Jedna myśl może kosztować miliony żyć, czyli recenzja spektaklu Kopenhaga

Scena ze spektaklu Kopenhaga

Spektakl Kopenhaga, fot. Roman Jocher/ Teatr Miejski w Gdyni

Na Ziemi żyje obecnie ponad osiem miliardów ludzi. Czy to więc możliwe, że zaledwie od dwóch mężczyzn mogą zależeć losy całego świata? Spektakl Kopenhaga w reżyserii Krzysztofa Babickiego w Teatrze Miejskim im. Witolda Gombrowicza w Gdyni pokazuje, że taki scenariusz jest możliwy. Wystarczy, że na sali spotkają się geniusze, a w tym wypadku wielcy celebryci ze świata fizyki.      

Niemiec Werner Heisenberg (Dariusz Szymaniak) i Duńczyk Niels Bohr (Jerzy Kiszkis) to jedni z najlepszych naukowców, a jednocześnie oddani przyjaciele. Werner często i to z wielką przyjemnością odwiedza Nielsa w jego kraju, by prowadzić gorące dyskusje o nauce. W świecie fizyki są oni niczym dwie pasujące do siebie połówki jabłka. Wydaje się więc, że tak szczerej znajomości nic nie jest w stanie zniszczyć, a jednak. Nadeszła II wojna światowa. Do drzwi Nielsa tym razem nie zapukał bliski mu Niemiec, lecz bezwzględni naziści. Ich przyjaźń nagle znalazła się po dwóch stronach frontu. Czy przetrwała?

Widz podczas spektaklu zostaje poddany testowi moralności czy ważniejsza jest miłość do kraju, czy wieloletnia przyjaźń. Spór ten krąży wokół jednego z najgroźniejszych tematów wszechczasów – próbie skonstruowania bomby atomowej. W tym okresie wiele krajów prowadziło wyścigi, kto zbuduje ją pierwszy. Czy to właśnie dlatego Werner pewnego wieczoru postanawia wybrać się do Nielsa w środku wojny? Czy chce on zwerbować go do niemieckich badań? Wyciągnąć cenne informacje o broni jądrowej? Czy może ostrzec Duńczyka przed nadchodzącym niebezpieczeństwem? Każdy z tych scenariuszy jest możliwy. A wszystkie informacje mają ogromną wartość. Mogą one uratować bądź zgładzić miliony ludzkich istnień. To od tej dwójki zależy cały świat.

Kobiety też mają głos

Nie tylko mężczyźni mają moc sprawczą podczas tej opowieści. W spektaklu znalazła się jeszcze jedna postać i to do tego kobieca. Jest to Margrethe (Beata Buczek-Żarnecka) – żona Nielsa Bohra, która pozornie schowana pod maską żony, jest kołem napędowym całego przedstawienia. Wielkie brawa za wprowadzenie takiej sylwetki na scenę, bo dodaje ona świeżości i wyrazu całej sztuce. Kobieta ta potrafi głośno i dumnie wyrazić swoje zdanie oraz przeciwstawić się opiniom mężczyzn. Odnieść można jednak wrażenie, że Margrethe to nie tyle jednostka, co symbol. Jest ona głosem wielu kobiet tamtych czasów, które zamiast zgadzać się na poczynania męskiego świata i bawić się w wojnę, kierowały się rozumem i buntowały się przeciwko krwawym walkom o władzę, co zrywa ze stereotypem posłusznej czy też cichej żony.

teatr spektakl Kopenhaga

fot. Roman Jocher/ Teatr Miejski w Gdyni

Teatralna rewelacja

Co do samej gry aktorskiej, jest ona celująca. Wielkie oklaski należą się męskiej obsadzie za umiejętność płynnego przeobrażenia się w wielkich fizyków, gdyż nie każdy potrafiłby z taką pasją recytować fizyczne doktryny bez zająknięcia. Tak pozytywny odbiór potęgują również niesamowite stroje Jolanty Łagowskiej-Braun, która postawiła na minimalizm, ale za to z jaką klasą! Przez tak imponujące kostiumy widz nie jest w stanie oderwać wzroku od aktorów. Minimalizm również znajdziemy w scenografii Marka Brauna składającej się na okrągły stół, kilka krzesełek i to ogromne, a zarazem intrygujące lustro w kształcie tryptyku, które kojarzy się z przejściem między światem żywych a umarłych, co w świecie wojny jest na porządku dziennym.

Spektakl Kopenhaga z pewnością nazwać można perełką dla prawdziwych koneserów, dla tych, którzy przychodząc do teatru, pragną odciąć się od przebodźcowanego świata i w aurze minimalizmu aktywnie śledzić losy bohaterów, co współcześnie jest bardzo trudne, czasami wręcz niemożliwe. W erze przepychu prawdziwą sztuką jest przekazać wartościową myśl, posługując się ograniczonym do minimum środkiem wyrazu. W tym wypadku reżyser Babicki stanął na wysokości zadania. Przedstawił on jedną z największych zbrodni XX wieku, wstrzymując się od wybuchów czy rozlewu krwi, przez co spektakl bardzo na tym zyskał. Z pewnością warto wybrać się więc na gdyńską Kopenhagę, nawet jeżeli tematyka na pierwszy rzut oka nie trafia w nasze gusta, gdyż okazać się może, że podczas spektaklu trafi ona głębiej, do naszego serca.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dziewięć − cztery =