Wychowany na Sigur Rós

fismolwywiad001Fismoll jest objawieniem muzycznym 2013 roku. W czerwcu ukazał się jego debiutancki album zatytułowany „At Glade”. Przy okazji koncertu w gdyńskim Uchu, artysta opowiedział nam o współpracy z Robertem Amirianem, inspirującej melancholii oraz dojrzewaniu do tworzenia własnej muzyki.  

Czy jesteś smutnym człowiekiem?

Jestem melancholikiem. Lubię pobyć sam, wpaść w moment zadumy czy refleksji. Jednak rzadko dotyka mnie dół. Jeśli czuję, że coś złego się dzieje, a jest to dla mnie ważne np. tęsknota, staram się to wykorzystać, zapisując nuty na pięciolinii. Jeśli jest to zwykły dół, wynikający po prostu ze złego dnia, staram się to zwyczajnie uciąć i normalnie funkcjonować, bo  jest to bezpieczne.

Smutek jest według ciebie bardziej twórczy?

Dla mnie twórcze są nagłości. Jeśli siedząc w tramwaju zdarzy się piękna sytuacja, o której nigdy bym nie pomyślał, że może się stać w takim miejscu, to automatycznie działa to na mnie i piszę utwór z tym związany. To nie jest tak, że powiem sobie: „Ok, stworzył się klimat na nagranie połowy płyty”. Czasami są to tylko urywki, chwile. Wracając do pytania, niekoniecznie zgadzam się ze stwierdzeniem, że dół jest bardziej twórczy. Nagrywając album „At Glade” byłem bardzo szczęśliwym człowiekiem.

Pamiętasz moment,  w którym stwierdziłeś, że warto skupić się na muzyce?

Pamiętam że takim momentem, jeśli chodzi o tworzenie akurat takiej muzyki, było usłyszenie grupy Sigur Rós, kiedy miałem 13 lat. Doświadczyłem czegoś zupełnie innego. Wcześniej słuchałem metalu, pamiętam że miałem ogromne słuchawki, przez które ledwo dochodził głos nauczycielki w szkolnej ławce. Później usłyszałem właśnie Sigur Rós i nagle zmieniło się życie. Dzięki temu zacząłem trochę więcej szukać, trochę więcej chodzić po lesie.

Masz za sobą etap „pisania do szuflady”?

Oczywiście, jest takich utworów kilkadziesiąt, które być może powinienem wydać. Są to rzeczy, na których trenowałem, wyrabiałem sobie pewnego rodzaju swojskość. Później zacząłem śpiewać, choć nigdy nie sądziłem, że potrafię. Teraz coraz częściej staram się rozwijać swój wokal.

fismolwywiad013Zacząłeś pojawiać się w internecie, wykonując covery m.in. Damiena Rice’a. Czy można się czegoś nauczyć, wchodząc w czyjąś wrażliwość?

Lubię się za coś wziąć po swojemu. Wiem że kiedy sam coś zrobię i nie będzie to dobre, będę mógł być zły tylko na siebie. Kiedy mam marzenie, staram się zrobić wszystko, żeby je spełnić. Kupiłem sprzęt studyjny i zacząłem uczyć się na coverach. Ten etap trwał kilka miesięcy, szukałem tego, co będzie dla mnie odpowiednie. W końcu znalazłem i zacząłem nagrywać własne utwory.

Po wydaniu płyty „At Glade” pojawiły się bardzo pozytywne komentarze ze strony doświadczonych artystów, jak Katarzyna Nosowska. Takie opinie uskrzydlają?

Jestem w tym świecie od niedawna. Kiedy słyszę takie opinie od osób, którym po prostu dobrze z oczu patrzy, to jest bardzo uskrzydlające. Sama możliwość porozmawiania przed koncertem z panią Kasią Nosowską jest olbrzymią przyjemnością. Jestem jednak daleki od obrastania w piórka. Nawet jeśli pojawi się milion „lajków” na Facebooku, to dalej będę mieszkał w bloku.

Jak doszło do współpracy z wytwórnią Nextpop?

Rok temu przed wakacjami otrzymałem wiadomość od Roberta Amiriana (kompozytora, muzyka, producenta, współpracował m.in. z Kayah, Kasią Kowalską, Anną Marią Jopek, przyp. red.). Napisał że bardzo chciałby wydać mi album. Początkowo nie traktowałem tego poważnie, miałem nagrane dopiero dwa utwory, które opublikowałem w sieci. Jednak później zaczął się kontakt telefoniczny i propozycja okazała się bardzo poważna. Cieszę się, że jest to Nextpop, a nie inna wytwórnia, choć nie powinienem tak mówić, bo nigdy nie współpracowałem z inną. Wiem jednak, że współpraca układa się świetnie i nie chciałbym nic zmieniać.

Mam wrażenie, że w ostatnim czasie doszło w polskiej muzyce do bardzo pozytywnego zjawiska. Młodzi artyści zostali objęci pewnego rodzaju mecenatem ze strony bardziej doświadczonych muzyków chociażby wspomnianego Roberta Amiriana czy Leszka Biolika i jego Otwartej Sceny. Czym jest dla ciebie tego typu wsparcie?

To jest niezwykle przyjemne. Często rozmawiam z Robertem Amirianem o jego planach. Robert rezygnuje z komercyjnych projektów, woli spędzić dwa miesiące w studiu, nic z tego nie mając, ale nagrywając coś pięknego. Chociażby po to, żeby ktoś się uśmiechnął, gdy tego słucha. Są plany, aby powstał festiwal Nextpopu, który będzie w jednym klimacie. Robert ma marzenia i wierzy tak jak ja, że wszystko jest w rękach Boga.

fismolwywiad016Podkreślałeś rolę grupy Sigur Rós w kształtowaniu twojej świadomości muzycznej. Czy Islandia jest współcześnie najważniejszym miejscem na muzycznej mapie Europy?

Muszę przyznać, że najciekawsze projekty, których doświadczyłem, pochodzą właśnie z Islandii. Dlatego również śpiewam po angielsku. Chciałbym w przyszłości wyjechać na zagraniczny festiwal i na pytanie: „Tworzysz znakomitą muzykę, skąd jesteś?”, móc odpowiedzieć: „z Polski”. Po czym wybrać się na ten festiwal po pięciu latach, spotkać kilka polskich zespołów i usłyszeć zapowiedź: „Przed Państwem wystąpi… no przecież znacie ten klimat z Polski”. Dziś tego nie ma, a fajnie gdyby w przyszłości coś takiego się zrodziło.

W czym tkwi problem polskiej marki?

Myślę że w ilości.

Ciągle takich artystów jest zbyt mało?

Tak mi się wydaje. Na Islandii istnieje tak naprawdę jeden nurt muzyczny, więc albo słuchaj takiej muzyki i doświadczaj piękna natury, albo podetnij sobie żyły. W Polsce pojawia się coraz więcej, nazwijmy to „specyfików muzycznych”, ludzi którzy odznaczają się pewną oryginalnością np. Oly.  dziewczyna z ukulele, która robi wspaniałe rzeczy i bardzo chciałbym z nią kiedyś zaśpiewać. Jest Mela Koteluk, która stworzyła własny styl i coraz głośniej słychać nowe utwory, które  tworzy. Wiesz, nie jestem znawcą polskiej muzyki, właściwie jeśli chodzi o słuchanie muzyki jestem bardzo ograniczonym człowiekiem, bo słucham jedynie klasyki Bacha lub zespołu Sigur Rós. Zazwyczaj skupiam się na ciszy, słuchając innych artystów, później trudno zrobić coś swojego.

Jakie marzenia ma Fismoll?

Mam proste marzenia. Chciałbym być do końca życia z tą osobą, z którą jestem, chciałbym mieć kiedyś dzieci i dom. Poza tym chcę pomagać ludziom. Taką mam misję, nieważne czy będę robił to dźwiękiem czy dłońmi. To jest chyba najbardziej uskrzydlające, kiedy mogę pomóc prostym gestem bezdomnemu czy innej osobie, grając koncert, choć to zupełnie inny rodzaj emocji. Z marzeń czysto muzycznych, niech  to, co niedawno się zaczęło, trwa przez cały czas.

Jakie plany na najbliższy czas?

Przede wszystkim koncerty.

Widać już na horyzoncie drugi album?

Tak naprawdę przygotowałem już wszystkie utwory, więc przyszły rok jest bardzo realny.

fot. Paweł Wroniak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *