Na szczycie determinacji

fot. Wojciech Ostrowski

fot. Wojciech Ostrowski

Próbował swoich sił na najwyższych górskich szczytach świata. Zdobył Kilimandżaro i Górę Kościuszki. Niewidomy absolwent Uniwersytetu Gdańskiego – Paweł Urbański, uczestnik projektu „Ja to widzę inaczej” – udowadnia, że na przekór niepełnosprawności, można żyć pełnią życia i realizować swoje marzenia.

31 stycznia 2007 roku. Tego dnia o godzinie 6.05 Paweł wyrusza z Sopotu wraz z grupą dziesięciu znajomych na pierwszą górską wyprawę. Tym samym rozpoczyna życiową przygodę ze wspinaczką wysokogórską. Pomysł na zdobycie Aconcagui – najwyższego szczytu And (6962 m n.p.m.) – narodził się wśród uczestników sekcji dżudo, działającej na Uniwersytecie Gdańskim. Przez półtora roku Paweł Urbański, student ekonomii, trenował tam pod okiem trenera, Czesława “Kuby” Jakubczyka, wykładowcy UG i podróżnika. To on za sprawą swoich opowieści z podróży rozbudził w Pawle ciekawość świata.

Paweł stracił wzrok w wieku 13 lat. Umiejętności niezbędne do realizacji swojej pasji zdobył w szkole norweskiej – United World College. Tam zainteresował się wspinaczką wysokogórską i narciarstwem. W 2000 roku wygrał najstarsze na świecie zawody narciarskie dla niepełnosprawnych – Ridderrennet.

Niestety, Aconcagui nie udało się zdobyć. Urbański, mimo dobrego przygotowania do wyprawy, skręcił kolano. Helikopter ściągnął go z wysokości 4300 m. Reszta uczestników poszła dalej. – Nie byłem zawiedziony, że się nie udało. To był wypadek, takie rzeczy się zdarzają. Niedosyt jednak pozostał – podsumowuje Paweł.

fot. Katarzyna Jakubczyk

fot. Katarzyna Jakubczyk

Pierwsza wyprawa zakończona porażką nie zniechęciła Pawła do snucia dalszych planów. Rok później przygotowywał się do zdobycia najwyższego szczytu Afryki – Kilimandżaro (5895 m n.p.m.). Tym razem obyło się bez problemów. Nie licząc drobnych komplikacji z paszportem, który szczęśliwie udało się odebrać na kilka godzin przed wyjazdem. Wyprawa zakończyła się sukcesem. Stawiając pierwsze kroki na szczycie Kilimandżaro, Paweł nie wiedział, że po pięciu dniach wędrówki udało się osiągnąć cel. – Nie wiedziałem, że jesteśmy już na szczycie. Szedłem za Kubą Jakubczykiem i myślałem, że robimy krótki postój na odpoczynek, przerwę, by coś zjeść. Kuba odwrócił się i powiedział: “No dobra młody, już jesteś na szczycie.” – Co się czuje w takiej chwili? – Ogromną satysfakcję i jeszcze większe emocje. Dla mnie osiągnięcie celu było podwójnie ważne. Pierwszy zdobyty szczyt i od razu na takiej wysokości. Wtedy utwierdziłem się w przekonaniu, że wspinaczka wysokogórska to coś, co mogę w życiu robić – mówi Paweł.

To z satysfakcji pierwszego sukcesu narodził się pomysł na sformalizowanie projektu. Paweł postanowił podjąć próbę zdobycia Korony Ziemi – dziewięciu najwyższych szczytów poszczególnych kontynentów. Wcześniej udało się tego dokonać niewidomemu Amerykaninowi, który do realizacji swojego marzenia potrzebował 7 lat i… 7,5 mln dolarów.

Wyprawy wysokogórskie to bardzo duże wyzwanie pod względem fizycznym dla każdego alpinisty. To jeszcze większe wyzwanie dla niewidomego Pawła, który jest narażony na większe obciążenia. Każdy krok musi być przez niego odpowiednio wyważony, poprzedzony sprawdzeniem, czy podłoże jest stabilne.

fot. Wojciech Ostrowski

fot. Wojciech Ostrowski

Kolejne wyprawy to dwa nieudane podejścia do góry Elbrus – najwyższego szczytu Kaukazu. Pomiędzy próbami pokonania rosyjskiego wzniesienia o wysokości 4741 metrów, Paweł osiągnął sukces zdobywając Górę Kościuszki. Obie próby wejścia na Elbrus uniemożliwiły złe warunki atmosferyczne, charakterystyczne w wysokich partiach tej góry. Inspiracji i siły do podjęcia drugiej próby, Paweł zaczerpnął 30 stycznia 2009 roku, gdy jako pierwszy niewidomy Polak stanął na szczycie Góry Kościuszki.

Paweł nie uważa, że to, co robi, jest czymś oryginalnym i niezwykłym. – Nie podchodzę do tego fanatycznie. Nie mam zamiaru stawać na szczycie i krzyczeć, że pokonałem swoje słabości. Koronę Ziemi traktuje raczej jako odpoczynek, sposób na spędzanie urlopu – stwierdza z uśmiechem. – Zresztą u nas w Polsce mamy dziwną specyfikę oceniania osiągnięć innych ludzi. Patrzymy dziwnie na tych, którzy osiągają sukces. Aleksander Dobra, który jako pierwszy człowiek na świecie przepłynął kajakiem z Dakaru do Brazylii jest w Ameryce Południowej bohaterem. U nas prawie w ogóle się o nim nie słyszy – dodaje.

Dwa lata temu wziął udział w zimowej wyprawie na Spitsbergen. Pod względem technicznym było to dla niewidomego Pawła łatwiejsze wyzwanie niż wspinaczka wysokogórska. Wykorzystując umiejętności narciarskie, mógł swobodnie przemieszczać się przez pięćdziesięciokilometrowe doliny pokryte śniegiem.

Obecnie Paweł bardzo angażuje się w życie zawodowe. Jako niezależny konsultant ciężko pracuje w własnej firmie informatycznej. Młody przedsiębiorca zamierza zmienić sposób organizacji swoich wypraw. Chce uniezależnić się od sponsorów i sam finansować swoje wyjazdy.

fot. Wojciech Ostrowski

fot. Wojciech Ostrowski

W ubiegłym roku podjął próbę zdobycia najwyższego szczytu Alp – Mont Blanc. Do osiągnięcia celu zabrakło 400 m. Skąd Paweł czerpie tyle inspiracji do realizacji nowych projektów? – To, czego nauczyłem się podczas organizacji wszystkich wypraw, niesamowita przygoda i też świadomość, że nie odstawałem od zespołu w miejscach, które jednak wymagają dużej sprawności, daje mi duże poczucie satysfakcji. Wszystko sprawia, że mam ochotę na więcej. To przygoda sportowa, ale też doświadczenie bardzo aktywnego stylu życia i chwile spędzone ze wspaniałymi ludźmi – mówi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *