Ania Dąbrowska śpiewa „Dla naiwnych marzycieli” – recenzja płyty

Ania DąbrowskaAnia Dąbrowska wraca po trzyletniej przerwie z nową płytą! 4 marca wydała krążek „Dla naiwnych marzycieli”–płytę świeżą, wciągającą, nową, powstałą we współpracy z nowymi muzykami i producentem.

Ania Dąbrowska odkąd zaistniała na rynku muzycznym, z mniejszym lub większym powodzeniem porusza się po różnych rejonach popu, sięgając często do polskiej muzyki lat 60. „Dla naiwnych marzycieli” powstało, co prawda, we współpracy z producentem kojarzonym głownie z hiphopowym środowiskiem (Aleksander Kowalski, współpracował m.in. z Sokołem i Marysią), lecz tego gatunku nie znajdziemy na płycie. Odkryjemy za to delikatny pop, niekiedy idący w stronę reggae. Gdzieniegdzie usłyszymy przepiękny flet, akustyczną gitarę i fortepian.

Już pierwsze dźwięki sygnują nazwisko artystki. Wciągają, porażają i skłaniają do dalszego słuchania. „Nieprawda” – pierwszy singiel z płyty – jest utworem jednocześnie charakterystycznym dla twórczości wokalistki i powiewem nowości. Mamy tu oczywiście na myśli muzykę reggae, do której sięgnęła Ania. Jamajskie klimaty w popie to nie żadna heca, ale umiejętnie wykorzystane dodają uroku utworom. W dalszej części albumu Dąbrowska  jeszcze do tego wraca – i to dosłowniej. Na przykład w kawałku „Poskładaj mnie”.

Jeżeli krytycznie spojrzeć na „Dla naiwnych marzycieli” to wykorzystywane są na płycie sprawdzone metody i znajome już koncepcje. Lecz nawet jeżeli Ania Dąbrowska jest powtarzalna to nie wtórna. Utwory są proste, ale nie banalne. Poza tym, artystce należy się wielkie uznanie za używanie solidnych popowych patentów z takim wyczuciem melodyki i harmonii, pasujących idealnie do tekstu, jakie tu odnajdujemy. A wszystkie piosenki śpiewa w rodzimym języku! Oprócz ostatniego „I’m trying to fight it”, w którym zresztą nie ma takiego feelingu jak w poprzednich utworach, więc traktujemy go raczej jako dodatek.

Płyta-samo dobro – rzekłoby się. To, co buduje jej klimat i cudowność to zdecydowanie styl tradycyjnego popu. Składają się na niego snujące się falujące melodie i napięcia kompozycji, refreny powtarzane przez chórki, gospelowe mruczenie oraz solówki na skrzypcach. Można nie być fanem Ani, można nie lubić popu, ale przy „Oddycham” można odnaleźć tak zupełnie zwyczajnie ładną i wzruszającą kompozycję. Rzetelnie zagrane, wyśpiewane – nie wymiauczane, ze zbędnymi dodatkami, jak również skomponowane – nie wyprodukowane.

Teoretycznie wszystko z tej płyty gdzieś już wcześniej słyszeliśmy. Mimo to jednak charakterny wokal Dąbrowskiej w połączeniu z porządnie wyprodukowanymi, chwytliwymi, ale niebanalnymi melodiami robi swoje i ostatecznie puszcza w niepamięć nawet te momenty, w których chciałoby się od Ani urozmaicenia śpiewanych historii. Zaskoczeniem, oprócz jamajskich dźwięków, może być klubowy „Nie patrzę”. Tam gitarowe riffy, partie klawiszowe i wyrazisty bit mogą kojarzyć się z np. Coldplayem. Jeżeli mielibyśmy wyznaczyć najbardziej emocjonalny utwór płyty to byłby nim zdecydowanie „Staraj się nie czuć”, która jednocześnie robi największe wrażenie z całej płyty. W „W głowie” znajdziemy również wyraźny bit, który sprawia, że piosenka momentalnie wpada w ucho. Natomiast „Bez ciebie” jest już nieco bardziej przygnębiające, ale tym samym emocjonalnie. Jedynie lekkie rytmy reggae dodają dynamiki utworowi.

Utwory Ani Dąbrowskiej z pewnością zaatakują radio. „Nieprawda”, „Naiwny marzyciel” czy „Gdy nic nie muszę” z pewnością staną się wielkimi, letnimi hitami. I choć stacje radiowe będą odtwarzać te same kawałki ze zbyt wielką częstotliwością, to i tak miło będzie posłuchać kompozycji Ani. W „Dla naiwnych marzycieli” dokonało się to, co teoretycznie nie możliwe – odkrycia złotego środka, piosenki pasującej do radia i jednocześnie przyjaznej zmysłowi estetyki. Jeżeli mamy słuchać kawałków dobywających się z radia 40 razy w ciągu dnia, to niech to będą piosenki dla naiwnych marzycieli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *