Sądźmy, a będziemy sądzeni?

sedzia-plakatJeżeli widzieliście „Sierpień w hrabstwie Osage”, to podczas seansu „Sędziego”  doznacie swoistego déjà vu – wydaje się, że Davidowi Dobkinowi spodobało się dzieło Johna Wellsa i postanowił stworzyć jego zmaskulinizowaną wersję. Ale niech to w żadnym wypadku nie zniechęca Was do obejrzenia najnowszego komediodramatu reżysera „Polowania na druhny”.

Kiedy głównemu bohaterowi filmu, prawnikowi Hankowi Palmerowi (Robert Downey Jr.), umiera matka, powraca on w rodzinne strony. Na miejscu dowiaduje się, że jego ojciec, znany w całym miasteczku sędzia (Robert Duvall), podejrzany jest o zabójstwo podsądnego. Hank decyduje się dotrzeć do prawdy i pomóc ojcu, jednocześnie odnawiając relacje z rodziną, z którą stracił kontakt wiele lat wcześniej, uciekając z miasteczka.

Oś filmu tworzy trudna relacja ojciec-syn. Z boku znajdują się dwaj bracia głównego bohatera: starszy, Glen, któremu pisana była kariera baseballisty oraz młodszy Dale, lekko upośledzony amator filmowania wszystkiego, co dzieje się dookoła. Wydają się oni tworzyć strefę buforową między Hankiem, a ojcem, który szczerze pogardza „środkowym” synem. Brzmi znajomo? Przypomnijmy sobie „Sierpień w hrabstwie Osage”: trudna relacja córki z matką, dwie siostry grające drugie skrzypce, lekkie patologie w relacjach poszczególnych członków rodziny, małomiasteczkowa sceneria. Nie jest to coś, co powinno zniechęcić do obejrzenia „Sędziego”, ale niestety świadczy o tym, że obraz ten powiela pewien schemat, który gościł już na ekranach kin. Nie zobaczymy raczej niczego nowego, a sprawia to, że scenariusz jest w dużej mierze przewidywalny.

Jeżeli porównywać grę aktorską, mniej korzystnie wypada „Sędzia”. W filmie brak takiej wirtuozerii, jaką w swoich kreacjach zaprezentowały Meryl Streep i Julia Roberts. Downey Jr. gra z charakterystycznym dla siebie, komediowym zacięciem, a Duvall autentycznie, twardo. Ich gra aktorska jest bardzo dobra, ale brakuje tu prawdziwych emocji, które wciskają w fotel, wyciskają łzy. W rolach drugoplanowych jest dużo gorzej: była dziewczyna Hanka, Samantha Powell (Vera Farmiga) jest dość mdłą i pozbawioną konturów postacią, z kolei prokurator – Dwight Dickham (Billy Bob Thornton) zdaje się dawać z siebie minimum konieczne do uzyskania gaży.

Choć film zalicza się do dramatu, obecnych jest w nim wiele momentów, które rozśmieszają widza. To stary amerykański styl: kino zachowawcze, dość bezpieczne, niezłe. Film nieco się dłuży – działa to na jego niekorzyść, bo rozbija mocne końcowe uderzenie – to łupnięcie rozłożone jest na tyle części, że zupełnie traci swoją siłę. Może nie jest to pozycja obowiązkowa, ale przyjemne, można rzec rodzinne kino na niedzielny wieczór.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *