Ile warte są marzenia? Recenzja filmu „Wielki Marty”
5 min read
Fot. Monolith Films
W ubiegłym tygodniu, dzięki uprzejmości Instytutu Kultury Miejskiej w Gdańsku, miałam okazję premierowo obejrzeć najnowszą produkcję Josha Safdiego: Wielki Marty. Film opowiada o 23-letnim Amerykaninie, który pragnie zostać legendą tenisa stołowego. Czy uda mu się osiągnąć swój cel? I ile będzie go to kosztowało?
Polska premiera filmu odbyła się 30 stycznia, a światowa już jakiś czas temu, bo 6 października zeszłego roku. Z tej racji produkcja zdążyła zakwalifikować się do tegorocznego sezonu nagród, zyskując aż 9 nominacji do Oscarów (jest to jak dotąd trzeci najbardziej uhonorowany film) oraz wygrywając Złoty Glob w kategorii Najlepszy aktor w komedii lub musicalu, który powędrował do Timothée’ego Chalameta.
Po trupach do celu
Główną rolę w filmie odgrywa wspomniany już Timothée Chalamet. Tytułowy Marty Mauser ma 23 lata, jest Amerykaninem i tymczasowo pracuje u swojego wuja w sklepie z butami. Jego marzeniem jest zostać mistrzem świata w tenisie stołowym. Aby rozpocząć swoją karierę, próbuje szybko zarobić na wyjazd do Londynu, gdzie odbywa się British Open, czyli międzynarodowy turniej w tej dyscyplinie.

Wyznawcy siły umysłu i manifestacji wymarzonego życia na pewno byliby bardzo dumni z Marty’ego, bo nie dopuszcza on do siebie myśli, że może mu się nie udać. Co więcej, można by powiedzieć, że przez cały film bohater zmierza po trupach do celu – nie ogląda się na nikogo, zwracając uwagę jedynie na tych, których można wykorzystać. Jednak mimo jego egoizmu i okropnego stylu bycia, przez cały film i tak mu kibicujemy.
Dzieje się tak, ponieważ Marty ma niezwykłą charyzmę. A do tego miły wyraz twarzy, okulary na nosie, a nawet trądzik (podczas filmu pada określenie „pryszczaty menel”). I pewnie przez tę charyzmę i wygląd inni bohaterowie tak łatwo wpadają w jego sidła. Najpierw przyjaciółka z dzieciństwa, obiekt zainteresowania romantycznego – Rachel Mizler (Odessa A’zion). Film zaczyna się ich zbliżeniem, po którym następuje groteskowa wizualizacja podróży plemników do komórki jajowej, podczas gdy w tle leci Forever Young. Zaczynamy więc z przytupem.
Następnie poznajemy najlepszego przyjaciela protagonisty – Wally’ego – w którego rolę wcielił się Tyler Okonma, znany powszechnie pod pseudonimem Tyler, the Creator. Na tej znajomości Wally traci jednak nerwy, pieniądze i swoją taksówkę. Podobny los czeka Kay Stone (Gwyneth Paltrow), która jest byłą aktorką, przygotowującą się do wielkiego powrotu na scenę. Przez Marty’ego i ona traci mniej więcej tyle samo, może poza taksówką.
Dynamicznie i agresywnie

Postać Marty’ego jest zdecydowanie przyciągająca, ale to nie jedyny plus produkcji. Na uwagę zasługują też zdjęcia, a co najważniejsze – tempo filmu. Bracia Safdie – Joshua i Benny – znani są z dynamicznych filmów, które nie dają widzowi przerwy na oddech. I pomimo tego, że Wielki Marty jest pierwszym efektem solowej pracy jednego z braci, również i on nie pozwala na rozluźnienie. Do jego opisu użyłabym nawet słowa „agresywny”.
Na ekranie co chwilę coś się dzieje, a sceny mienią się różnymi kolorami. Decyzje bohaterów – szczególnie Marty’ego – często są nieprzemyślane, a chwilami nawet absurdalne, wprawiając całą salę w śmiech. Ale taki jest ich cel, bo to w końcu komediodramat, i może też dlatego patrzymy na bohaterów przychylniejszym okiem.
Cena marzeń
Fabuła całego filmu sprowadza się do pytania – ile można poświęcić w imię marzenia? Główny bohater cały czas przesuwa tę granicę, od wykorzystywania ludzi aż do własnego, publicznego upokorzenia.

Inspiracją do stworzenia filmu była autobiografia amerykańskiego mistrza tenisa stołowego – Martina Reismana. Znany był ze swojego ekstrawaganckiego stylu i umiejętności robienia widowiska. Taktyki, które stosował Martin, zostały świetnie oddane w filmie. Z kolei Chalamet w jednym z wywiadów dla BBC Radio 1 przyznał, że inspiracjami dla filmu były także Bilardzista (1961) Roberta Rossena oraz Kolor pieniędzy (1986) Martina Scorsese.
Trzeba przyznać, że film w pełni zasługuje na wszelkie nagrody i nominacje, które zgarnął. Jest dynamiczny, śmieszny i przede wszystkim angażujący. Niech czas trwania seansu (150 minut) nikogo nie odstraszy! Mogę zaświadczyć, że choć wyjdziecie z sali zmęczeni, uśmiech i tak zagości na waszych twarzach.
Seans w Kinie IKM-u
Wielkiego Marty’ego obejrzycie w lutym w Kinie IKM-u, bez reklam przed seansem, przez siedem dni w tygodniu. Ceny biletów wynoszą 15 zł (ulgowy) oraz 22 zł (normalny).
