Muzyczna przypominajka – The Velvet Underground

The Velvet UndergroundLata 60. XX w. są dla nas niczym wymysł wyobraźni, a nazwiska typu Bowie czy Cohen powoli pozostają tylko nazwiskami, które raz na jakiś czas ktoś wymówi. Dorobek muzyczny poprzednich dekad jest ogromny, ale postaramy się go wam przypomnieć. Zaczynając od The Velvet Underground – zespołu, który brzydkie dźwięki zamienił w dzieło sztuki – rozpoczynamy cykl Muzycznej przypominajki. 

Perwersyjna nazwa

Historia zespołu sięga początku 1965 roku kiedy to w Nowym Jorku John Cale (bas, wokal) wraz z Lou Reedem (gitara, wokal) i  Sterlingem Morrisonem (gitara) założyli The Warlocks. Chwilę później, pod wpływem erotycznej powieści, nazwa została zmieniona na The Velvet Underground, a w grudniu do składu dołączyła perkusistka Maureen Tucker. Grupa jeszcze w tym samym miesiącu zagrała swój pierwszy koncert w jednym z gimnazjów, gdzie, ze względu na ilość hałaśliwych dźwięków, wywołała ogromne przerażenie wśród nauczycieli i uczniów. Po tym nieudanym występie zamienili miejscówkę na bar muzyczny i do swojego repertuaru dodali więcej rockowych brzmień. Jednak ich współpraca trwała zaledwie trzy tygodnie. Pewnego wieczoru, kiedy Velvet zagrał  „The Black Angel’s Death Song” właściciel lokalu przyszedł i powiedział, że jeżeli jeszcze raz usłyszy tę piosenkę to wylecą. Zespół zrobił sabotaż i następny występ zaczął specjalnie od tego kawałka. Po latach Morrison wspominał, że dzięki temu zakończyli swoją karierę jako barowy zespół, grający dla turystów. Jednak zanim się zbuntowali, zostali zauważeni przez Andy’ego Warhola.

Bananowa okładka  
The Velvet Underground

W 1967 roku do składu dołączyła niemiecka modelka Nico. Był to pomysł  producenta Andy’ego Warhola, który stwierdził, że jeżeli zespół chce zrobić karierę potrzebuje pięknej dziewczyny. Mieli przyjąć ją na chwilę, ale ze względu na duże zainteresowanie i jej głęboki niski głos, pasujący do utworów, została trochę dłużej. Jeszcze na początku tego samego roku zespół wszedł do studia i mając zaledwie cztery dni na nagrania, wydał swoją pierwszą płytę zatytułowaną „The Velvet Underground & Nico”. Album ten jest do dzisiaj uważany za jeden z najbardziej unikatowych i eksperymentalnych wydań w modernistycznej muzyce. Choć album do dzisiaj wzbudza ogromne uznanie, to na początku spotkał się z ogromną krytyką ludzi, którzy byli bardziej zainteresowani słuchaniem Rollingstons’ów czy Beatelsów. Dodatkowo okładka, zaprojektowana przez Andy’ego Warhola, kojarzyła się z męskim przyrodzeniem, co wówczas było uważane za niemały skandal. Była to pierwsza i ostatnia płyta nagrana z Nico.

Nagranie otwiera ospały kawałek „Sunday Morning”. Był on początkowo napisany pod wokal Nico jednak, gdy doszło do nagrań Reed nie pozwolił jej śpiewać i sam przejął wszystkie partie. „Venus in Furs” jest jednym z tych wielkich dzieł muzycznych, który pokazał, że aby stworzyć dobry kawałek nie musisz zawsze grać na tych samych instrumentach czy używać tych samych patentów.  Maureen przez cały utwór gra tylko i wyłącznie na trójkącie, a w tle dogrywają wiolonczele, tworząc awangardowy klimat. „Heroine” została okrzyknięta sposobem na napisanie siedmiominutowego kawałka o narkotykach, nie będąc przy tym narkomanem. Składa się z wyraziście granych akordów na gitarze, które przyspieszają, aby po chwili zwolnić. „I’m waiting for the man” opowiada historię o przejażdżce metrem, a agresywny rytm perkusyjny idealnie oddaje tę podróż.

Wizja = Muzyka

Zamysłem następnych wydań było granie jak najgłośniej i jak najwięcej, ale tak, aby wszystko znajdowało się na swoim miejscu. Oprócz tego, jak sami mówili, ich wizją była muzyka, a nie udowadnianie swoich umiejętności, dlatego niektóre kawałki były bardzo proste. Drugi album  „White Light/White Heat” zawiera „Sister Ray” czyli piosenkę, która została  okrzyknięta „brudnym arcydziełem”. Miała ona ogromny wpływ na muzykę punkową lat 90. „Loaded” i „The Velvet Underground” to ostanie longplaye wydane przez grupę w starym składzie, ale nie mniej ważne od poprzednich dla historii rocka. W 1970 roku z zespołu odszedł wokalista Lou Reed, aby rozpocząć solową karierę. Został zastąpiony przez Walta Powersa, ale już rok później skład zmniejszył się o gitarzystę Sterlinga Morrisona, który po doktoracie z filozofii został profesorem na uniwersytecie. Grudzień 1971 uważa się za koniec The Velvet Underground.

Reaktywacja 

Zespół w latach 90. zaliczył próbę reaktywacji. W 1992 roku wyruszyli w europejską trasę koncertową w składzie Reed, Cale, Morrison i Tucker. Koncerty cieszyły się ogromnym zainteresowaniem, dlatego muzycy zastanawiali się, czy nie ruszyć na podbój Stanów Zjednoczonych. Niestety Lou Reed wraz z Johnem coraz bardziej się poróżniali i plany nie zostały zrealizowane. W 1995 roku zmarł Sterling Morrison, a rok później The Velvet Underground zagrał swój ostatni występ na Rock and Roll Hall of Fame.

Za co ich kochamy? 

The Velvet Underground to po prostu brzydkie dźwięki zamienione w piękną muzykę. Do dziś wielu dziennikarzy muzycznych zadaje sobie pytanie, czy przypadkiem to nie ten nowojorski zespół zasługuje na miano najbardziej wpływowej kapeli lat 60., a The Beatles już dawno powinni zdjąć korony z głów. Za co kochamy tę awangardową grupę?  Odpowiedź jest prosta, za innowacyjność i niewyobrażalnie ogromny wpływ na muzykę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *