W klimacie mordu. Recenzja „Jestem mordercą”

Jestem mordercą

Fot.: materiały prasowe

Thriller psychologiczny Macieja Pieprzycy rekonstruuje wydarzenia sprzed blisko 50 lat. Na Śląsku dochodzi do serii morderstw. Młody porucznik przy użyciu „nowinki technicznej” wpada na trop psychopaty. Z pewnością jest to jeden z najlepszych filmów dekady.

Kiedy u władzy był Gierek, Zdzisław Marchwicki (znany jako „Wampir z Zagłębia”) zostaje skazany za morderstwo 14 kobiet i próbę zabójstwa kolejnych 7. Udowodniono mu winę i skazano na śmierć. Jednak i dzisiaj znajdą się tacy, co nie wierzą w rzetelne postępowanie karne sądu i prokuratury.

Kino serwowane nam przez Pieprzycę wiernie oddaje historię „Wampira z Zagłębia”. Koniec przaśnych lat 60. i początek 70. Śląsk obiega informacja o serii morderstw. W propagandowej telewizji nie pojawia się żadna informacja o wstrząsających wydarzeniach. Dopiero pierwsze wzmianki wychodzą na jaw, kiedy okazuje się, że jedną z ofiar jest bratanica Edwarda Gierka.

Szefem grupy dochodzeniowej, mającej odnaleźć mordercę, zostaje młody porucznik Janusz Jasiński. Możliwość wykazania się, staje się dla niego wielką szansą. Ma jednak świadomość, że wyróżnienie nie jest przypadkowe. Uświadamia sobie, że będzie marionetką w rękach grupy decyzyjnej. Waga sprawy daleko wykracza poza jego doświadczenie i kompetencje. Używa jednak wszelkich sposób, by odnaleźć psychopatę. Dzięki „nowince technicznej” jaką jest komputer, trafia w końcu na trop Zdzisława Marchwickiego.

Pieprzyca stworzył film surowy, przepełniony realizmem i klimatem robotniczego Śląska lat 60. i 70. Początkowo w roli tytułowej miał obsadzić Macieja Stuhra, ale ostateczny wybór padł na miej znanego Mirosława Haniszewskiego. Reżyser ryzykował, bo nośne nazwisko w dużej mierze decyduje o sukcesie filmu. Jednak Haniszewski idealnie wpisuje się w rolę człowieka bez skazy. W obliczu pokus jego nieskazitelność łamie się. Aktorski majstersztyk. W drugoplanowych rolach pojawia się doborowe towarzystwo: Arkadiusz Jakubik, Agata Kulesza, Piotr Adamczyk i Michał Żurawski.

Oczekiwania nie rozminęły się z końcowym efektem. Trio: Pieprzycki, Haniszewski i Jakubik dostarczają nam świetny obraz, kapitalną grę aktorską i mocne wrażenia w ciągu blisko dwóch  godzin. Zasłużone Srebrne Lwy na 41. Festiwalu w Gdyni i statuetka za scenariusz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *