Egzotyczne zakupy

fot. Adam Sipowicz

Plac Jemaa el-Fna|fot. Adam Sipowicz

Wycieczka w dobrej cenie do Afryki nie musi sprowadzać się wyłącznie do oferty last minute w Egipcie. Dla wszystkich zakupoholików, i nie tylko, ciekawą alternatywą jest Marrakesz. Kolorowe, zaskakujące, pachnące przyprawami i owocami miasto potrafi zahipnotyzować.

Informacje na start

Marrakesz to jedna z najchętniej odwiedzanych marokańskich metropolii. Kiedyś stolica wielkich imperiów arabskich, która zaczęła podupadać od XVII wieku. Na przełomie XIX i XX wieku kraj zajęli Francuzi i przywrócili Marrakeszowi dawną świetność. Dziś jest to czwarte co do wielkości miasto Maroka. Pomimo widocznych wpływów zachodniej cywilizacji, nie można odmówić temu miejscu egzotycznego charakteru. Niemniej, znajomość francuskiego lub chociaż podstawowych zwrotów w tym języku może okazać się czasami jedyną opcją, żeby dogadać się z miejscowymi (oczywiście, jeśli nie znamy arabskiego). Tutejszą walutę, dirhamy, najłatwiej odnieść do euro. Przelicznik wynosi 1 euro za nieco ponad 10 dirhamów.

Dzięki tanim liniom lotniczym podróż do Marrakeszu nie musi okazać się wcale droga. Niestety, nie ma co liczyć na bezpośrednie połączenia. Jeśli jednak zarezerwujemy loty odpowiednio wcześnie i na pokład zabierzemy tylko bagaż podręczny, to cena biletu powinna zamknąć się w 600 zł w obie strony. Ważną rzeczą, o którą lepiej zadbać jeszcze przed wyjazdem, jest nocleg.

fot. Marcin Rudy

Zatłoczone targowisko|fot. Marcin Rudy

Pierwszy kontakt z miejscową ludnością może trochę przytłoczyć. Rozpoczynanie pobytu od poszukiwania hostelu w zatłoczonych uliczkach zupełnie nieznanego nam miasta może zepsuć cały wyjazd. Za jedną noc w pokoju wieloosobowym zapłacimy nawet 3 euro. Większość ofert zawiera w cenie śniadanie, na które zazwyczaj dostaniemy pitę z miodem oraz tradycyjną, mocną zieloną herbatę z dodatkiem mięty i dużą ilością cukru.

Musimy wiedzieć, że jako turyści będziemy pod czujnym okiem miejscowej ludności. Lepiej więc nie pytać przechodniów o drogę – mogą skierować w złą stronę, a dodatkowo żądać zapłaty. Zawsze dobrze mieć przy sobie mapę albo komórkę z GPS-em. Jeżeli istnieje taka potrzeba, najlepiej o drogę zapytać innego turystę. Należy pamiętać o tym już na lotnisku, z którego do centrum można dojechać autobusem za 2 € albo taksówką za około 5 €. Jednak taksówkarze od turystów żądają zazwyczaj 10 €, więc lepiej ustalić ostateczną cenę jeszcze przed wejściem do pojazdu.

Do zobaczenia (i kupienia) w Marrakeszu

fot. Marcin Rudy

Stoiska ze świeżym sokiem pomarańczowym|fot. Marcin Rudy

Ta położona u podnóża Atlasu Wysokiego metropolia ma wiele do zaoferowania. Większość atrakcji turystycznych znajduje się w obrębie medyny, czyli starej części miasta (dobrze mieć to na uwadze, kiedy rezerwujemy nocleg).

Znajdziemy tu minaret meczetu Kutubijja, który stanowi dobry punkt orientacyjny. Warto odwiedzić też pa­ła­ce de la Bahi i El Mahdi. Ser­cem Mar­ra­ke­szu jest ogromny plac Jemaa el-Fna. Nad ranem nieco pusty, wie­czo­rem staje się za­tło­czo­nym miej­scem zabaw, za­ku­pów, tań­ców i usług wsze­la­kich. Handel odbywa się także w wąskich uliczkach wypełnionych gęstą siecią kramów, sklepów, stoisk i prowizorycznych budek. Wszędzie pełno turystów, handlarzy, zaklinaczy węży czy żebraków. Oczywiście jest to również doskonałe środowisko dla złodziei, dlatego aparat i portfel trzymajmy zawsze przy sobie, w bezpiecznym miejscu.

Maroko słynie z produktów skórzanych i włókienniczych oraz całej gamy podróbek (butów, zegarków, okularów przeciwsłonecznych itp.). Odnajdziemy tu również wiele straganów pełnych przy­praw, ziół i my­de­łek na wagę. Sza­fran, kur­ku­ma, cy­na­mon  usy­py­wa­ne są w wiel­kie pi­ra­mi­dy, a pach­ną­ce mydło sprze­da­je się z wia­der, w któ­rych wy­glą­da jak za­sty­gła ga­la­re­ta. Handlarz na pewno wciśnie nam też jakiś „dobry na wszystko” krem albo proszek zapobiegający chrapaniu lub wzmagający potencję.

fot. Adam Sipowicz

Stragany z przyprawami|fot. Adam Sipowicz

Na placu Jemaa el-Fna musimy wypić przynajmniej jedną szklankę świeżo wyciskanego soku pomarańczowego za jedyne 4 dirhamy albo mlecznego koktajlu owocowego za całe 5 dirhamów. Warto zaopatrzyć się też w sprzedawane na wagę bakalie oraz tradycyjne marokańskie słodycze.

Biorąc pod uwagę studencką kieszeń, na obiad najlepiej zatrzymać się przy jednym z miejscowych fast foodów. Znajdziemy tu m.in. podpłomyki z mąki kukurydzianej zagniatane z cebulą i sosem pomidorowym (5 dirhamów), pity faszerowane rybą i oliwkami (7 dirhamów), naleśniki (5-15 dirhamów w zależności od nadzienia) oraz smażone ryby sprzedawane na wagę. Za 15 dirhamów, ale tylko po zmroku, zjemy też pełną miskę świeżo ugotowanych w wywarze ślimaków w skorupkach. Dobrze też raz udać się do jednej z restauracji, żeby spróbować specjalności tradycyjnej kuchni marokańskiej, np. ta­dżin, czyli mięso, ryba bądź wa­rzy­wa du­szo­ne z ziem­nia­ka­mi w spe­cjal­nym na­czy­niu.

Instrukcja obsługi targu

Kto jeszcze nigdy wcześniej nie był w arabskim kraju, z pewnością przeżyje na początku szok kulturowy. Przede wszystkim nachalność, a czasami wręcz agresywność sprzedawców może być przez pierwsze dni trochę przytłaczająca. Jest na to jednak parę sposobów. Najlepszy z nich, to nie nawiązywać kontaktu wzrokowego z handlarzem. Jest to czasami dosyć dużym wyzwaniem, bo jednak przyjechaliśmy tu zwiedzać (a więc –  rozglądać się), a nie patrzeć w ziemię. W tym wypadku dobrze sprawdzą się okulary przeciwsłoneczne albo czapka z daszkiem. Drugi sposób sprawdza się na naganiaczach, którzy nagabują do skorzystania z usług gastronomicznych swojego pracodawcy. Może się to wydawać śmieszne, ale powiedzenie, że przyjdzie się jutro z reguły załatwia sprawę.

fot. Adam Sipowicz

Zatłoczone targowisko|fot. Adam Sipowicz

Jeśli faktycznie chcemy już coś kupić, to musimy wiedzieć, że arabowie kochają negocjować cenę. Święta zasady brzmi – nie zaczynaj targować się jeśli nie chcesz kupić danej rzeczy. Niestety luźne pytanie o cenę, nawet orientacyjną, nie wchodzi w grę (wtedy najlepiej jest podsłuchać jak inni dobijają targu). Dla Marokańczyka oznacza to bowiem rozpoczęcie procesu sprzedaży i pozostaje tylko kwestią czasu, kiedy osiągniemy kompromisową cenę. Co więcej, ważne jest też, żeby umiejętnie zacząć całą ceremonię. Po usłyszeniu ceny wyjściowej możemy spokojnie zaproponować kwotę o połowę niższą. Przygotujmy się na to, że za­wsze ta­kiej trans­ak­cji bę­dzie to­wa­rzy­szyć bia­do­le­nie sprze­daw­cy, któ­re­mu pła­cąc tak mało, gło­dzi­my dzie­ci, za­bi­ja­my chorą matkę i zmu­sza­my ubo­gich krew­nych, by zamieszkali na ulicy.

Wycieczki fakultatywne 

fot. Marcin Rudy

Minaret meczetu Kutubijja|fot. Marcin Rudy

Marrakesz stanowi bardzo dobrą bazę wypadową, co przyda się szczególnie tym, którzy zawitają tu na dłużej. Z głównego dworca autobusowego dojedziemy chociażby do dużo spokojniejszego, nadmorskiego kurortu – Essaouiry. Z placu Jemaa el-Fna codziennie wyruszają też 3-dniowe wycieczki na Saharę. Po odpowiednich negocjacjach za jedną osobę powinniśmy zapłacić nie więcej niż 65€. W tej cenie zawarty będzie przejazd minibusem, 2 noclegi (z czego jeden w szałasie na pustyni), częściowe wyżywienie, wycieczka do wioski berberskiej (rdzenna ludność Północnej Afryki) i 3-godzinna przejażdżka na wielbłądzie.

Przewodniki nazywają Marrakesz najbardziej marokańskim z marokańskich miast. Cieszy się ono dużo większym zainteresowaniem turystów niż zindustrializowana stolica kraju – Rabat czy przereklamowana Casablanca. Pozostaje tylko zarezerwować loty oraz hostel, powtórzyć podstawowe zwroty po francusku i samemu zweryfikować tę opinię.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *