Cyberpunk 2077: Soulstealer

Cyberpunk 2077

https://www.instagram.com/p/CG2hb5KAvAl/ / autor: instagram.com/cyberpunkgame

Masa niewyspanych ludzi w pracy, na uczelni i ulicy. Tak wyglądał poranek 10 grudnia w Polsce i na świecie. Powód? Tej nocy ukazał się długo wyczekiwany Cyberpunk 2077 produkcji CD Projekt Red. Gry komputerowe rzadko przejmują czołówki gazet i serwisów informacyjnych. Tym razem było zupełnie inaczej. Nie oznacza to, że już na początku można było odtrąbić sukces. Uniwersum ze stolicą w Night City miało przed sobą jeszcze wiele problemów do przezwyciężenia.

Falstart

Już parę dni później triumfalne hasła zastąpiła narracja o klęsce. Okazało się, że REDzi, przytłoczeni ciężarem oczekiwań, wypuścili niegotowy produkt. Zachwyty nad ciekawie poprowadzonymi wątkami fabularnymi nie miały prawa wybrzmieć przy gigantycznym backlashu, z jakim spotkała się strona wizualna. Dość powiedzieć, że najbardziej viralowy content nawiązujący do gry kręcił się wokół licznych bugów i glitchy. A tych było naprawdę na potęgę.

Na konsolach nowej generacji, czyli PlayStation 5 i Xbox Series X problem nie rzucał się aż tak bardzo w oczy. W końcu Cyberpunk 2077 był szykowany właśnie z myślą o nich. Inaczej miała się sprawa ze starszym sprzętem. Najgłośniej swój niesmak wyrażali posiadacze PS4 i budżetowych pecetów. Na tych urządzeniach Night City przypominało raczej makietę pełną memów niż świat, w którym warto się zanurzyć. Twórcy Wiedźmina 3 musieli zmierzyć się z ogromną krytyką. W dodatku zasłużoną.

Czarę goryczy przelało usunięcie gry z PlayStation Store. Tak, marka, którą promował swoją twarzą sam Keanu Reeves (o Johnnym Silverhandzie będzie też trochę nieco później), zniknęła z jednej z najbardziej popularnych platform dystrybucji. Żeby ratować wizerunek, studio zgodziło się zwracać pieniądze niezadowolonym graczom. W tygodniach po premierze liczba graczy sukcesywnie malała i pół roku później Cyberpunk 2077 wyglądał na trupa nie do odratowania.

Odbicie od dna

Można powiedzieć, że ta sytuacja wyszła twórcom na dobre. Kiedy opadł hype, mogli pracować nad swoim światem bez presji oczekiwań. Sukcesywnie wprowadzali poprawki jedna po drugiej. Night City powoli zaczynało być tym, czym miało od początku – bogatym środowiskiem, w którym można spędzić długie godziny. Bardzo pomagał w tym bogaty lore, ukryty w mniej lub bardziej dostępnych miejscach. W końcu, po prawie 2 latach od falstartu, nastąpił prawdziwy przełom. Netflix wypuścił Edgerunners.

Czy może być lepszy sposób na promocję swojego produktu niż znakomity serial na największej platformie streamingowej? Przygody Davida Martineza z miejsca podbiły serca fanów na całym świecie. Przełożyło się to również na gaming. Cyberpunk dostał aktualizację związaną z anime. Nie trzeba było długo czekać, by do walki z Arasaką znów przyłączyły się tłumy. Żeby nie tracić momentum, REDzi czym prędzej ogłosili planowane wypuszczenie pełnoprawnego dodatku do podstawki. Wzorcowy przykład dobrze poprowadzonego opowiadania transmedialnego.

Zatrzymując się jeszcze na chwilę przy Edgerunners, warto powiedzieć, skąd przyszedł sukces tej produkcji. O ile gra pokazała przebłyski bogactwa świata Cyberpunka, to serial zademonstrował jego pełny potencjał. Nagle okazało się, że to uniwersum wciąż ma wiele do zaoferowania, łącznie ze ścieżkami, którymi odbiorcy chcieliby podążać. Mnogość opcji, w połączeniu z ich demonstracją w akcji, zadziałała ożywczo na masową wyobraźnię. Night City ponownie zaczęło się jawić jako tajemnica, którą chce się zgłębić.

Wisienki na torcie, jakimi były Aktualizacja 2.0 (zmieniła bardzo mocno większość gameplayu, w tym drzewka umiejętności) oraz DLC: Phantom Liberty, pozwoliły w końcu świętować upragniony sukces. Projekt nie tylko znakomicie funkcjonował pod względem technicznym (zachowując co prawda część błędów), ale także rozrósł się fabularnie i przestrzeniowo. Nareszcie stał się kompletny.

Sekrety sukcesu

Nie ma przypadku w tym, że w 2024 roku Cyberpunk znów będzie walczył o gamingowe nagrody. Do cudownej historii dołożono tak tęsknie wyczekiwane usprawnienia wizualne. Zarówno w przypadku podstawki, jak i ogrywania DLC, zaskakuje na plus przywiązanie do detali. Świat, w którym funkcjonuje V (główny bohater lub bohaterka), żyje i zaprasza do poznawania jego zakamarków. Teraz, ponad 3 lata od 10 grudnia 2020, można śmiało powiedzieć, że mamy do czynienia z czymś niezwykłym.

Uniwersum Cyberpunka, podobnie jak Wiedźmina, nie jest autorskim pomysłem CD Projekt RED. Powstało za sprawą Mike’a Pondsmitha w 1988 roku. Ciekawostką jest tu fakt, że jego dzieło było niczym innym, jak stołową grą fabularną. W tym przypadku można zatem mówić o RPG-u, który został przeniesiony z formy fizycznej na cyfrową. REDzi rzecz jasna nie zapomnieli o ważnym aspekcie całego doświadczenia, jakim jest wyobraźnia. W związku z tym pozostawili graczom całą masę wyboru opcji poprowadzenia różnych wątków oraz samej głównej postaci.

Tej swobody jest tak dużo, że grając w CP 2077 razem z Phantom Liberty, otrzymujemy możliwość poprowadzenia historii w stronę aż 7 różnych zakończeń. To prawdopodobnie największa siła całej produkcji. Nic tak bardzo nie zachęca do odwiedzenia tego świata, jak świadomość, że nasze wybory mają znaczenie. W rezultacie, podobnie jak w typowym RPG-u, wszystko zależy od nas, graczy. Bez względu na to, czy chcemy trzymać się zasad moralności, czy też może mamy ochotę na napsucie krwi wszystkim wokół. Takie już uroki Night City.

Silny czynnik ludzki

Podtrzymując tradycję fantastycznego rozpisywania postaci, również tym razem polskie studio zadbało o stworzenie wielu interesujących charakterów. Ci, których spotykamy na swojej drodze, nie dają się łatwo zapomnieć. Łatwo zachwycić się przemianą Panam Palmer, znienawidzić Adama Smashera, czy współczuć Songbird. A to zaledwie wierzchołek góry lodowej! Czekają nas setki, jeśli nie tysiące, ekscytujących spotkań z całą drabiną społeczną dawnego Coronado.

Najbardziej urzeka jednak Johnny Silverhand. Wypłata Keanu Reeves’a, jakakolwiek by nie była, na pewno nie poszła na marne. Odgrywany przez niego rockerboy sprawdza się zarówno wtedy, kiedy trzeba rozluźnić atmosferę, ale też w chwilach, gdy potrzebujemy rady. Jego historia wstrząśnie jeszcze niejednym sercem. Co najlepsze, Johnny pojawia się nie tylko w głównej linii fabularnej, ale także przy pomniejszych misjach, przez co łatwo jest zrozumieć jego spojrzenie na różne sprawy. Można powiedzieć, że staje się częścią kierowanego przez nas V (wyjadacze wiedzą, o co chodzi).

Niewiele gorzej radzi sobie w Phantom Liberty Idris Elba. Solomon Reed, w którego wciela się uznany aktor, także jest skomplikowaną postacią. W tym miejscu kolejne pochwały należą się REDom, którzy poszaleli z wizualizacjami w DLC. Udało im się uchwycić każdą emocję zagraną przez Elbę, by następnie przenieść ją do gry. Taki nacisk na stworzenie wiarygodnych towarzyszy podróży zasługuje na docenienie. To rzadkość w czasach, gdzie wiele postaci ze świata gamingu, filmów i książek można wrzucić do jednego worka.

Morze historii

Nie jest więc żadnym zaskoczeniem, że świetnym personom towarzyszą świetne historie. Sam główny wątek fabularny wbija w fotel na tyle mocno, że łatwo jest stracić głowę. Na szczęście REDzi nie zapomnieli zadbać także o pomniejsze opowieści (a nawet i opowiastki). Opowiadanie transmedialne, jakim jest Cyberpunk 2077, w swoim wnętrzu również skrywa wiele podobnych tworów. Dostajemy sposobność, by uratować młodych chłopców przed porywaczem-szaleńcem-pedofilem, pomóc bokserowi, który wpadł w złe towarzystwo, a nawet uczestniczyć w… rekonstrukcji ukrzyżowania Jezusa.

Wiele pobocznych misji przebija wręcz tę główną pod względem bycia interesującymi. Patent, który znaliśmy już z Wiedźmina, został tu wyniesiony na jeszcze wyższy poziom. Nie inaczej ma się sprawa z Phantom Liberty. DLC, będące przecież na rynku mniej niż pół roku, osiągnęło już sprzedaż na poziomie 5 milionów kopii. Nie ma w tym nic dziwnego, zważywszy na fakt, że mowa tu o rozgrywce, która mogłaby równie dobrze ukazać się jako samodzielna produkcja.

Oczywiście, nie każdy wciągnie się we wszystkie misje. Nie jest to jednak przeszkodą, ponieważ różnorodność tematyczna wykonywanych przez nas zadań jest naprawdę szeroka. W dodatku narzędzie do tworzenia modyfikacji – REDmod, pozwala na dodanie do gry dodatkowych przygód autorstwa innych graczy. Na obfitość ciekawych historii nie można zatem narzekać. Trzeba naprawdę mocno uważać, by nie zatracić się bez reszty w ich odkrywaniu.

Wizja

Przemierzając ulice NC podczas rozbijania napaści gangów, wykonywania kontraktów i przeróżnych zadań, łatwo przegapić inną, bardziej poważną stronę świata Cyberpunka. Świadomie, lub nie, podobnie jak w przypadku Wiedźmina, twórcy skomentowali otaczającą nas rzeczywistość. Oczywiście, raczej mało prawdopodobne jest, że w najbliższej przyszłości ludzkość przejdzie do momentu, gdzie (prawie) wszyscy będą biegali z wszczepami w całym ciele. Ważniejsze jest co innego.

W społeczeństwie przyszłości, doświadczonym przez wojny, rządy korporacji i wszelakie katastrofy, nie zmieniło się tylko jedno. Ludzie. Chcą przeżywać przygody, zaspokajać ambicje i najniższe potrzeby, a wreszcie – kochać i być kochanymi. Przechodząc kolejne etapy przygody V, uświadamiamy sobie, że właśnie na tym polega bycie człowiekiem. Niejednokrotnie zmuszeni do potwornie ciężkich wyborów, mamy czas na refleksje, które sięgają głębiej niż to, która opcja dialogowa zapewni nam sceny łóżkowe z wybraną postacią.

Sprawia to, że Night City zostaje z nami na dłużej. Owszem, da się przejść rozgrywkę w kilka godzin (obecny rekord to mniej więcej pół godziny), ale byłoby to zwyczajne marnotrawstwo. Naprawdę warto poświęcić parę chwil na eksplorację ulic miasta, a także przede wszystkim – na wypróbowanie różnych zakończeń. Do dzisiaj wielu internetowych twórców serwuje content oparty na dostarczaniu ciekawostek i ciekawych informacji z uniwersum Cyberpunka. Dodaje to tylko satysfakcji z obcowania z produktem.

Cyberpunk wokół nas

Podgatunek science-fiction, jakim jest cyberpunk, zdobył popularność w latach 80. XX wieku. Teraz, kiedy gra o tym tytule zdobywa rzesze wiernych fanów, a Bladerunner 2049 był jedną z bardziej udanych produkcji ostatnich lat w klimacie, wydaje się, że wraca do łask. W zasadzie można powiedzieć, że przyszłość nadeszła. Zwłaszcza spoglądając na poczynania Elona Muska, który odpowiada za Neuralink – chip umożliwiający sterowanie urządzeniami wyłącznie za pomocą myśli. Nieuchronnie nasuwają się skojarzenia ze wspomnianymi wszczepami, tak przydatnymi w trakcie przygód V.

To zresztą niejedyne powiązanie południowoafrykańskiego miliardera ze światem Cyberpunka. Jego wieloletnia partnerka, Grimes, udzieliła głosu Lizzy Wizzy, czyli popularnej piosenkarce w uniwersum gry. Ścieżka dźwiękowa produkcji przyciągneła całą rzeszę artystów. Również tych z najwyższej półki, z ASAP Rockym na czele. Po premierze tytułu pojawiły się liczne teledyski nawiązujące estetyką (a czasem nawet fabułą) do tej znanej nam z Night City. Dawid Podsiadło może pochwalić się podwójnym skalpem. Piosenki polskiego wykonawcy możemy usłyszeć w Edgerunners i Phantom Liberty.

Cyberpunkowa estetyka przyciąga swoim neonowym brudem. Być może w obliczu kryzysu kina superbohaterskiego, science-fiction powróci do tego nieco zapomnianego nurtu. Klimat na to z pewnością jest. Jeszcze przed premierą DLC, CD Projekt Red zapowiedziało powstanie produkcji osadzonej w tym właśnie uniwersum. Niewykluczone, że w przypadku sukcesu tego przedsięwzięcia, także inni twórcy filmowi zdecydują się na opowiedzenie historii w takim właśnie wydaniu.

Więcej, mocniej, lepiej

Po nieudanej premierze wydawało się, że REDzi będą zmuszeni porzucić markę Cyberpunk. Kiedy jednak przyszedł sukces, wiele zmieniło się w tej kwestii. Już teraz powstaje Project Orion, czyli kontynuacja pierwszej części. Na razie są to bardzo wstępne prace, ponieważ najwięcej uwagi otrzymuje Wiedźmin 4. Oznacza to, że kolejne przygody w Night City ukażą się już na nowej generacji konsol. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że sequel uniknie problemów swojego poprzednika i będzie cieszył graczy już od samego początku.

Potencjał tego świata wciąż jest ogromny, tym bardziej, że wiele dzieje się także poza murami dawnego Coronado. Polskie studio pokazało już, że dobrze radzi sobie z opowiadaniem wspaniałych historii, więc przyszłość rysuje się w barwach neonowego różu. Jeżeli tylko uda się podtrzymać poziom, jaki prezentuje obecnie Cyberpunk 2077, znów posypią się nagrody. Największymi wygranymi, oprócz twórców, będą też oczywiście gracze, mogący znów spędzić długie godziny na odkrywaniu wszystkich możliwych tajemnic uniwersum.

Night City okazało się miejscem, które jednocześnie przyciąga i odpycha. Fascynuje i przeraża. Kocha się je, lub nienawidzi. Przy okazji można bez cienia przesady stwierdzić, że nie powiedziało ostatniego słowa. Następna przygoda w mieście snów musi jeszcze trochę poczekać, ale to, co mamy, w zupełności wystarczy, by przyciągnąć spragnionych wrażeń. Z pewnością zadbają o to Johnny Silverhand i spółka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dwa × trzy =