„Niewiarygodne”, ale zdarzyło się naprawdę – recenzja

Najbardziej dramatyczne scenariusze pisze życie, udowadnia to nowa produkcja prosto z Netflixa. „Niewiarygodne” pojawiło się ostatnio na platformie i zyskało całkiem niezłą opinię wśród krytyków. Serial przedstawia istotny problem społeczny i w dużej mierze skupia się na walce z systemem. Wydaje się, że to wystarczający powód, by obejrzeć ten serial, choć jest ich zdecydowanie więcej.

Produkcje typu „true crime” są ostatnio na fali. Dużo mówiło się o „The Act”, które otrzymało kilka nominacji do tegorocznych Emmy. O tym serialu pisaliśmy tutaj. Tym razem zainspirowano się historią gwałtu 18-latki z Seattle. Sprawa została nagłośniona przez dwóch amerykańskich dziennikarzy. Ich reportaż został nagrodzony Pulitzerem.

Fabuła jest poprowadzona z dwóch perspektyw. Z jednej strony mamy Marie (Kaitlyn Dever), która staje się ofiarą gwałtu. Dziewczyna przez całe życie musiała znosić przemoc i upokorzenia, a teraz znowu ma zmierzyć się z kolejną traumą. Jednak organy ścigania jej tego nie ułatwiają. Policjanci posłusznie trzymają się procedur i każą dziewczynie raz po raz opowiadać o tym, co jej się przytrafiło. Zmęczona nastolatka gubi się w zeznaniach, co powoduje, że funkcjonariusze przestają jej wierzyć. Wymuszają na ofierze, by ta przyznała, że nikt jej nie skrzywdził. Marie należy do osób, na które łatwo wywrzeć presję, dlatego wycofuje doniesienia o gwałcie. Po drugiej stronie stoją dwie policjantki – Karen (Merritt Wever) i Grace (Toni Collette). Mają różne temperamenty, ale łączą swoje siły, by złapać seryjnego gwałciciela, który grasuje w kilku miejscowościach. Wszystko wskazuje na to, że ta sama osoba napadła Marie, ale minie sporo czasu, zanim ta sprawa zostanie z nim powiązana.

fot. Netflix

Twórcy „Niewiarygodne” postawili na prostotę. W tym serialu nie ma żadnych fajerwerków i owijania w bawełnę. Już pierwsze sceny skupiają się na tym, co jest punktem wyjścia. Nie przedstawiono żadnego wstępu do życia głównej bohaterki. Niektórzy mogliby się przyczepić, uznając, że dobrze byłoby wiedzieć coś o tym, jaka Marie była przed tym tragicznym zdarzeniem i jak wcześniej wyglądało jej życie. Jednak w trakcie dowiadujemy się wielu istotnych szczegółów i uważam, że taki efekt jest o wiele ciekawszy, niż gdyby wszystko to zostało nam zaserwowane na tacy na samym początku.

Przy tego typu produkcjach niezwykle ważny jest aspekt psychologiczny. W pierwszym odcinku zastępcze matki Marie w trakcie rozmowy doszły do wniosku, że dziewczyna nie zachowuje się tak, jakby została zgwałcona. Tak to wyglądało z ich perspektywy, ale widz mógł uważnie obserwować stany emocjonalne postaci. Marie towarzyszyły przeróżne emocje, poczynając od odrętwienia, pozornej obojętności i próby wyparcia, że coś złego się stało, po ból, który dałoby się jedynie ukoić śmiercią (scena na moście). Wszystko było wypisane na jej twarzy. Brawa dla aktorki wcielającej się w tę postać, która miała trudną rolę do udźwignięcia. Musiała grać całą sobą, nie tylko nauczyć się wszystkich kwestii na pamięć, bo to wcale nie było takie istotne. Ważne byłoby odpowiednio przedstawić emocje poprzez mimikę czy ton głosu.  Jednak Marie nie była jedyną ofiarą. Inne kobiety też zostały zgwałcone, m.in. Amber (Danielle Macdonald). Początkowo zachowywała się dość dziwnie, zupełnie, jakby ze spokojem przyjęła to, co jej się przytrafiło. Dopiero po upływie czasu prawda zaczęła do niej docierać i ją przygniatać.

fot. Netflix

„Niewiarygodne” to kryminał. Wątek policyjny jest bardzo dobrze przedstawiony. Łączy się to w dużej mierze z aspektem psychologicznym. Mamy dobry zarys sprawy poprzez śledztwo dwóch policjantek i to jak po nitce do kłębka znajdują sprawcę. Warto zaznaczyć, że w centrum nie jest sprawca, tylko ofiara. To na niej skupia się w większości fabuła, na jej wspomnieniach i zeznaniach napędzana jest akcja. Oprawca jest gdzieś z boku, niewidzialny, bo przecież widz nie wie, kim on jest. To wcale nie jest ważne. Z tyłu głowy pojawia się myśl „przecież na końcu i tak się okaże, kto to zrobił”. Ważniejsze jest to, by został po prostu złapany i ukarany.

W trakcie ośmioodcinkowego seansu widzowi towarzyszy rozpacz i ból, które odczuwała Marie. Zwłaszcza wtedy, kiedy główna bohaterka czuje się osamotniona i bezradna. Policja wywarła na nią wpływ, sprawiła, że wycofała swoje zarzuty. Musiała żyć ze świadomością, że mężczyzna, który ją skrzywdził, nie odpowie za to i prawdopodobnie zaatakują inną kobietę. Wszyscy przestali jej wierzyć. Przyjaciele się od niej odwrócili. Policja postawiła zarzuty składania fałszywych zeznań. Media oczerniły. Ona tylko chciała wsparcia, ale wydaje się, że nawet najbliżsi nie są w stanie jej tego okazać. Z pewnością u większości pojawiła się myśl: „a co ja bym zrobiła/zrobił w takiej sytuacji?”.

fot. Netflix

To kobiety są mocną stroną tej opowieści. Mężczyźni są zepchnięci na bok. Płeć piękna wiedzie prym. Mamy dwie niezależne policjantki, które uparcie brną w sprawę, która wydaje się nie do rozwiązania. Marie też wykazuje się siłą. Choć przez większość oglądania postrzegamy ją jako osobę załamaną sytuacją, to jednak w momencie, kiedy mogła skończyć ze swoim życiem, postanowiła jednak jakoś to przetrwać. Choć to serial o kobietach, to nie jest zarezerwowany wyłącznie dla nich.

Co jest największą zaletą serialu i zarazem najbardziej razi? Realizm. Ile razy Marie musiała opowiadać o tym, co się wydarzyło? Taka praca policji, by wykonać swoje obowiązki dokładnie i dobrze, jednak z pewnością niejedną osobę uderzyło to, że dziewczyna w ciągu jednego odcinka musiała po kilka razy tym samym osobom streszczać szczegóły, których raczej nikt nie chciałby ujawniać. W dobitny sposób zostaje pokazany brak profesjonalizmu niektórych funkcjonariuszy. Jeden z policjantów zniecierpliwiony, bo przecież tyle spraw czeka na rozwiązanie, implikuje, że Marie wcale nie została zgwałcona. Później zaczyna sugerować jej, co może się stać, jeśli dalej będzie brnąć w zaparte. Czy naprawdę jej nie uwierzył, a może po prostu też miał dosyć słuchania o gwałcie? Nie można też zapomnieć o stygmatyzacji, która spotyka Marie. W mgnieniu zostaje jej przypięta łatka kłamczuchy. Podobne mechanizmy można odnaleźć w realnym życiu, choć wiadomo, że niektóre rzeczy zostały przedstawione w sposób bardziej dramatyczny.

Takich seriali potrzebujemy i oby więcej ich powstawało. Ważne, by podejmować tematy ważne społecznie, by przypominać, że istnieją i to, że na chwilę obecną nas nie dotyczą, wcale nie oznacza, że pewnego dnia nas nie dotkną. „Niewiarygodne” to świetna produkcja nie tylko przez wzgląd na tematykę. Ma wiele innych atutów, jak chociażby wysokiej klasy aktorstwo. Nie jest pozbawiona wad, choć trudno się rzeczywiście do czegoś przyczepić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *