07/02/2026

CDN

TWOJA GAZETA STUDENCKA

Ile warte są marzenia? Recenzja filmu „Wielki Marty”

5 min read
Wielki Marty

Fot. Monolith Films

W ubiegłym tygodniu, dzięki uprzejmości Instytutu Kultury Miejskiej w Gdańsku, miałam okazję premierowo obejrzeć najnowszą produkcję Josha Safdiego: Wielki Marty. Film opowiada o 23-letnim Amerykaninie, który pragnie zostać legendą tenisa stołowego. Czy uda mu się osiągnąć swój cel? I ile będzie go to kosztowało?

Polska premiera filmu odbyła się 30 stycznia, a światowa już jakiś czas temu, bo 6 października zeszłego roku. Z tej racji produkcja zdążyła zakwalifikować się do tegorocznego sezonu nagród, zyskując aż 9 nominacji do Oscarów (jest to jak dotąd trzeci najbardziej uhonorowany film) oraz wygrywając Złoty Glob w kategorii Najlepszy aktor w komedii lub musicalu, który powędrował do Timothée’ego Chalameta.

Po trupach do celu

Główną rolę w filmie odgrywa wspomniany już Timothée Chalamet. Tytułowy Marty Mauser ma 23 lata, jest Amerykaninem i tymczasowo pracuje u swojego wuja w sklepie z butami. Jego marzeniem jest zostać mistrzem świata w tenisie stołowym. Aby rozpocząć swoją karierę, próbuje szybko zarobić na wyjazd do Londynu, gdzie odbywa się British Open, czyli międzynarodowy turniej w tej dyscyplinie.

Wielki Marty
Fot. Monolith Films

Wyznawcy siły umysłu i manifestacji wymarzonego życia na pewno byliby bardzo dumni z Marty’ego, bo nie dopuszcza on do siebie myśli, że może mu się nie udać. Co więcej, można by powiedzieć, że przez cały film bohater zmierza po trupach do celu – nie ogląda się na nikogo, zwracając uwagę jedynie na tych, których można wykorzystać. Jednak mimo jego egoizmu i okropnego stylu bycia, przez cały film i tak mu kibicujemy.

Dzieje się tak, ponieważ Marty ma niezwykłą charyzmę. A do tego miły wyraz twarzy, okulary na nosie, a nawet trądzik (podczas filmu pada określenie „pryszczaty menel”). I pewnie przez tę charyzmę i wygląd inni bohaterowie tak łatwo wpadają w jego sidła. Najpierw przyjaciółka z dzieciństwa, obiekt zainteresowania romantycznego – Rachel Mizler (Odessa A’zion). Film zaczyna się ich zbliżeniem, po którym następuje groteskowa wizualizacja podróży plemników do komórki jajowej, podczas gdy w tle leci Forever Young. Zaczynamy więc z przytupem.

Następnie poznajemy najlepszego przyjaciela protagonisty – Wally’ego – w którego rolę wcielił się Tyler Okonma, znany powszechnie pod pseudonimem Tyler, the Creator. Na tej znajomości Wally traci jednak nerwy, pieniądze i swoją taksówkę. Podobny los czeka Kay Stone (Gwyneth Paltrow), która jest byłą aktorką, przygotowującą się do wielkiego powrotu na scenę. Przez Marty’ego i ona traci mniej więcej tyle samo, może poza taksówką.

Dynamicznie i agresywnie

Wielki Marty
Fot. Monolith Films

Postać Marty’ego jest zdecydowanie przyciągająca, ale to nie jedyny plus produkcji. Na uwagę zasługują też zdjęcia, a co najważniejsze – tempo filmu. Bracia Safdie – Joshua i Benny – znani są z dynamicznych filmów, które nie dają widzowi przerwy na oddech. I pomimo tego, że Wielki Marty jest pierwszym efektem solowej pracy jednego z braci, również i on nie pozwala na rozluźnienie. Do jego opisu użyłabym nawet słowa „agresywny”.

Na ekranie co chwilę coś się dzieje, a sceny mienią się różnymi kolorami. Decyzje bohaterów – szczególnie Marty’ego – często są nieprzemyślane, a chwilami nawet absurdalne, wprawiając całą salę w śmiech. Ale taki jest ich cel, bo to w końcu komediodramat, i może też dlatego patrzymy na bohaterów przychylniejszym okiem.

Cena marzeń

Fabuła całego filmu sprowadza się do pytania – ile można poświęcić w imię marzenia? Główny bohater cały czas przesuwa tę granicę, od wykorzystywania ludzi aż do własnego, publicznego upokorzenia.

Wielki Marty
Fot. Monolith Films

Inspiracją do stworzenia filmu była autobiografia amerykańskiego mistrza tenisa stołowego – Martina Reismana. Znany był ze swojego ekstrawaganckiego stylu i umiejętności robienia widowiska. Taktyki, które stosował Martin, zostały świetnie oddane w filmie. Z kolei Chalamet w jednym z wywiadów dla BBC Radio 1 przyznał, że inspiracjami dla filmu były także Bilardzista (1961) Roberta Rossena oraz Kolor pieniędzy (1986) Martina Scorsese.

Trzeba przyznać, że film w pełni zasługuje na wszelkie nagrody i nominacje, które zgarnął. Jest dynamiczny, śmieszny i przede wszystkim angażujący. Niech czas trwania seansu (150 minut) nikogo nie odstraszy! Mogę zaświadczyć, że choć wyjdziecie z sali zmęczeni, uśmiech i tak zagości na waszych twarzach.

Seans w Kinie IKM-u

Wielkiego Marty’ego obejrzycie w lutym w Kinie IKM-u, bez reklam przed seansem, przez siedem dni w tygodniu. Ceny biletów wynoszą 15 zł (ulgowy) oraz 22 zł (normalny).