Euforia na Łazienkowskiej

Ostatni mecz Legii Warszawa w Lidze Mistrzów.

Ostatni mecz Legii Warszawa w Lidze Mistrzów.

Legia Warszawa nie zawiodła oczekiwań polskich fanów futbolu i zakwalifikowała się do 1/16 finału Ligi Europy, co oznacza, że za dwa miesiące ponownie będziemy mogli cieszyć się grą Wojskowych w europejskich pucharach. Gospodarze dostarczyli kibicom wiele radości i pozytywnych emocji pokonując w środę 8 grudnia na Stadionie Miejskim Sporting CP 1:0.

Złe miłego początki

Legia swoją przygodę po historycznym awansie do elitarnych rozgrywek piłkarskich – Uefa Champions League – rozpoczęła fatalnie. Legioniści 14 września tego roku podejmowali u siebie Borussię Dortmund. Był to pierwszy mecz polskiego klubu w Lidze Mistrzów po 20 latach. I to było widoczne gołym okiem. Piłkarze byli kompletnie nieprzygotowani do rozegrania tego spotkania. Porażka to mało powiedziane. Był to istny pogrom, a piłkarze BvB dali gospodarzom solidną lekcję futbolu wygrywając 6:0. Zanosiło się na to, że warszawski klub nie będzie w stanie nawiązać jakiejkolwiek rywalizacji z innymi drużynami w grupie F. Aleksandar Prijović, 26-letni napastnik Wojskowych wspominając ten mecz mówi, że był on dla piłkarzy Legii jak cios w twarz. Po tym spotkaniu coraz częściej mówiło się o zwolnieniu z funkcji trenera mistrza Polski Albańczyka Besnik’a Hasi’ego. Legia Warszawa za jego kadencji prezentowała słaby poziom gry, piłkarze byli niezadowoleni z jego metod szkoleniowych i poziomu przygotowania, kibice zaś zawiedzeni wynikami. Na decyzję o jego zwolnieniu nie trzeba było długo czekać. Na stanowisku trenera Legionistów zastąpił go Jacek Magiera, który reprezentował barwy warszawskiego klubu w latach 1997-2006 i rozegrał dla niego 176 spotkań. Za jego kadencji Legia w drugiej kolejce Ligi Mistrzów uległa na wyjeździe Sportingowi 0:2, później Realowi Madryt 1:5. Wyniki nie mogły zadowalać. Mistrz Polski po 3 rozegranych spotkaniach nie zdobył żadnego punktu. Jednak Magiera tchnął nową duszę w tę drużynę, sprawił, że warszawski klub prezentował lepszy poziom gry, piłkarze na boisku byli bardziej pewni siebie i zdecydowani. Na efekty nie trzeba było długo czekać.

Przełom

W czwartej kolejce Legia Warszawa zszokowała cały piłkarski świat remisując u siebie 3:3 z klubowym mistrzem Europy – Realem Madryt. Nikt, nawet najbardziej zagorzały kibic, nie mógł przewidzieć takiego wyniku. Piłkarze Jacka Magiery od tego meczu wyglądali inaczej niż dotychczas: pewni siebie, zdecydowani, ambitni, nie bali się rywala, waleczni, chętni do walki o każdą piłkę. Wszyscy gracze gospodarzy strzelili piękne gole. Byli to Miroslav Radović, Thibault Moulin i przede wszystkim Vadis Odjidja-Ofoe, którego bramka została wybrana w oficjalnym głosowaniu trafieniem kolejki. Całkiem nieźle jak na outsider’a Champions League. Potem znowu porażka z Borussią na Signal Iduna Park. Był to jednak mecz niezwykły. Padła w nim największa liczba strzelonych bramek w jednym spotkaniu meczu Ligi Mistrzów. W sumie piłka znalazła się w siatce aż 12 razy. Nie sposób było odejść od telewizora w obawie, że przegapi się kolejne trafienie. BvB ostatecznie zwyciężyło 8:4, jednak miało do czynienia z zupełnie inną Legią niż z tą, której wbiło 6 bramek. Gole strzelili Michał Kucharczyk, Nemanja Nikolić i Aleksandar Prijović (dwa razy). Mistrzowi Polski został do rozegrania jeszcze tylko jeden mecz w tych elitarnych rozgrywkach. Kto by się spodziewał, że o taką stawkę? Zwycięstwo pozwoliłoby Legionistom na awans do 1/16 finału Ligi Europy.

Mecz o być albo nie być

Ostatni, pożegnalny mecz Legii Warszawa w piłkarskiej Lidze Mistrzów był spotkaniem o wszystko. Sytuacja w tabeli sprawiała, że mistrz Polski miał szansę na dalszą grę w europejskich pucharach. Do tego niezbędne było zajęcie trzeciego miejsca w grupie, a warunkiem koniecznym do osiągnięcia celu zwycięstwo u siebie 7 grudnia ze Sportingiem Lizbona. Gościom zaś do gry w Lidze Europy wystarczył remis. Liczyła się tylko wygrana, czekało nas więc emocjonujące starcie. Atmosfera na trybunach wybitna, kibice świetnie wywiązywali się z roli „dwunastego zawodnika”, ich doping był widoczny przez cały czas rywalizacji. Mówiąc o tym spotkaniu musiałem wspomnieć o niezwykłej roli, jaką odegrali fani warszawskiego klubu, którzy zachęcali swoich piłkarzy do zostawienia serca na boisku. Mecz obfitował w mnóstwo żółtych kartek (także jedną czerwoną). Sędzia Gianluca Rocchi nie szczędził karania zawodników za przewinienia. Samo spotkanie zaś możemy podzielić na dwie części: nudną, pierwszą połowę i nie pozwalająca na oderwanie oczu od ekranu drugą część spotkania.

90. minut kolejki górskiej

Dlaczego kolejki górskiej? Chodzi tu o zmienność przebiegu tego spotkania. Raz dominował Sporting, potem Legia. Następnie Sporting oddawał inicjatywę, a gra Legii „wznosiła się ku górze”. Wszystko się dynamicznie i w szybkim tempie zmieniało. Trudno było przewidzieć obrót spraw. Mecz rozpoczął się od kilku groźnych sytuacji pod bramką Arkadiusza Malarza, który, co warto podkreślić, po czwartej kolejce tych rozgrywek miał na swoim koncie najwięcej udanych interwencji. W ciągu pierwszych pięciu minut Legioniści w zasadzie nie powąchali futbolówki. Przyjezdni kontrolowali grę, oddali dwa strzały (w tym jeden tuż nad poprzeczką polskiego golkipera) oddał William Carvalho, 24-letni pomocnik gości. W siódmej minucie gospodarze mieli świetną kontrę, po której piłkę w siatce umieścił Prijović, jednak znalazł się na pozycji spalonej. To był główny problem napastnika Legii, który nie potrafił kontrolować właściwie swego ustawienia względem obrońców drużyny przeciwnej. Portugalczycy mogli czuć się nieco pokrzywdzeni, bowiem arbiter nie podyktował im jedenastki, po tym jak Adam Hloušek ewidentnie zagrywał ręką w polu karnym mistrzów Polski podczas strzału na bramkę Carvalho. Obie strony usilnie próbował strzelić gola. Udało się to Legii w trzydziestej minucie rywalizacji. Prijović wycofał piłkę na piąty metr, ta trafiła pod nogi Guilherme, pomocnika Legii, który z najbliższej odległości pokonał portugalskiego bramkarza. Niedługo potem groźny strzał z woleja oddał jeszcze Odjidja-Ofoe. W drugiej połowie mogliśmy zobaczyć szybsze tempo spotkania i przewagę Sporting’u. W pięćdziesiątej piątej minucie bliski strzelenia gola Wojskowym był Silva po niezbyt zgrabnym zablokowaniu strzału Martins’a przez Michała Pazdana. Kilka minut po tej sytuacji urazu doznał strzelec jedynej bramki – Guilherme, a na murawę wszedł Michał Kucharczyk. Legia próbowała odpowiedzieć na ataki gości. W sześćdziesiątej piątej minucie potężny strzał z woleja oddał Moulin, ale minimalnie chybił. Końcowe minuty spotkania należały do Sportingu (bliscy strzelenia gola byli Martins, Dost i Andre). Legia jednak wytrzymała napór przyjezdnych. Mecz zbliżał się ku końcowi, piłkarze gości wyraźnie coraz mniej wierzyli w to, że mogą jeszcze wyrównać. Dawało o sobie znać także zmęczenie. Pod koniec meczu w konsekwencji drugiej żółtej kartki boisko musiał opuścić Carvalho, więc Sporting mecz kończył w dziesiątkę. Końcówkę spotkania kontrolowała Legia i utrzymała wynik dający jej awans do Ligi Europy.

Okiem trenerów

Jacek Magiera był zachwycony po zakończeniu spotkania i nie szczędził pochwał prowadzonej drużynie:  – Gratuluję drużynie, jesteśmy bardzo szczęśliwi. To sukces całej polskiej piłki, naszej Ekstraklasy. Wychodzimy z tak trudnej grupy. Gramy dalej w Europie. Chcę pochwalić drużynę za determinację i konsekwencję. Zagrali tak, jak sobie założyliśmy. Wszyscy zagrali na sto procent. Jorge Jesus z kolei był wyraźnie poirytowany i rozgoryczony porażką. Potrafił jednak docenić dobrą, inteligentną grę polskiego klubu w tej rywalizacji:  – Przegraliśmy mecz i szczęśliwy z tego powodu nie jestem. Bo choć (Legia) cały czas była pod presją – my atakowaliśmy – to potrafiła nas wyczekać i skarcić.

Żegnaj Ligo Mistrzów, witaj Ligo Europy

Legia, co jasne, odpadła z Champions League. Nic jednak straconego. Drużyna pod wodzą Magiery dzięki uczestnictwie w tych rozgrywkach, dzięki grze przeciwko najlepszym dojrzała, zgrała się, weszła zdecydowania na wyższy poziom. Ostatnie trzy mecze Legii nie dają nam powodu do wstydu, mecz z Realem i Sportingiem wręcz powód do dumy. Obrona zdecydowanie się poprawiła, piłkarsko rozwinęło się wielu piłkarzu, a Vadis Odjidja-Ofoe wyrósł na prawdziwą gwiazdę drużyny. Dzięki zajęciu trzeciego miejsca w fazie grupowej (1. Borussia Dortmund – 14 punktów, 2. Real Madryt – 12 punktów, 3. Legia Warszawa – 4 punkty, 4. Sporting CP. – 3 punkty) piłkarze mistrza Polski będą dalej reprezentowali polską piłkę na arenie międzynarodowej. Tym razem w Lidze Europy. Ostatnie mecze wojskowych pokazują nam, polskim kibicom, że możemy zacierać ręce na kolejne emocjonujące spotkania w europejskich pucharach. Czekamy z niecierpliwością do lutego i liczymy na więcej pozytywnych emocji, ciesząc się z sukcesu Legii Warszawy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *