24/09/2026

CDN

TWOJA GAZETA STUDENCKA

„Postój” pełen akcji! Adam Uryniak o swoim pełnometrażowym debiucie

6 min przeczytania

Fotos z planu "Postoju", na nim reżyser Adam Uryniak/fot. Karolina Nowaczyk

W ramach 51. edycji Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych obok znanych nazwisk w środowisku filmowym pojawią się też pełnometrażowi debiutanci. Jednym z nich jest Adam Uryniak – reżyser, scenarzysta, montażysta, a przy tym doktor nauk humanistycznych. W swoim dorobku artystycznym łączy kino niezależne (jak, chociażby w Kochance Szamoty), z reżyserią spektakli teatralnych i nagradzaną działalnością scenopisarską. Z kolei na festiwalu widzowie będą mogli wziąć udział w premierowych pokazach Postoju w jego reżyserii.

Film został dostrzeżony przez selekcjonerów i trafił do Konkursu Perspektywy na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

Jakie uczucia towarzyszą panu przed tym wydarzeniem?

Jest we mnie wiele różnych emocji. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście radość, ponieważ zakwalifikowaliśmy się na festiwal w Gdyni, na którym ogromnie nam zależało. To także wspaniałe zwieńczenie czterech lat pracy nad filmem. Jednocześnie pojawia się nutka niepewności – jako twórcy zrobiliśmy już wszystko, co do nas należało, a teraz film trafia w ręce publiczności. Bardzo chcielibyśmy, żeby został dobrze przyjęty i znalazł swoich widzów. Jesteśmy oczywiście ciekawi wszystkich opinii i emocji, jakie wzbudzi.

Projekt zyskał wsparcie Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, a za produkcję odpowiadało studio Under Ski Tower. Jak współcześnie wygląda droga do pełnometrażowego debiutu fabularnego?

Mieliśmy szczęście, bo choć była ona długa, to nie okazała się ekstremalnie trudna. Wszystko zaczęło się od Artura Michalika, który napisał scenariusz krótkometrażowy, a później postanowił rozwinąć go w pełny metraż. To właśnie on zaprosił mnie do współpracy. Praca nad scenariuszem przebiegała na tyle sprawnie, że po kilku miesiącach mieliśmy już pierwszy draft. Zaprezentowaliśmy go podczas Script Fiesty, gdzie poznaliśmy producentów z Under Ski Tower. Pomysł im się spodobał, a po sprzedaży scenariusza wspólnie rozwijaliśmy go jeszcze przez kolejny rok.

Kiedy składaliśmy wniosek do PISF-u, funkcjonował jeszcze program mikrobudżetowy, w ramach którego otrzymaliśmy dofinansowanie. Warto dodać, że scenariusz w dużej mierze dostosowaliśmy do założeń tego programu. Milion złotych, bo w takiej kwocie musiały zamykać się budżety wspieranych filmów, teoretycznie wydaje się dużą sumą, ale przy realizacji pełnego metrażu wcale nią nie jest. Nie mogliśmy sobie pozwolić na przesadne ekstrawagancje, dlatego Postój rozpisaliśmy na sześciu aktorów i pięć lokacji, tak aby jego realizacja była możliwa w ramach takiego budżetu.

Fotos z planu zdjęciowego/fot. Karolina Nowaczyk

Najtrudniejszym etapem były same zdjęcia. Mogliśmy sobie pozwolić jedynie na szesnaście dni zdjęciowych, więc trzeba było się śpieszyć. Wynagrodziła nam to postprodukcja, której poświęciliśmy się od razu po zakończeniu zdjęć, czyli od września ubiegłego roku. Aż do sierpnia eksperymentowaliśmy z montażem, dlatego film dopiero od niedawna jest gotowy w takim kształcie, w jakim zobaczą go widzowie. Cały proces trwał wprawdzie cztery lata, ale na szczęście obyło się bez dramatycznych komplikacji.

A jak wyglądała ewolucja samej fabuły od krótkiego do długiego metrażu?

Punkt wyjścia był w zasadzie podobny: główny bohater, Mario, trafiał na zapomniany przez Boga i ludzi parking, gdzie spotykał różne postacie i wdawał się z nimi w konflikty. Pozostała również rama spinająca całą historię, czyli finał mistrzostw świata rozgrywany między Polską a Brazylią. Dopisaliśmy natomiast nowe wątki i postacie, a przede wszystkim rozwinęliśmy całą historię. Musieliśmy głębiej przyjrzeć się psychice bohaterów i zadać sobie pytania: dlaczego zachowują się w określony sposób? Jakie są ich motywacje?

Kiedy spotykam się z opisami filmu, wszystkie są zgodne, co do tego, że sporo się w nim będzie dziać. Mario raz po raz będzie popadać w kłopoty, a pech go nie opuści do samego końca… O ile w krótkim metrażu może być łatwiej trzymać widza w napięciu, to jak zadbać o to w długim metrażu?

Na tym polega cała sztuka konstruowania dramaturgii, by tak rozłożyć akcenty w scenariuszu, żeby wystarczyło paliwa na, w tym przypadku, osiemdziesiąt minut filmu.

Temu służy między innymi rama narracyjna, jaką jest mecz piłkarski. Jak wiadomo, trwa on dziewięćdziesiąt minut, do których dochodzi jeszcze kwadrans przerwy. Akcja filmu obejmuje więc sto pięć minut z życia Maria. Już samo to narzuca opowieści określoną dynamikę i tempo. Bohater musi działać szybko, żeby wydostać się z parkingu przed końcem meczu. Jednocześnie trzeba było nadać opowieści odpowiedni rytm, dlatego bardziej dynamiczne sceny przeplataliśmy momentami refleksji. Chcieliśmy dać publiczności chwilę na oddech, ponieważ sama fabuła rozwija się bardzo szybko.

A kim jest Mario, którego losy będziemy śledzić?

Od razu muszę się przyznać, że kiedy pisaliśmy tę postać, Mario od początku miał dla nas twarz Mikołaja Chroboczka. W pewnym stopniu determinowało to jego sposób zachowania, a także to, jak reagował na innych ludzi i otaczającą go rzeczywistość.

Główny bohater, Mario. W tej roli Mikołaj Chroboczek/fot. Karolina Nowaczyk

Naszym głównym celem było jednak pokazanie przemiany bohatera, który – jak to zwykle bywa w filmie fabularnym – musi odebrać pewną życiową lekcję. W przypadku Maria jest nią ekspresowe dojrzewanie do ojcostwa. Jego żona jest w dziewiątym miesiącu ciąży, a dziecko może przyjść na świat w każdej chwili. Mario obawia się rodzicielstwa, a przede wszystkim odpowiedzialności za drugiego człowieka, który będzie od niego całkowicie zależny.

Każde wydarzenie, które spotyka go na parkingu, skłania go do ponownego przemyślenia własnych priorytetów, stosunku do pracy, a także tego, czym właściwie jest rodzina i jakim ojcem chciałby być. Ludzie, których napotyka, nie dają mu najlepszego przykładu. Stają się raczej mrocznymi zwierciadłami, w których Mario może zobaczyć samego siebie – albo swoją przyszłość, jeśli okaże się nieudolnym ojcem. Te osiemdziesiąt minut filmu to dla niego czas konfrontacji z własnymi lękami.

To brzmi jak słodko-gorzka opowieść.

Angela Carter powiedziała, że komedia to jest tragedia, która przydarza się komuś innemu. Niezależnie od gatunku, czy to dramat, thriller, horror, zawsze na pierwszym planie są ludzie, ze swoimi historiami. Opowiadamy o ich uczuciach, marzeniach, drodze, jaką muszą przejść do swojej przemiany. Przytaczając losy jakiegoś bohatera, trzeba mieć przeświadczenie, że z jakiegoś powodu ta historia jest ważna i istotna. Jest sprawą, która spędza mu sen z powiek.

Prócz trudności, z jakimi musi się mierzyć Mario, jakich wrażeń widzowie mogą się jeszcze spodziewać? Zwłaszcza w kontekście tego, że przy kręceniu filmu współpracowali państwo z profesjonalną ekipą kaskaderską.

Nie chciałbym zdradzać zbyt wiele. Mogę jednak powiedzieć, że nasi bohaterowie będą musieli zmierzyć się z różnego rodzaju problemami. Każda z postaci funkcjonuje na krawędzi i może wybuchnąć w okamgnieniu. To nasila konflikty, zarówno w warstwie werbalnej, jak i fizycznej. Kaskaderzy pomogli nam opracować choreografie bójek oraz scen samochodowych. Bohaterowie przeżywają całą gamę emocji, które – mamy nadzieję – udzielą się również widzom.

Fotos z planu zdjęciowego/fot. Karolina Nowaczyk

A jakie są dalsze plany związane z życiem festiwalowym produkcji?

Jesteśmy dopiero na początku drogi festiwalowej i dystrybucyjnej. Zgodnie z naszymi planami pokazy w Gdyni będą pierwszymi prezentacjami filmu przed publicznością. Obecnie czekamy na decyzje kolejnych komisji selekcyjnych, ale na razie koncentruję się na gdyńskich seansach.

Będzie to dla nas nie tylko okazja do zaprezentowania efektu czterech lat pracy, lecz także do spotkania z pierwszymi widzami filmu. Bardzo się cieszę na każdą rozmowę z osobą, która zechce podzielić się z nami swoimi wrażeniami.