Nie taki student głodny, czyli co jedzą studenci

fot. www.flickr.com/photos/kamil_szewczyk/

fot. www.flickr.com/photos/kamil_szewczyk/

Według popularnej opinii typowy student jest wiecznie głodny, wszystkie pieniądze wydaje na alkohol, a na śniadanie je chleb posmarowany nożem. Bardzo często okazuje się jednak, że ten stereotyp nijak ma się do prawdziwego studenckiego menu.

Pierwsze samodzielne kroki nigdy nie są łatwe, zwłaszcza, gdy do tej pory kuchnię odwiedzaliśmy tylko po to, aby wziąć gotową przekąskę, a po powrocie ze szkoły do domu czekał już na nas pełnowartościowy obiad. Mieszkając w akademiku czy na stancji, student niejednokrotnie po raz pierwszy sam musi zatroszczyć się o zawartość lodówki i jakość spożywanych posiłków. Czas sprawdzić, jak wygląda to w praktyce.

Łatwo, szybko i tanio

Studenci to grupa społeczna żyjąca w ciągłym pędzie, bo jak nie nauka, to praca, praktyki, życie towarzyskie. Dlatego też liczy się krótki czas i prostota przygotowania smacznego i pożywnego posiłku. – Na studenckich stołach królują: makarony w najróżniejszych kombinacjach, tosty, ryż, pierogi, czasami kurczak, jajecznica i inne szybkie, ale sycące dania. Produkty kupuje się zazwyczaj w supermarketach, bo jest po prostu taniej i wygodniej. Ja wykazuję słabość do promocji, bo mimo tego, że nie muszę jakość szczególnie oszczędzać, to mam taki studencki nawyk – mówi Ola z wydziału psychologii.

Jednym z najczęściej powtarzanych mitów, jest ten o studentach jedzących głównie w barach szybkiej obsługi i budkach typu fast food. – To nieprawda, że kupujemy głównie gotowe, niezdrowe posiłki, takie jak kebab, zapiekanka, czy cheeseburger. Każdy nauczony doświadczeniem student wie, że porcja takiego jedzenia wychodzi w przeliczeniu znacznie drożej niż domowy posiłek – podkreśla Magdalena z zarządzania. – Generalnie takie żarcie jest zabójstwem dla Twojego zdrowia i nie jadam tego syfu – dodaje Maciej, student administracji. Oczywiście czasami nie sposób odmówić sobie hamburgera, ale w kwestii spożycia śmieciowego jedzenia studenci raczej nie wyróżniają się jakoś szczególnie na tle całego młodego pokolenia.

W uczelnianych bufetach

fot. www.flickr.com/photos/alishav

fot. www.flickr.com/photos/alishav

Bufety wydziałowe to świetna, a przede wszystkim zdrowsza, alternatywa dla fast foodów. W barach na Wydziale Prawa i Administracji, Wydziale Nauk Społecznych oraz w BUGu, sprzedawane kanapki są świeże, solidne, smaczne oraz – co często jest decydujące – niedrogie. Chyba większość studentów przyzna, że 3,90 zł za podłużną, ziarnistą bułkę z serem, szynką i warzywami nałożonymi po brzegi, to niedużo. Zdrowa kanapka stanowi lepszą, zdrowszą i pyszniejszą ofertę niż popularny „cheese” za 3,50 zł z McDonalda. Opisywane jadłodajnie są odwiedzane i chwalone za dobry stosunek ceny do jakości produktów. Mateusz, student administracji, spytany o to, co sądzi o bufecie na rodzimym wydziale odpowiedział: – Czasami zjem w tym miejscu kanapkę ze smakiem. Nigdy nie zawiodłem się na ich jakości.

Domowy obiad, bo od mamy

Choć możemy kochać pizzę, to nie chcemy przecież, aby to uczucie stało się toksyczne. Na szczęście na ratunek przybywają kochane mamy, które nie dadzą zginąć swoim biednym, zapracowanym i strudzonym studenciakom. Bardzo często, szczególnie w pociągach, można zaobserwować młodych ludzi wiozących wypchane aż po brzegi torby z tak zwaną „wałówką”. – Biorę z domu wszystko co się da, zamrożone mięso, słoiki z bigosem, gulaszem, leczo, sałatki, domowe pierogi, zupy w słoikach. Nie za bardzo potrafię gotować, a takie zapasy starczają na około dwa tygodnie. Mam też taką strategię, że jak mam spory budżet, to kupuję makarony, mąkę i inne tego typu produkty, z których pod koniec miesiąca coś tam do jedzenia się wymyśli. Studiuję już czwarty rok i nigdy nie głodowałem – zapewnia Adam, student filologii angielskiej.

Zamiłowanie młodych ludzi do domowych posiłków cieszy również dietetyków, którzy momentami z niepokojem przyglądają się diecie młodego pokolenia. – Najważniejsze, aby posiłki były regularne i zbilansowane, czyli zawierające wszystkie niezbędne składniki odżywcze. Kebab z frytkami to żadna alternatywa, więcej zapychaczy i konserwantów niż faktycznych korzyści dla organizmu – kwituje dietetyczka, Małgorzata Kuśmirek.

Moda na zdrowie

fot. www.flickr.com/photos/borosz

fot. www.flickr.com/photos/borosz

Choć styl życia studentów często pozostawia wiele do życzenia, a ich posiłkom daleko do wykwintnych rarytasów, to coraz częściej zwracają uwagę na to co, jak i kiedy jedzą. Zgodnie z panującą tendencją studenci starają się żywić zdrowo i racjonalnie. Tutaj, głównie ze względu na nieustanną walkę o zgrabną sylwetkę, prym wiodą panie. – Staram się jeść dużo warzyw i owoców. Na śniadanie wybieram jogurt naturalny z otrębami. Dbam o to, aby jeść przynajmniej jeden ciepły posiłek dziennie i wbrew powszechnie panującej opinii nie wlewam w siebie hektolitrów alkoholu – mówi Kinga, studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Natomiast Agnieszka z religioznawstwa tak opisała swoje pierwsze i drugie śniadanie: – Rano: dwie kanapki, ciemne pieczywo, chuda wędlina. W szkole jogurt niskokaloryczny i Twix.

Symptomów złej diety nie widać, a mity jednak pozostają. Studenci to duża, bardzo zróżnicowana wewnętrznie i trudna do uogólnienia grupa społeczna. Nawet, jeżeli chodzi o tak przyziemny temat, jak jedzenie. Zawsze pojawią się jednostki wyróżniające się na tle całości swoim wybitnie zdrowym i wyszukanym menu, jaki i ci, którzy potwierdzą stereotyp studenta, który w lodówce ma tylko światło.

.…………………………………………………………..

Współpraca: Marek „Krzaq” Listwan

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *