na naprawdę dość wysokim poziomie. Ostatecznie złoto padło łupem Karla Geigera, który po czterech seriach minimalnie wyprzedził fenomenalnego od początku sezonu Halvora Egnera Graneruda. Brązowy medal powędrował do Markusa Eisenbichlera.

A Polacy? Trzech ukończyło zawody w czołowej dziesiątce – co jest na pewno dobrym wynikiem. Oczywiście po udanych treningach kibice mieli prawo liczyć na medal któregoś z naszych i czuć lekkie rozczarowanie. Jednak trzeba przyznać, że Geiger, Granerud i Eisenbichler byli indywidualnie bardzo mocni i zasłużyli na medale. Siódmy Piotr Żyła oraz dziesiąty Andrzej Stękała osiągnęli swoje życiowe wyniki na Mistrzostwach Świata w lotach, a ósmy Kamil Stoch w Planicy także latał daleko. Nieco słabiej w piątek i sobotę prezentował się Dawid Kubacki, który ukończył rywalizację ostatecznie na piętnastym miejscu. Nowotarżanin zmagał się jednak w dniu zawodów z bólem pleców i biorąc pod uwagę tą okoliczność, trzeba przyznać, że poradził sobie nieźle.

Ale za to niedziela była dla nas!

Mimo braku medalu indywidualnie, wiadome było, że Polacy mogą być silniejsi w drużynie. Wraz z Niemcami i Norwegami byli zaliczani przez kibiców i bukmacherów do głównych faworytów w walce o medale. Ponadto Biało-czerwoni do rywalizacji zespołowej przystąpili jako brązowi medaliści sprzed dwóch lat. I o ile w sobotę kibice mogli czuć się nieco poirytowani z braku medalu, to w niedzielę Polacy zasłużyli na wielkie brawa. Biało-czerwoni wywalczyli brąz i był to pierwszy medal imprezy mistrzowskiej w drużynie zdobyty za kadencji trenera Michala Dolezala.

Niedzielną drużynówkę bardzo mocno na pierwszej zmianie otworzył Piotr Żyła, który wylądował na 226 metrze. W drugiej grupie dwa metry dłuższy skok oddał Andrzej Stękała, co pozwoliło biało-czerwonym przez moment prowadzić w konkursie. Słabsze próby Kamila Stocha oraz Dawida Kubackiego zepchnęły Polaków po pierwszej serii na trzecią lokatę, ale i tak podopieczni trenera Michala Dolezala znajdowali się w korzystnym położeniu w kontekście walki w drugiej serii o medal.

W rundzie finałowej ponownie świetnie zaprezentowali się Żyła do spółki ze Stękałą, którzy odlecieli odpowiednio 234 oraz 229 metrów. Kamil Stoch w drugiej niedzielnej próbie wylądował na 224 metrze i przed ostatnim skokiem Polacy byli już niemal pewni medalu. Brąz dla biało-czerwonych finałowym skokiem przypieczętował Dawid Kubacki, który wylądował na 209 metrze. Ostatecznie podopieczni trenera Dolezala przegrali z Norwegami oraz Niemcami. Był to drugi medal drużynowy Polaków w historii startów na Mistrzostwach Świata w lotach, ale też pierwszy medal na jakiejkolwiek imprezie mistrzowskiej w zespole pod wodzą czeskiego szkoleniowca.

Generalnie słoweński czempionat skoczkowie znad Wisły mogą zaliczyć do udanych, w końcu udało się zdobyć medal. Wydaje się, że największym wygranym w kadrze Dolezala był Andrzej Stękała, który osiągnął życiowy wynik. Dziesiąte miejsce wywalczone indywidualnie i medal w drużynie, a wszystko to po wielu latach problemów i odsunięciu go od kadry w 2017 roku. Niewątpliwie 25-latek zapamięta bardzo dobrze słoweński czempionat.

Kolejne zmagania naszych skoczków w Pucharze Świata odbędą się w Engelbergu, a 29 grudnia ruszy kolejna prestiżowa impreza – Turniej Czterech Skoczni!

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

jeden × cztery =