03/11/2026

CDN

TWOJA GAZETA STUDENCKA

Uwaga, miasto zasypia! Recenzja serialu „Spider-Noir”

4 min przeczytania
Opiniowtorek Spider Noir

Grafika: Maxi Niechciał / plakat: materiały prasowe Prime Video

Powszechnie znanego, czerwono-niebieskiego Spider-Mana można uznać za przeżytek. W tym roku bowiem nie tylko Peter Parker ukazał się widzom na ekranie. W lipcu premierę miał w końcu Spider-Man: Całkiem nowy dzień, jednak nieco wcześniej na platformie Prime Video pojawiła się ekranizacja losów innego bohatera-pająka. Chodzi o Bena Reilly’ego z serialu Spider-Noir, walczącego o przywrócenie porządku w Nowym Yorku lat 30. 

W obecnym milenium średnio co dekadę nowy aktor wciela się w Spider-Mana. Na początku tysiąclecia był to Tobey Maguire – grał w trylogii Sama Raimiego (Spider-Man w 2002 r., Spider-Man 2 w 2004 r. i Spider-Man 3 w 2007 r.) Potem pojawił się Andrew Garfield. Zagrał w dwuczęściowej serii Niesamowity Spider-Man (w 2012 i 2014 r.). Współcześnie pajęczego bohatera odgrywa Tom Holland, a kolejny z filmów z jego udziałem miał premierę w tym roku. Wielbiciele tych produkcji dobrze znają ich vibe – młodzieńcze rozterki, wielkomiejska dżungla i bohater skaczący na niciach pomiędzy drapaczami chmur. Co stałoby się, gdyby akcję przenieść o niemal 100 lat wstecz? Zamiast współczesnego Nowego Yorku pojawia się jego bardziej melancholijna wersja z lat 30. (co nie oznacza, że jest w nim mniej złoczyńców)! 

Mafia kontra miasto

Taka wizja roztacza się w serialu Spider-Noir, zrealizowanym na podstawie komiksów. Reżyserują go odpowiednio: Harry Bradbeer (odcinki 1–2), Alethea Jones (odcinki 3–4), Nzingha Stewart (odcinki 5–6) oraz Greg Yaitanes (odcinki 7–8). Głównym bohaterem nie jest jednak Peter Parker. Zamiast niego widz poznaje Bena Reilly’ego (Nicolas Cage), prywatnego detektywa, który ma w życiu raczej pod górkę. Wraz ze swoją sekretarką Janet (Karen Rodriguez) prowadzą biuro. Czasem trafiają tam klienci – najczęściej jednak chodzi o przyłapanie niewiernego małżonka na gorącym uczynku, odnalezienie kogoś i inne, zwyczajne dla tego zawodu, zlecenia. Jedna z pozornie błahych spraw przyczynia się do tego, że Ben – chcąc czy nie – trafia w samo centrum wydarzeń, mających prędko postawić na głowie cały Nowy York. Rozwiązując zagadkę, stawia pytania o to, czym właściwie jest człowieczeństwo. Gdzie przebiegają jego granice?

Pod względem fabularnym serial przypomina grę w mafię. Z pewnością ją kojarzycie! Na początku każda rozgrywka wymaga pojawienia się określonych postaci. Tu widać pierwsze podobieństwo, bo produkcja zawiera – na pierwszy rzut oka – dość sztampowe postaci, jeśli chodzi o nasze współczesne wyobrażenia na temat lat 30. Są to, oczywiście, tajemniczy detektyw, węszący wszędzie dziennikarz, skorumpowany burmistrz, przesiąknięty złem herszt bandy, rozbrajająca asystentka i piekielnie sprytna szansonistka, próbująca uwieść głównego bohatera. Może to brzmieć jak banał. Rozgrywka między nimi jest jednak bez zarzutu! Każdy bohater ma swój ukryty cel i ambicje, które z czasem się odsłaniają. Z ich ust padają bezbłędne odpowiedzi, a ruchy są odpowiednio wykalkulowane. Każdy chce przetrwać do kolejnej rundy, nim zapadnie noc. Wiadomo przecież, że właśnie wtedy ktoś zostanie zamordowany. Każdy zachód słońca wzbudza zatem słuszne obawy. Idąc dalej w tę analogię – wygrają ci, których będzie na końcu więcej. Niezależnie, czy będą to ci dobrzy, czy ci źli.

Właśnie ta nieprzewidywalność sprawia, że od tej produkcji nie da się oderwać. To zabawa na najwyższym poziomie! Jeśli się na nią zdecydujecie, zapamiętajcie, by mieć się na baczności, kiedy miasto zasypia…