Historia „zwyczajnego” herosa

maszyneria mituMaszyneria mitu” to opowieść o tworzeniu bohatera na miarę naszych czasów, a właściwie o tworzeniu mitu o herosie. Schemat jest prosty – herosem może stać się każdy z nas, wystarczy tylko uwierzyć w siebie, pokonać lęk i zabić dręczącą nas hydrę.

Artyści Sceny SAM postanowili udowodnić, że również wśród nas żyją bogowie i bohaterowie mitów. Na scenie pojawili się więc m.in. nieszczęśliwy konstruktor maszyny (Dedal), majster (Syzyf) oraz cierpiąca matka (Demeter). Wszyscy żyją i pracują w środku wielkiej maszyny, z której uratować ich może tylko prawdziwy heros, którym okazuje się być nowy pracownik. Chłopak nie może uwierzyć w swoje przeznaczenie, od którego – jak przystało na grecką tragedię – nie ma ucieczki. Na domiar złego mieszają mu w głowie, niczym erynie, pozostali pracownicy. Wydawać by się mogło, że wydarzenia dzieją się samoistnie. Nic bardziej mylnego. Losami głównego bohatera, drocząc się z bogami, kierują starożytni (Homer i Owidiusz). W tę potrójną rolę świetnie wcieliła się Ewa Błachnio, która niczym delficka wyrocznia sterowała pozostałymi postaciami.

Na uznanie zasługuje świetny warsztat aktorów Sceny SAM. Warto zwrócić uwagę na role Karoliny Sowińskiej (raz energicznego trybika machiny, raz cierpiącej Demeter), Michała Zacharka (Adama, herosa) czy Macieja Dmochowskiego (Dedala, konstruktora). Aktorzy potrafili płynnie przejść z jednej roli w drugą, radzili sobie z ograniem scenografii, a przy tym zachowywali płynność ruchów i dawali publiczności mnóstwo energii.

Ujmujące stroje i scenografia autorstwa Magdaleny Kurek, wpisały się zarówno w klimat brudnego zakładu produkcyjnego, jak i greckiej tragedii. Reżyser spektaklu (Tomasz Podsiadły) miał ciekawy pomysł przeplatania starożytności z duchem naszych czasów. Wyjątkowym elementem były również wypracowane układy choreograficzne, które ożywiły spektakl.

Mankament spektaklu to z pewnością lekkie przeładowanie treści. Niektóre historie można było skondensować, tak by utrzymać zainteresowanie spektaklem przez cały czas jego trwania. Drugim minusem był hałas powodowany przez używane w scenografii łańcuchy. Głośne i częste ich brzęczenie oraz trzaskanie klapą maszyny powodowało, że widz “dostawał po uszach”, a aktorzy (być może dlatego, że nie słyszeli siebie nawzajem) przekrzyczeli niektóre fragmenty spektaklu. Gdyby ograniczyć niepotrzebny hałas, spektakl zyskałby dużo więcej uroku.

Premiera Sceny SAM jest ciekawą propozycją wiosennego sezonu kulturalnego w Trójmieście. Z pewnością wartą polecenia i obejrzenia, chociażby ze względu na energię, którą wytwarzają aktorzy i z radością dzielą się nią z widzami. “Maszyneria mitu” to zupełnie inne podejście do mitologii, czasem zaskakujące, ale świeże i pokazujące, że mity nie są skostniałe, ale istnieją wśród nas.

fot. Paweł Dmochewicz

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *