Anatomia złego filmu

7700135.3Polacy (zwłaszcza męskie grono) lubują się w filmach sensacyjnych. Dlatego czasami trudno reżyserom stworzyć takie dzieło, które spełniłoby wysokie oczekiwania widzów. Jak w tym przypadku wypada „Anatomia Zła”?

Zawodowy płatny zabójca – Karol Z. o pseudonimie Lulek (Krzysztof Stroiński), wychodzi warunkowo z więzienia. Prokurator Nowak (Piotr Głowacki) nie daje mu jednak spokoju i postanawia zlecić mu wyjątkowe zadanie. Emerytowany snajper będzie jednak potrzebował do tego pomocy sierż. Stanisława Waśko (Marcin Kowalczyk), który został zwolniony ze służby wojskowej.

Dla reżysera i scenarzysty – Jacka Bromskiego („U Pana Boga za piecem”, „Kariera Nikosia Dyzmy”, „Bilet na Księżyc”) ten film zdecydowanie nie jest popisem umiejętności. „Anatomia zła” jest obrazem przewidywalnym. Widz może bez problemu wywnioskować co zdarzy się w kolejnych scenach, co zrobi dany bohater. Wynika to częściowo z tego, że produkcja jest oparta na znanym schemacie filmu o płatnych zabójcach. „Wykonawca” otrzymuje zlecenie, aby kogoś „niewygodnego” zamordować w zamian za pokaźną sumę. Przyzwoity, męski film musi być okraszony nutką pikanterii. Dlatego nie może zabraknąć w nim wulgaryzmów i erotyzmu.

Jednak u Bromskiego to nie przechodzi. Wątki spiskowe są wyjątkowo mało wciągające i mało dramatyczne. Widz raczej nie doświadczy dreszczyku emocji czy nutki napięcia, bo film jest niezwykle rozwlekły. Mimo iż wszystko (mozolnie) zmierza do punktu kulminacyjnego, to już sam ten moment nie robi jakiegokolwiek wrażenia i akcja znów zaczyna się rozmywać. Finał jest kompletnie bez wyrazu i pozostawia pewien niedosyt. Kolejnym błędem reżysera było utworzenie tzw. przerywników, czyli zbędnych, przeciąganych i nic nie wprowadzających do fabuły fragmentów. Dość często pojawiały się bowiem żałosne sceny erotyczne z prostytutkami czy wulgarnymi dialogami.

Gra aktorska nie powala. Męska część obsady jak jeden mąż trzyma się tego samego schematu: grać wiecznie wkurzonych twardzieli bez cienia innych emocji. Dlatego ani Stroiński, ani Kowalczyk ani nawet Andrzej Seweryn nie wyróżniają się z całego zespołu. Współczuję zaś aktorkom, którym polecono z kolei grać głównie albo uwodzicielskie, ponętne, młode kobiety albo zrzędliwe, chamskie, starsze panie.

Swoistą wisienką na tym filmowym zakalcu stają się pseudofilozoficzne dialogi i rozmyślania głównego bohatera, których przekaz może wywołać co najwyżej uczucie żenady.

Trzeba przyznać, że momentami „Anatomia Zła” potrafi minimalnie rozbawić. Dość dobrze wypadają tutaj także sceny akcji na początku filmu i poszczególne egzekucje.

Grzechem byłoby zachęcanie kogokolwiek do wybrania się akurat na ten seans. Niech nie zmylą nikogo dramatyczne i chwytliwe hasła w stylu: „Inspirowany wydarzeniami, które wstrząsnęły Polską” lub „Układ sięga wyżej niż myślisz”. Zwykły pic na wodę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *