Zbuntowana ekranizacja

zbuntowana_450W miniony piątek do polskich kin weszła „Zbuntowana”. Film jest kontynuacją hitu „Niezgodna” z 2014 roku. Niestety, ku zaskoczeniu wielu widzów, film z książką nie ma nic wspólnego, a skondensowanie całej historii wpływa bardzo negatywnie na odbiór.

Opowieść o niezgodnej Tris (Shailene Woodley) rozpoczyna się tam, gdzie urwała się w zeszłym roku – w chwili zniszczenia symulacji, dzięki której władza mogła rządzić nieświadomymi ludźmi. Niestety, już wtedy pojawiły się odstępstwa od pierwowzoru. Nie inaczej jest w drugiej części. Wojna domowa trwa. Atak Erudycji zgładził niemal wszystkich Altruistów. Tylko Tris wraz z Tobiasem (Theo James) mogą naprawić całą tę zagmatwaną sytuację. Do głosu dochodzą również bezfrakcyjni, którzy pragną zmiany całego systemu, ale nieliczni z Altruistów ukrywają sekret, sekret który może zmienić cały świat głównych bohaterów. Tylko Tris może temu zapobiec.

W „Zbuntowanej” poznajemy mnóstwo nowych bohaterów, którzy są ważni dla rozwoju wydarzeń całej trylogii, jednakże w filmie zabrakło dla nich miejsca. Ich rolę przejmują główni bohaterowie. Krytykę możemy z pełną świadomością skierować ku reżyserowi. Robert Schwentke na swoim koncie ma całkiem dobrze ocenianą produkcję „Red”, ale również jedną z największych klap finansowych 2013 roku „R.I.P.D Agenci z zaświatów”. „Zbuntowanej” dużo bliżej jest do klapy, niż dobrze ocenianego filmu. Wszystkie skoki fabularne zastosowane w obrazie są niepotrzebne i zamiast upraszczać oglądanie –komplikują je. Szkoda, że reżyser nie odrobił pracy domowej i przeczytał jedynie tom, który musiał zekranizować. W innym przypadku wiedziałby, że tak kreując świat, w którym żyje zbuntowana, strzela sobie w kolano.

Dobrą stroną filmu są efekty specjalne, na które nie szczędzono grosza. Kolejne symulacje i sceny akcji rzucają wyzwanie rzeczywistości. Tu potencjał produkcji został wykorzystany, ale to nie wystarcza. Chodzi przecież o przyjemność i dla oka, i dla duszy – nie tylko tego pierwszego.

Aktorzy tym razem nie podźwignęli produkcji. Shailene Woodley, którą z przyjemnością oglądało się w pierwszej części, nie jest tą samą dziewczyną. Oprócz zmiany fryzury zmieniła też podejście do gry aktorskiej. Zbunotwała się przeciw postaci, którą gra i trudno uwierzyć jest w słowa, które wypowiada. Jednakże w ostatecznych i najważniejszych sekwencjach filmu wraca do formy i odbudowuje swój wizerunek. Wizerunek wojowniczki walczącej o lepsze jutro.

Towarzyszący jej Theo James wraz z Kate Winslet to aktorzy, którym nie można niczego zarzucić. Ich postaci są realne, takie jakie być powinny. Postępują logicznie, a stworzone przez nich kreacje poruszają się po wyznaczonych przez autorkę powieści torach.

zbuntowana-recenzjaNaomi Watts dołącza do stałej obsady serii jako Evelyn (przywódczyni bezfrakcyjnych). To klasa sama w sobie. Smuci jednak fakt, że scenarzyści i reżyser źle rozplanowali wątki postaci, w którą się wciela. Owocuje to nieumotywowanymi działaniami bohaterki.

Wszystko to, co potrzebne jest dla logiczności filmu jest w nim zachowane. Niestety co ciekawsze momenty, które zakrawały na kawał dobrego kina usunięto. W konsekwencji dostajemy niezbyt ciekawą opowieść o walce z reżimem oraz miałką historię o wybrańcu (których w kinie ostatnio przetoczyło się tak wiele…) z misją wyzwolenia świata z okowów kłamstwa. Nie oszukujmy się, takie historii możemy obejrzeć w kinie co piątek .

Nie musimy się jednak bać o losy serii. Wiadomo już, że film szturmem zdobywa kina na całym świecie. Bać powinni się twórcy oraz wytwórnie produkujące. Bo jeśli dalej pójdą drogą wytyczoną przez Roberta Schwentke mogą nie się podnieść po klęsce kolejnych części.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *