Jak NIE organizować mistrzostw świata? Poradnik Związku Piłki Ręcznej w Polsce

fot. zprp.pl

Handballowe mistrzostwa świata odbyły się już miesiąc temu, ale jednak wciąż jest jedna drażniąca mnie kwestia. Dlaczego na najważniejszą imprezę piłki ręcznej, premierową w naszym kraju, cytując klasyka “nikt nie przyszedł”?

Współgospodarzami turnieju byli Polacy wraz ze Szwedami. Po raz trzeci z rzędu najlepszą ekipą świata zostali Duńczycy. W gdańsko-sopockiej Ergo Arenie rozegrane zostały dwa ćwierćfinały oraz jeden półfinał. Ja będąc jednak typowym niedzielnym fanem handballu, oglądam największe imprezy, głównie z udziałem reprezentacji, a nie klubów: Mistrzostwa Świata, Europy, Igrzyska Olimpijskie. Niemniej bolą mnie oczy, a i serce również, jak widzę, że Ergo Arena jest wypełniona kibicami ledwo w połowie. Trójmiasto odwiedziły renomowane drużyny — Hiszpania, Dania, Francja, Norwegia. Krótko mówiąc, śmietanka towarzyska piłki ręcznej. Co więc miało wpływ na tak stosunkowo małą frekwencję? Dlaczego w Ergo Arenie nie były zajęte wszystkie krzesełka?

Poniżej porównanie zdjęć z początku oraz końca półfinału pomiędzy Danią a Hiszpanią. Te same krzesełka pozostają puste, a na głównej trybunie widocznej po prawej stronie, która pokazywana jest w przekazie telewizyjnym, są gigantyczne braki.

ergo_arena_ms_dania_pilka_reczna_2023

Foto: materiały własne

ergo_arena_ms_dania_hiszpania_pilka_reczna_2023

Foto: materiały własne

Gdzie się podziali kibice piłki ręcznej?

Żeby móc zganić frekwencję na imprezie tej rangi, może najpierw porównajmy, czy rzeczywiście było tak źle.

Ćwierćfinał Dania vs Węgry — Tele2 Arena Sztokholm 11 338 kibiców

Ćwierćfinał Szwecja vs Egipt — Sztokholm 16 215 kibiców

Ćwierćfinał Francja vs Niemcy — Ergo Arena 5262 kibiców

Ćwierćfinał Norwegia vs Hiszpania — Ergo Arena 5489 kibiców

Półfinał Francja vs Szwecja — Sztokholm 19 128 kibiców

Półfinał Hiszpania vs Dania — Ergo Arena 6567 kibiców

Finał Francja vs Dania — Sztokholm 23 050 kibiców

Wróćmy więc do meritum. Ktoś powie, ale Tele2 Arena to tak naprawdę stadion piłkarski z pojemnością 30 000 miejsc. Zgadza się, a Ergo Arena to hala sportowo-widowiskowa, która może pomieścić do 11,5 tysiąca ludzi na miejscach siedzących, nie rozwijając dodatkowych trybun. To oznacza, że w Ergo Arenie zajęto jedynie połowę miejsc. Żeby bardziej zdyskredytować polskich kibiców, to dodać można, że w Trójmieście sporą część kibiców obecnych w hali byli najpierw Norwedzy, a następnie Duńczycy, którzy jechali za swoimi reprezentacjami do Trójmiasta. Polska, a konkretnie Gdańsk i Sopot już kiedyś gościli handball na najwyższym poziomie. W 2016 roku odbyły się tu Mistrzostwa Europy, które przyciągnęły…do nawet 10 000 kibiców. Dlaczego wtedy się dało, a teraz już nie?

Po pierwsze — ceny biletów

Najtańsze miejsca na ćwierćfinały pod samym dachem Ergo Areny kosztowały 99 złotych. Kibice chcący siedzieć bliżej parkietu i na lepszych miejscach musieli zapłacić 159, 199, 399 lub 499 złotych. W zestawieniu pomijam bilety VIP z cateringiem i innymi atrakcjami w ramach biletu. Półfinał? Najtaniej 159 zł, najdrożej 499 zł. Ja wybrałem się na mecze ze znajomym, który na ten czas przyjechał specjalnie z Warszawy.

Zarówno na ćwierćfinały, oraz jak i półfinał wybraliśmy opcję za 159 zł, czyli każdy z nas za obejrzenie trzech spotkań wydał ~320 zł. Dla porównania byłem również w sierpniu zeszłego roku na Mistrzostwach Świata w siatkówce w katowickim Spodku. Za bilet na mecz o 3. miejsce oraz finał zapłaciłem prawie 400 zł. Czy to ludzi odstraszyło? Oczywiście, że nie. W Spodku nie było ani jednego wolnego miejsca.

Słaba popularność piłki ręcznej i kiepskie wyniki kadry

Od razu odbiję argument, że siatkówką interesuje się więcej osób i nasza reprezentacja notuje lepsze wyniki. W końcu byliśmy dwukrotnie z rzędu mistrzami świata, a obecnie wicemistrzami. I tak zgadzam się — siatkówka, a szczególnie męska, jest w Polsce naprawdę popularnym sportem. Nie zmienia to jednak faktu, że byliśmy organizatorami nie turnieju towarzyskiego, a mistrzostw świata, najważniejszej imprezy.

Do Trójmiasta przyjechały bardzo renomowane zespoły i największe gwiazdy handballu, z której spora część gra również na polskich parkietach, m.in. w barwach Industrii Kielce (kiedyś Vive Targi Kielce). Od czasu odejścia największych naszych perełek — Szmal, bracia Jureccy, Bielecki, bracia Lijewscy (a to nawet nie połowa naszej kadry w złotych czasach polskiego handballu z dobre 10 lat temu), wyniki reprezentacji są co najmniej przeciętne. Jednak w Tauron Arenie w Krakowie, czy w Spodku w Katowicach, gdy grali Polacy, hala wypełniała się po brzegi. To wciąż nasza kadra, a na to zawsze będzie chętnych sporo ludzi. Później się okazało, że nie awansowaliśmy do ćwierćfinału i zainteresowanie imprezą spadło. Brak wyników = brak kibiców. To jest zależność, która obowiązuje w każdym sporcie. Wzdłuż i wszerz, nic nowego.

Promocja imprezy? Na co to komu?

Na rozpromowanie mistrzostw świata wydano grube miliony złotych. Jednak na próżno było szukać o tym informacji. Na Facebooku — absolutna cisza. Twitter? Wykupiona promocja postów Związku Piłki Ręcznej w Polsce. Jak było z kolei na Instagramie? Nie rozmawiajmy o tym. Dobrze, ale może jak nie social media to telewizja, gazety, plakaty na mieście? Dobre żarty. Jedynie na głównych ulicach miasta albo w jego istotnych punktach na lampach miejskich rozwieszone zostały chorągiewki z logiem imprezy, napisem “Poland Sweden” oraz hasłem przewodnim mistrzostw.

Brutalną prawdą na ten temat byli moi znajomi, którzy widząc to, pytali mnie “co to jest?”. Dla mnie to było zderzenie z rzeczywistością — “Ale jak ty tego nie wiesz? Przecież są mistrzostwa świata w piłce ręcznej!”. “A to nie słyszałem/am, sorki”. Bum! O turnieju nikt nie wie, dosłownie. Takie same chorągiewki wiszą czasem przed meczami Lechii Gdańsk. Wtedy nikt nie pyta, o co chodzi. Każdy podświadomie wie, że to Lechia i piłka nożna, bez znaczenia z kim grają, to nie jest ważne. Na co liczyli organizatorzy? Że mistrzostwa same się rozpromują? Kolega przekaże koledze i ten zdecyduje się pójść albo obejrzeć? No nie bardzo.

Piłka ręczna to wciąż nisza

Handball to nie siatkówka, piłka nożna, a nawet nie lekkoatletyka, gdzie ludzie chętnie zasiądą na trybunach ważniejszych imprez, czy spotkań. Obecność piłki ręcznej w niszy sportowej powoduje, że nie ma takiego zainteresowania. Brak polskiej kadry w ćwierćfinale to absolutnie najmniejszy problem. Przede wszystkim ceny biletów i brak lub znikoma promocja turnieju są głównymi powodami, dla których impreza ta okazała się w Polsce totalną klapą. W Szwecji takiego problemu nie było, nawet na meczach bez udziału rodzimej kadry. U nas nikt z własnej nieprzymuszonej woli na mecz bez Polaków nie pójdzie, niestety. Już nie chodzi o to, aby wygrzebać polski handball z dołka, ale żeby więcej takich błędów nie popełnić. Na organizowaniu dużych imprez, w różnych sportach znamy się dobrze. Zadbać jedynie trzeba było o to, aby kibicom miło będzie zawitać na trybuny. Jednak nawet to Związek Piłki Ręcznej w Polsce zjeb*ł. I to mnie boli, a pewnie nie tylko mnie, ale po co głośno mówić o sporcie, który nikogo nie interesuje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

5 − 4 =